Krem znalazłam u Olgi Smile, pisała, że dobry na kanapki. Nie wiem czy na kanapki dobry, bo u mnie spełnił rolę nadzienia do czekoladek. Wiem też, że świetny będzie do przekładania ciastek. Jednak nie chciało mi się piec, więc wykombinowałam czekoladki, dziecko tylko broniło kremu jak lew, bo powiedział, żeby mu trochę zostawić, bo jest pyszny. No bo taki jest, tylko trzeba uważać. Należy wiórka miksować w kilku podejściach aby nie spalić blendera, czy malaksera. Radziłam sobie trochę trybem pulsacyjnym, trochę na małych obrotach, zwiększałam na większe, dawałam malakserowi odpocząć i po kilku chwilach kolejne podejście i tak kilka razy, aż do momentu, w którym krem zrobił się rzadszy. Aaaa i właśnie, krem w lodówce twardnieje, więc lepiej trzymać go w szafce ;)
Składniki:
- 200 g wiórków kokosowych
- 1 płaska łyżka cukru pudru
Wykonanie:
W pierwszej kolejności miksowałam wiórka kokosowe, tak jak to już opisałam w opisie wyżej. Ostrożnie Kochani, cierpliwie a do celu, ha! I kto to mówi No tak tu trzeba spokojnie, żeby nie spalić silnika sprzętu :) Jak kokos stał się rzadki i wodnisty wsypałam cukier puder i miksowałam nadal, do momenty, w którym konsystencja stała się bardziej luźna. To wszystko :) W lodówce krem staje się twardy, w szafce nie, więc gdzie będziecie go trzymać nie będę wnikać. Ja nie trzymałam długo, bo zużyłam do czekoladek, a resztę syn zjadł :)
SMACZNEGO życzy BLONDYNKA :)