października 16, 2017

Granitowy Garnek Bologna Ballarini


Od trzech dzielę się tu z Wami opiniami na temat produktów Ballarini. Teraz się uśmiecham, bo wiecie co jest w tym zabawnego? Już wyjaśniam. Na początku skupiałam się na pokazaniu dań jakie przygotowywałam w tych patelniach i garnkach. Z biegiem czasu zaczęłam je analizować i sprawdzać bardziej perfidnie? Nie, może dogłębnie i szczegółowo. Zaczęłam zwracać uwagę na rzeczy, na które nie zwróciłoby większość z Was. Na  przykład różnicę pomiędzy wokiem Granitium a Salento White Stone, którą zauważyłam oczywiście pomijając aspekty wizualne,był czas przygotowywania potraw. Na przykład konfitury smażone jednocześnie w obu wokach w Granitium były gotowe kilkanaście sekund szybciej niż w Salento White Stone. Wiem, wiem to dziwne, ale przecież nie obiecywałam, że u Blondynki będzie normalnie :) Kolejną ciekawostką, którą mogę się z Wami podzielić jest temat nazw linii naczyń Ballarini. Kiedyś jak tak sobie siedziałam zaczęłam "rozmawiać z wujkiem google", bo skoro Ballarini to Włoska firma, to nazwy linii naczyń mogą, a nawet powinny być związane z Włochami. I co się okazało? Każda nazwa to nazwa regionu Włoch. Mało tego, zrobili to bardzo sprytnie, bo na przykład jedna z droższych linii nosi nazwę dość ekskluzywnego regionu jakim jest Portofino. Fajnie się to składa, prawda?

Takich ciekawostek mogłabym napisać wiele, to jednak może kiedyś przy okazji. Zarówno mnie jak i Was przede wszystkim interesuje trwałość i funkcjonalność produktów. Tu też mogłabym rozpisać się więcej i opisać swoje spostrzeżenia na temat każdej linii na podstawie codziennego ich użytkowania od 3 do kilku miesięcy, ale to też zostawię na inną okazję. Teraz tak w skrócie powiem Wam, że Ballarini`ego ciężko zajechać w kuchni. Nad Granitium pracuję coś ponad 3 lata i nadal nie nadają się do wyrzucenia. Ba! Nawet nie widać na nich żadnej rysy, jedynie co się lekko starło to spody, ale to od mojego szurania po ruszcie kuchenki gazowej, a od jakiegoś czasu dodatkowo wzmacniają spody, że się nic nie ściera, wiem, bo od półtora roku szuram po kuchence granitową patelnią Portofino i tam pod spodem nadal jak nówka. No tak, dużo wiem o tych garach, gotuję w nich od trzech lat. Codziennie. Czy we wszystkich? Wstyd się przyznać, ale w większości tak. Nic nie poradzę, że w tej kwestii jestem mało normalna. Ale co ja zrobię jak Młody ma swoje ulubione patelnie, a ja w jednej lubię smażyć dla siebie jajecznicę, w innej smażę dla nas obojga,inna do naleśników, w innej lubię robić sosy, a w wokach wchodzi świetne curry i najlepsze konfitury, itd. No tak już mam, trzeba to przełknąć :) Jedynie fajnie by było gdyby Ballarini popracowało nad podniesieniem temperatury piekarnikowej w jakiej można bawić się tymi naczyniami, bo jak miałam tylko 160 stopni było super, ale jak w mojej szafce wylądowało żeliwo Staub (które również możecie kupić na stronie Ballarini) i niemiecka diamentowa powłoka, które można zapiekać do 250 stopni, to mój apetyt też urósł i też chciałabym aby Włosi podnieśli parametry w kwestii temperatury zapiekania, bo do powłok, wytrzymałości i odporności na porysowanie mają rewelacyjne. Do tego jak dorzucę z jaką łatwością i przyjemnością się je myje, nawet takie zaschnięte po karmelizowanych owocach (już kiedyś sprawdziłam zostawiając taką brudną patelnię na 24 h) to jest bossko!


Ceny? Na każdą kieszeń. Do tego cały czas coś pojawia się w promocji. Tu się nie patyczkują, bo promocje zwykle obejmują całe linie, więc często patelnię czy garnek można kupić taniej o co najmniej o kilkadziesiąt złotych. To sobie sami sprawdźcie na och stronie, tak czy inaczej wiem, że skończy się to na mailowaniu z zainteresowanymi, bo od tych trzech lat już nie wiem przy ilu zakupach asystowałam czytelnikom, którzy wymieniali swoje sprzęty kuchenne. Spoko, jak chcesz i Tobie pomogę, coś wybierzemy ;)

O kurcze, za lekkie mam to pióro, znowu się rozpisałam. Bo dziś miałam opowiedzieć Wam o garnku linii Bologna! Wyjątkowo nie pracowałam z nim zbyt długo. Nie było takiej potrzeby, bo od roku na moich palnikach często wygrzewa się wok tej linii i doskonale wiem co potrafi ta powłoka.

W garnku oczywiście jeszcze nie ugotowałam zupy, to byłoby zbyt proste. Płyny się nie przypalą przecież. Za to machnęłam kilka dań z jednego gara. Dania, których proces przygotowania zaczynał się od smażenia w minimalnej ilości tłuszczu, duszenia, a potem dopiero podlewania płynami. W przygotowywaniu tych dań moje lenistwo osiągnęło poziom zenitu, bo dolewałam taką ilość płynów w jakiej chciałam ugotować kasze metodą absorbcji, czyli prosto mówiąc wsypywałam kasze bezpośrednio do garnka, w którym siedziały podsmażone i podduszone warzywa i mięso. Po kilku minutach miałam danie gotowe, czyli kaszę z czymś tam co lubimy (mięso i warzywa). Plusem takiego gotowania było to, że kasza wchłaniała dodatkowe nuty z tego co znajdowało się w garze.



Nie ukrywam, że w Bologna wszystko gotuje się tak jakby w krótszym czasie niż w innych liniach jakie mam. Podoba mi się w nim kształt, ścianki w stosunku do dna chyba mają równe 90 stopni, tego nie mierzyłam. Na zdjęciach nie do końca podobały mi się uchwyty, ale na żywo zakochały mnie. Idealnie leżą w rękach, dodatkowo trzymając gorący garnek moje palce nie mają styczności ze stalową rączką, bo tworzywo ukształtowane jest w taki sposób, że zabezpiecza przed poparzeniem. Pokrywka - tu standard, nie zsuwa się z garnka i nie skacze, uwag nie mam. Satynowa zewnętrzna powłoka wygląda ładnie. Łatwo ją utrzymać w czystości, tu wypowiadam się na podstawie rocznego użytkowania woka tej linii.




Garnek dla każdego? Jak najbardziej tak, bo:
  • przystosowany do większości kuchenek, tych indukcyjnych też!
  • można używać w piekarniku do 160 stopni
  • granitowa powłoka typu non stick, czyli łatwo nie przypalisz, smażone produkty nie przywierają, bo tą linię charakteryzuje naprawdę wysoka nieprzywieralność
  • solidnie wykonany, jak tak patrzę na niego, ciężko go będzie zniszczyć, oj ciężko
  • cena: na dzień dzisiejszy 90 zł tańszy niż normalnie, 
  • dostępne trzy pojemności: 1,4 l; 2,5 l; 4,6 l - ja mam ten największy
  • ergonomiczna i izolująca dłonie rączka
  • stalowe elementy wykonane są ze stali nierdzewnej odpornej na rdzewienie
  • wysoka odporność na niszczące działanie zmywarki
  • grube dwuwarstwowe dno (aluminium i stal nierdzewna) świetnie magazynuje i rozprowadza ciepło, trzeba sobie trochę poczekać, na to żeby jedzenie w garnku wystygło i można było go umieścić na przykład w lodówce
  • całkowicie bezpieczny dla zdrowia i środowiska, nie zawiera PFOA i związków niklu ani metali ciężkich.
No nie mam się do czego doczepić, garnek jest naprawdę świetny! Serio ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć, jestem Blondynka.

Jeśli chcesz coś napisać, wymienić myśli, porozmawiać to jest odpowiednie miejsce, w którym dbam o to abyś czuł się bezpiecznie i dobrze.

Jeśli masz zły dzień i i potrzebujesz tu wyładować swoje negatywne emocje - osobiście zaprowadzę Cię do wyjścia, Nie wyprowadzisz mnie z równowagi, więc albo się uśmiechnij albo idź dalej.

Nie rób proszę z tego miejsca tablicy reklamowej, nie bawię się w lajk za lajk itd, nie lubię spamu.

W komentarzach możesz również umieścić zdjęcia dań wykonanych z Blondynkowych przepisów, jeśli chcesz abym wkleiła je do albumu na fan page`u bloga na FB, napisz od razu, że wyrażasz zgodę na ich umieszczenie we wspomnianym albumie.

Nie bój się pytać, zawsze odpowiem i postaram się pomóc.

Czuj się tu dobrze. Życzę Ci aby Twój Dzień był zawsze pełny pozytywnych zdarzeń! Buziaki!

Drukuj

Copyright © 2016 Blondynka Gotuje , Blogger