Popularne posty

czerwca 25, 2017

Czekoladki z Masłem Orzechowym i Bananem

Czekoladki z Masłem Orzechowym i Bananem

Kawałek czasu nie pisałam, potrzebowałam zrobić sobie wolne, tak po prostu. Z nowymi siłami wracam i nadrabiam zaległości i trochę się za Wami stęskniłam :) Dziś chciałam skupić uwagę na czymś słodkim, zdrowym i szybkim w przygotowaniu. Tu głównie przedstawiam Wam pomysł, który możecie dowolnie modyfikować. Czekoladki dedykowane były dla mnie, nie były słodzone białym cukrem, a to dlatego, że Wasza Blondynka od jakiegoś czasu nie jada takich klasycznych słodkości. No dobra, czasami sięgam, ale w śladowych ilościach. Czy się odchudzam? A skądże! Po prostu od kilku miesięcy przestałam potrzebować słodyczy, tak mi jest lepiej i fajniej :) No to co? Zaczynamy?


Składniki:

Sposób przygotowania:
W temacie czekolady u mnie było to około 200 g, masła zrobiłam więcej, bo uwielbiam i część masła zjadłam :) 
Masło wyłożyłam na folię spożywczą i uformowałam z niego wałeczek, który dokładnie owinęłam folią i włożyłam na jakiś czas do lodówki, aby ten mój wałeczek można było kroić w plastry. Czekoladę połamałam na kawałeczki i rozpuściłam na parze. Banan, wiadomo pokroiłam w plasterki. Do małych papilotek wylałam roztopioną czekoladę, w którą wciskałam plasterek banana i plasterek masła orzechowego, na koniec wylałam jeszcze po odrobinie czekolady i wyrównałam powierzchnię. Czekoladki oczywiście trafiły do lodówki na kilka chwil, bo po niecałych 30 minutach już próbowałam jak smakują :) Pyszne bardzo! Każdy krok pokazałam Wam na zdjęciach wyżej. Miałam w planach oprószyć banana cynamonem, ale najnormalniej w świecie przypomniałam sobie o cynamonie w chwili, w której czekoladki trafiły już do lodówki :) Następnym razem będę pamiętać.
SMACZNEGO życzy

czerwca 08, 2017

Pierś z Kurczaka w Tymiankowo - Cytrynowej Glazurze

Pierś z Kurczaka w Tymiankowo - Cytrynowej Glazurze

Ten przepis siedział na blogu od 2013 roku. Jeden z pierwszych jaki ukazał się na blogu, zdjęcia były tak koszmarne, dlatego postanowiłam zrobić aktualizację zarówno tekstu jak i zdjęć. Źródło przepisu było Kwestia Smaku. Jeśli chodzi o pierś, wychodzi soczysta i taka lekka w smaku. Nie ukrywam, że piekłam ją już setki razy i zawsze wychodzi idealnie. Piekę ją przeważnie w ceramicznym naczyniu, a kiedyś piekłam na jednorazowych tackach do grilla, dlaczego? Pierwszy raz piekłam w teflonowej blaszce i po kilkugodzinnym moczeniu i potem szorowaniu jej znalazłam sposób jak piec to mięsko, aby potem nie męczyć się podczas mycia naczynia, w którym się piekło. Marynata zawiera miód, który jak wiadomo mocno się karmelizuje, szczególnie jak spłynie na blaszkę, co jest nieuniknione ;) Wracając do marynaty, tu całym sekretem jest świeży tymianek, jeśli zastąpisz go suszonym to już nie będzie to samo (sprawdzałam). Pierś podałam z pieczonymi warzywami, Młody ziemniaki, a ja swoje ulubione marchewki ;) Do tego sos jogurtowy z czosnkiem i sałatka ze wszystkiego co mi wpadło pod ręce, czyli tym razem była to sałata lodowa, cebula szalotka, pomidor, ogórek i kawałek sera feta.



Składniki na 2 porcje:
  • 2 nieduże piersi z kurczaka
  • 1/2 niedużej cytryny (starta skórka i sok)
  • 1/2 łyżki miodu ( u mnie miód gryczany)
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki świeżego tymianku (same listki)
  • pieprz
  • sól (u mnie różowa himalajska)

Dodatkowo:


Sposób przygotowania:
U mnie bywa różnie. Czasami marynuję mięso kilka godzin przed pieczeniem, czasami tuż przed. Wszystko zależy od tego ile mam czasu i jak wygląda mój dzień. Jeśli chodzi o marynatę tu nie ma żadnej filozofii, trzeba z gałązek tymianku poobrywać same listki, cytrynę wyparzyć, zetrzeć skórkę, wycisnąć sok, przecisnąć przez praskę czosnek, wlać miód, oliwę i wszystko wymieszać. Piersi z kurczaka należy oczyścić, opłukać pod zimną bieżącą wodą, osuszyć ręcznikiem papierowym, natrzeć solą i pieprzem, a następnie polać z każdej strony marynatą. Mięso piekłam w temperaturze 190 stopni przez  ok. 35-40 minut. Co 10 minut przekręcałam mięso na drugą stronę. 


Jeśli chodzi o pieczone warzywa, piekły się równocześnie z mięsem. W liście składników nazwy są podlinkowane do odpowiednich przepisów, wskakuj tam i czytaj, bo byłoby bez sensu w każdym przepisie pisać o warzywach, na które przepis jest od dawna na blogu, prawda? ;)
Jak czegoś nie wiesz lub coś jest dla Ciebie niejasne, pisz śmiało, ale to już wiesz ;)
SMACZNEGO życzy

czerwca 01, 2017

Mięso z Indyka ze Szpinakiem Zawinięte w Boczek

Mięso z Indyka ze Szpinakiem Zawinięte w Boczek

W końcu pogoda zaczyna nas rozpieszczać. Ja w końcu doczekałam się sezonu na krótkie sukienki i okulary przeciwsłoneczne. To wszystko wiąże się z tym, że mniej czasu spędzam w domu i moje życie nabrało rozpędu. Rano jak co dzień szybkie śniadanie, pakowanie torby na siłownię i biegiem na trening, potem już czas biegnie bardzo szybko, Młody wraca ze szkoły, a na stole czeka gotowy obiad, bo i on ma codzienny grafik napięty i ma kilkanaście minut na zjedzenie i potem leci na swój trening. Dlatego zaczęłam gotować  ekspresowo, a im mniej mycia naczyń tym lepiej. Tu bardzo, ale to bardzo pomocna okazuje się patelnia żeliwna STAUB, bo w przypadku tego obiadu zaczęłam działać na palnikach gazowych, a skończyłam w piekarniku, bez potrzeby zmiany naczynia, bo żeliwo nie ogranicza mnie pod kątem temperatury. A co na obiad? W sklepie kupiłam kilka kawałków mięsa z indyka, pisało "na gulasz". To, że tak pisało nie znaczy, że muszę gotować to co było napisane na etykiecie :) Nie chciało mi się bawić w roladki, w jakieś kombinowanie . Tak po prostu nadziałam mięso szpinakiem i owinęłam boczkiem, a jak to zrobiłam, już piszę. Oczywiście jak zawsze talerze różniły się dodatkami, ja postawiłam na moje ulubione frytki z marchewki, a Młody klasycznie, ziołowe ziemniaczki.



Składniki:
  • ok. 6 długich plastrów wędzonego boczku, ale super będzie jeśli użyjesz 12 plastrów, wtedy uda Ci się szczelnie pozawijać mięso
  • 6 niewielkich kawałków mięsa z indyka (u mnie w sklepie sprzedają je pod nazwą "gulaszowe z indyka")
  • 1 opakowanie świeżego szpinaku
  • 4 ząbki czosnku
  • kawałek masła
  • kawałek o grubości ok 2 cm sera feta
  • świeżo zmielona sól, u mnie jak zawsze różowa sól himalajska
  • świeżo zmielony pieprz
Ziemniaki:
  • 3 niewielkie ziemniaki
  • czosnek niedźwiedzi
  • suszony estragon
  • świeżo zmielona sól himalajska
  • oliwa z oliwek
Frytki z marchewki:
  • 2 niewielkie marchewki
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżka syropu klonowego
  • mielony imbir
  • estragon - bo był pod ręką, ale możesz użyć innych ulubionych ziół
Sałatka:
Sposób przygotowania:
Zwykle zaczynam od przygotowania warzyw do pieczenia. Ziemniaki lubię piec razem ze skórką, są smaczniejsze, więc trzeba je porządnie wyszorować pod zimną bieżącą wodą. Potem osuszyć. Następnie kroję w ósemki. W małej miseczce mieszam wszystkie przyprawy oprócz soli i maczam każdy kawałek ziemniaka w ziołowej mieszance i układam na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, na której zostawiam miejsce na moje marchewki. Jak już wszystkie ziemniaki mam ułożone na blaszce oprószam solą. Marchewki myję, obieram ze skórki i kroję w grubsze słupki. W małej miseczce mieszam oliwę z syropem klonowym i ziołami i w tej mieszance maczam kawałki marchewki i układam na blaszce obok ziemniaków. Blachę z warzywami wstawiam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i zaczynam piec. Czas pieczenia zależy od wielkości kawałków. U mnie zwykle pieką się tyle czasu ile potrzebuję na przygotowanie mięsa. W każdej chwili możesz otworzyć piekarnik, wyciągnąć jeden kawałek i sprawdzić czy warzywa są już miękkie i upieczone czy potrzebują jeszcze chwilę czasu.


Czas na szpinak. Szpinak dokładnie płuczę, osuszam i ja jeszcze przebieram każdy listek i pozbywam się ogonków. Potem kroję niedbale :) Chodzi tu o to aby nie było całych liści. Patelnię rozgrzewam, wrzucam kawałek masła i na rozgrzane masło wrzucam czosnek pokrojony w plasterki i podsmażam chwilkę, następnie na patelnię ląduje szpinak i tu tak jak widać na zdjęciach wyżej smażę kilkanaście sekund do momentu, aż szpinak zmniejszy swoją objętość i zmieni kolor na ciemno zielony. Doprawiam pieprzem i delikatnie solą, bo do szpinaku dojdzie ser feta, który jest mocno słony. Zawartość patelni wykładam do miseczki, do której rozdrabniam w palcach kawałek sera feta. Wszystko razem mieszam i odstawiam na bok. 


Kawałki mięsa ponacinałam i wzdłuż i tu spokojnie możesz się uśmiechnąć, ja też to zauważyłam, że zaczęły przypominać kobiece narządy płciowe he he. Przynajmniej nie jest nudno :) Ale wróćmy do mięsa. Każdy kawałek oprószyłam solą i pieprzem. Na desce poukładałam plastry boczku, na każdy plaster położyłam kawałek mięsa i w miejsce nacięcia przy pomocą łyżeczki wyłożyłam nasz szpinak z fetą. Nie zawijałam żadnych roladek, po prostu całość owinęłam boczkiem, niektóre kawałki owinęłam drugim plastrem boczku i tym razem z poprzek. Dlaczego drugim? Bo mi zostało kilka plastrów :)


Na rozgrzaną patelni, na której przygotowywałam szpinak poukładałam naszego indyka z boczkiem i smażyłam kilka minut z jednej strony, a potem z drugiej strony. Ile dokładnie? Tu też wszystko zależy od wielkości kawałków. U mnie czas smażenia trwał tyle ile potrzebował boczek aby się wytopił z tłuszczu i zrumienił.


Młody jeszcze nie wrócił ze szkoły, więc na kilka minut wstawiłam patelnię z mięsem do piekarnika, w którym piekły się warzywne frytki. Tylko zmniejszyłam temperaturę do 160 stopni, bo warzywa były już prawie gotowe i nie chciałam niczego przypalić. Tak sobie indyk dochodził w rozgrzanym piekarniku dosłownie kilka minut. Etap podpiekania możesz pominąć, ale przyznam, że tak lekko dodatkowo podpieczone mięso wyszło lepsze niż tylko smażone na patelni.


Kiedy Młody już dotarł do domu, na talerzach ułożyłam marchewki i ziemniaki, mięso na rukoli. Rukola tym razem była prostym dodatkiem, bo dorzuciłam do niej tylko zielonego ogórka i polałam olejem z ziołami. Może wydaje Ci się to wszystko bardzo skomplikowane, ale naprawdę to tylko kilka minut pracy, bo połowę czasu albo się samo smaży,albo samo się piecze, Ty tylko pilnujesz, aby nic się nie przypaliło ;)
SMACZNEGO życzy

maja 08, 2017

"Cela" - Jonas Winner

"Cela" - Jonas Winner

"Cela" - Jonas Winner.
Wydawnictwo: Initium
Premiera: Kwiecień 2017 r.

Od dwóch albo może trzech lat jestem na bieżąco w książkach. Na tyle na bieżąco, że wiem długo przed premierą co ukaże się na rynku. Czasami po mailach od zaprzyjaźnionych wydawnictw i zapoznaniu się z informacjami włącza się mój książkowy zmysł i czasami normalnie nie potrafię cierpliwie czekać na premierę i chcę dany tytuł przeczytać już, teraz, natychmiast. Wtedy sięgam po egzemplarz recenzencki i karmię moją duszę leżąc na sofie przykryta kocykiem. Jak Młody widzi mnie w takiej pozycji, co jakiś czas wpada i przynosi kolejne kubki ulubionej herbaty, bo ja nie potrafię oderwać się od książki.

Właśnie takiego nosa miałam w przypadku Celi. Dotarła do mnie przed świętami, w czasie kiedy miałam najwięcej pracy w kuchni, głowa pełna terminów i zleceń. Mimo tego nie potrafiłam się powstrzymać, żeby nie zajrzeć chociaż na pierwszą stronę. Potem to już tak poleciały strony, że pochłonęłam książkę w dwa dni, czytając gdzie się da.

Okładka i tytuł lekko mnie zmyliły. Dlatego właśnie mówi się, że nie ocenia się książek po okładce :) Cela i tam maszynka do mięsa zwróciła moje myśli na w inną stronę niż fabuła książki, ale oba elementy pojawiają się w treści.

Bardzo ciekawy pomysł konstrukcji przebiegu zdarzeń i formy. Akcja opowiedziana i widziana oczami jedenastoletniego chłopca. Ciekawe, prawda? Przez to przez cały czas byłam trzymana w napięciu. W połowie wszystko się tak ułożyło, że można by na tym skończyć, ale stron do przeczytania zostało drugie tyle, więc popłynęłam dalej.Niby czegoś się domyślałam, niby coś mi się tam układało w głowie, kto kogo zabił, czy faktycznie zabił i gdzie jest dziewczynka, a tu na dwóch ostatnich stronach wszystkie moje wyobrażenia, wszystkie myśli poooszzzłyyyy..... Szok! Dawno nie trafiłam na tak zaskakujące zakończenie. Niesamowite. Skończyłam czytać w ogromnym szoku, przez co po zamknięciu książki jeszcze przez długi czas myślałam i analizowałam treść. To było świetne!
WASZA

kwietnia 27, 2017

Płatki Jaglane na Mleku z Frużeliną Wiśniową

Płatki Jaglane na Mleku z Frużeliną Wiśniową

Pamiętacie moje zakupy w Amplio? W koszyku miałam płatki jaglane, których byłam bardzo ciekawa, a do tej chwili już kilka razy wylądowały na moim stole i będą wpadać regularnie, bo są pyszne! A z frużeliną wiśniową to już bajka! Uwielbiam! Stopień trudności przygotowania płatków jest żaden, a do tego przygotowanie płatków i frużeliny to dosłownie kilka minut. Jeśli chodzi o frużelinę to też nie należy się jej bać. Kiedyś przerobiłam kilka przepisów i wychodziła różnie i zwykle za gęsta. W końcu powiedziałam dość! Zaczęłam dodawać składniki na tak zwane oko, potem przed dodaniem zaczęłam odmierzać mąkę, żelatynę i ważyć wiśnie, a tylko dlatego, żeby któregoś dnia podzielić się z wami przepisem na frużelinę. Zawsze przygotowuję jej więcej i nadwyżkę przechowuję w słoiku w lodówce. Taka schłodzona mocno tężeje, ale już rozpracowałam jak przywrócić jej żelową półpłynną konsystencję. Wystarczy przełożyć ją do miseczki i lekko podgrzać w kąpieli wodnej.


Składniki na 2 porcje:

  • 60 g płatków jaglanych
  • 500 ml mleka
  • 1/2 łyżeczki pasty z wanilii
  • można posłodzić do smaku, ja nie słodzę, bo na wierzch układam słodką frużelinę wiśniową
  • opcjonalnie płatki migdałów
Frużelina wiśniowa:
  • ok. 480 g wiśni (mogą być mrożone)
  • ok. 4 łyżki u mnie ksylitol ale może być zwykły biały cukier
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej rozpuszczona w 2 łyżkach zimnej wody
  • 1 łyżeczka żelatyny rozpuszczonej w dwóch łyżkach wody
  • 1 łyżka soku z cytryny

Sposób przygotowania:
PŁATKI: Do rondelka wlałam mleko i wsypałam płatki jaglane,doprowadziłam do zagotowania i na średnim płomieniu cały czas mieszając gotowałam dosłownie kilka minut, max 4 minuty. Podczas gotowania dodałam pastę z wanilii.

FRUŻELINA WIŚNIOWA: Ja robiłam z mrożonych wiśni, które wcześniej rozmroziłam. Rozmrożone wiśnie wyłożyłam do rondelka na małym płomieniu podgrzewałam zawartość aby wiśnie puściły więcej soku, którego zrobiło się dosyć sporo. Wsypałam ksylitol i po jego rozpuszczeniu wlałam sok z cytryny i mąkę ziemniaczaną rozmieszaną z dwoma łyżkami zimnej wody i wymieszałam z wiśniami nadal podgrzewając. W tym momencie konsystencja przypominała rzadki kisiel. W tym momencie rondelek zestawiłam z ognia i wlałam wcześniej namoczoną w dwóch łyżkach zimnej wody żelatynę, którą potem podgrzałam kilka sekund w kuchence mikrofalowej i rozpuściłam. tak przygotowaną żelatynę wlałam do wiśni i wszystko razem wymieszałam.

Teraz wystarczyło przelać ugotowane płatki jaglane do miseczek i wyłożyć na nie frużelinę, którą można posypać płatkami migdałów. Na ciepło pyszna! Na zimno nie mam pojęcia, bo zawsze znika jak jest jeszcze gorąca :)
SMACZNEGO życzy

kwietnia 25, 2017

Owsianka Nocna z Jabłkiem, Orzechami i Nasionami na Mleku Orzechowym

Owsianka Nocna z Jabłkiem, Orzechami i Nasionami na Mleku Orzechowym

Nie będę ukrywać, że książka "Juiceman" - Andrew Cooper zostawiła po sobie wyraźne ślady w mojej kuchni. Dzięki niej odpowiedziałam sobie na kilka pytań, a przy okazji zaspokoiłam swoja ciekawość na kilka kulinarnych tematów. Choć owsianka nocna biega po internecie od kilku lat, ja na nią skusiłam się dopiero niedawno. W książce autor nazwał ją "ekspresowa", ale mi się tak nie kojarzy, bo w końcu trzeba na nią czekać całą noc, a dla mnie ekspresowe znaczy szybko, już, teraz, natychmiast. Zostawmy temat ekspresu i wróćmy do samej owsianki. Podoba mi się przygotowanie, bo wieczorem wszystko wrzuciłam do miski, wymieszałam, wstawiłam do lodówki i poszłam spać, a rano, no właśnie. Ranek był piękny, bo wystarczyło do niej dolać mleka, wrzucić lub wkroić owoce te, które są pod ręką i gotowe. Ja jeszcze owsiankę podgrzałam w mikrofali, bo ciepła smakuje mi bardziej. Od tamtej pory co jakiś czas wracam do tej owsianki, bo spodobała i posmakowała mi tak bardzo, że chętnie do niej wracam i po nią sięgam.


Składniki na ok. 3 porcje:
  • 150 g płatków owsianych
  • mała garstka płatków migdałów
  • 1/2 jabłka startego na tarce
  • mała garstka jagód goji lub rodzynek jak lubicie
  • 1 łyżka pestek dyni
  • 1,5 łyżki nasion chia
  • ok. 380 ml mleka orzechowego lub kokosowego (u mnie mleko z nerkowców) + dodatkowo do zalania owsianki przed podaniem
  • 1 suszony daktyl posiekany
  • szczypta zmielonego cynamonu
  • odrobina pasty z wanilii
  • szczypta soli himalajskiej
  • syrop klonowy lub miód do polania przed podaniem
  • ulubione owoce


Sposób przygotowania:
Tu przygotowanie jest proste. Wystarczy zetrzeć jabłko na tarce o grubych oczkach i wyłożyć je do miski z pozostałymi składnikami. Wymieszać, zalać mlekiem, miskę przykryć folią spożywczą i wstawić ją do lodówki na noc. Rano wyłożyć część owsianki do miseczki, zalać dodatkowym mlekiem (konsystencja według Waszych upodobań), pokroić ulubione owoce i polać miodem lub syropem klonowym. Prawda, że łatwo?
SMACZNEGO życzy

kwietnia 18, 2017

A jak Amplio, czyli zdrowa żywność i nie tylko

A jak Amplio, czyli zdrowa żywność i nie tylko

Co jakiś czas poszerzam swoją listę "bezpiecznych sklepów internetowych". Czasami przytrafiają się niemiłe niespodzianki, bo zamówiony towar dociera do mnie uszkodzony przez niechlujne próby zabezpieczenia go, albo kiedyś totalnie odbiegał od tego co oferował sklep na swojej stronie i dotarła do mnie taka chińszczyzna, że o ja cie nie mogę. Jak uzbieram jeszcze kilka pozycji takich "perełek" może wtedy opublikuję listę sklepów, które należy omijać wielkim łukiem.

 Dziś swoją uwagę skupię na jednym z tych, które naprawdę warto polecić.  Na blog już trafiło kilka zaufanych miejsc i teraz dorzucam kolejny sklep. Spełnił wszystkie moje oczekiwania i kryteria jakimi się kieruję przy swojej ocenie. Produkty bardzo dobrze zabezpieczone, przesyłka zapakowana z najwyższą starannością. Kontakt z obsługa sklepu na naprawdę wysokim poziomie, nie dość, że sympatyczna osoba po drugiej stronie, to jeszcze na odpowiedź nie musiałam czekać dłużej niż godzinę. Jasne i precyzyjne odpowiedzi i pomoc przy zakupach. Chodzi tu o sklep AMPLIO, który na rynku działa już 4 lata,nie są nowi, więc wiedzą już co i jak. Przy okazji zapytałam o kilka spraw i już wiem, że obecna oferta nie jest ostateczna, z dnia na dzień poszerza się o kolejne produkty.

Co tam dobrego? W sklepie są dwa duże działy: "Sprzęt rehabilitacyjno- ortopedyczny" i "Zdrowa żywność". Ale ku mojemu zaskoczeniu nie tylko żywność, bo znalazłam tam zdrowe dla ciała. W sumie to skusiła mnie dobra cena Masła Shea, bo chciałam zrobić dobrze moim włosom i skórze, a przy okazji wrzuciłam do koszyka jeszcze mydło borowinowe z kawą ( jest rewelacyjne!), ojej z pestek moreli i nie byłabym sobą, gdybym nie wpadła na dział spożywczy, w którym też znalazłam coś dla siebie i dorzuciłam migdały, nerkowce i płatki jaglane. Wszystko w dużych opakowaniach i rozsądnych cenach! "Zamawiam" kliknęłam w czwartek po południu, a przesyłka była już u mnie w piątek! Normalnie ekspres. Tak właśnie lubię, bo nie znoszę czekać, dobrze wiecie, że cierpliwością nie grzeszę.


Kilka słów o produktach.
Orzechy i płatki jaglane, tu nie będę się rozpisywać, bo wystarczy, że napiszę, że dotarły w całości, a płatki nie zostały zmasakrowane ściskiem panującym w pudełku. Wiadomo jak się to jada i co z tego można stworzyć w kuchni. Tu moja uwaga skupiona była na tych bardziej kosmetycznych tematach. Mydełko z borowiną i kawą wygląda jak sztabka czekolady, ale nie próbowałam tylko poszłam grzecznie pod prysznic i tam było świetnie, bo drobinki kawy świetnie masowały moje ciało poprawiając ukrwienie. Po wszystkim skóra była gotowa na nawilżenie. Plus dla mydełka, że nie zostawia po sobie żadnego zapachu, neutralne. Z tego co widzę, to ze zużyciem go trochę mi zejdzie, bo jest wydajne i cena 7,70 zł nie jest wygórowana. Trochę mnie martwi ta wydajność, bo ja już chcę tam wrócić po inne mydła z oferty :) Następne na liście będzie arganowe, z bursztynem, woskiem pszczelim.



Masło Shea, to było moje must have! Włosy to moja wizytówka, zawsze muszą być zdrowe i zadbane. Tak mam od zawsze i tego już nie zmienię, a jako blondynka szczególnie dbam o ich nawilżenie. Nie przeżyłabym gdybym miała mieć na swojej głowie "suche siano". Dlatego zainwestowałam w masło shea, które ze względu na swoje właściwości odżywcze, nawilżające i ochronne zrobiło naprawdę świetną robotę. Nałożone na noc na włosy ( u mnie od połowy długości włosa) rano po kilkukrotnym umyciu w celu zmycia masła stały się niezwykle miękkie i błyszczące. Oczywiście na włosach nie poprzestałam, bo z pomocą polerki do paznokci wtarłam je w paznokcie. Nawilżyłam nim w sumie całe ciało i chyba na jakiś czas odstawię na bok balsamy i kremy do ciała, bo efekt po maśle shea przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Może za jakiś czas jak ogarnę większość zastosowań masła na ciało i włosy napiszę o tym osobny post, jeszcze nie wiem. W każdym bądź razie masło jest mega wydajne, a z tego co widzę zamówione przeze mnie 100 g pudełko starczy mi na co najmniej 3 miesiące częstego używania, a cena masła wprawiła mnie w lekkie osłupienie, bo kosztuje jedynie 6.79 zł.

Następnym w kolejce nawilżaczem jest olej z pestek moreli. O nim kiedyś innym razem. W każdym bądź razie już sami zauważyliście, że oferta jest dość ciekawa. Każdy coś dla siebie znajdzie ciekawego. Mnie zaskoczył dział, w którym są produkty, z których można samemu stworzyć ekologiczny proszek do prania, płyn do płukania, antyprespirant a nawet pastę do zębów! To wszystko w kategorii "Zrób to sam". Kategorii jest o wiele więcej, bo są tez napoje, sól, herbata, kasze, mąki, nawet zakwaski do produkcji jogurtów i wiele wiele innych fajnych tematów. CO ja Wam będę opisywać, sami sprawdźcie, za zwiedzanie się nie płaci przecież ;)

Ja tam z pewnością wrócę nie raz i nie dwa. Mam na oku jeszcze kilka produktów z oferty AMPLIO, które nie dają mi spokoju i muszę je koniecznie mieć w swoim domu. A teraz zakupy zrobię, bez żadnych obaw, bo już wiem, że to sklep z tych, które określam mianem "pewniak" ;)

Drukuj

Copyright © 2016 Blondynka Gotuje , Blogger