Popularne posty

13 lutego

Dwa Oblicza Jamie`go

Dwa Oblicza Jamie`go

Jeden autor i dwie książki. Dwie różne książki. Mam tu na myśli Jamiego Olivera i jego najnowsze tytuły: "Gotuj zdrowo dla całej rodziny" i "Świąteczne przepisy". Czym się różnią? Już opowiadam :)


Jamie Oliver "Świąteczne przepisy".
Niech Was nie zmyli tytuł. Nie jest to książka z daniami tylko na święta. Dla mnie jest to książka nadziana przepisami na niezwykle smaczne potrawy, które chętnie wykorzystuję na co dzień. Zakochałam się w niej od pierwszego "zajrzenia". Dlaczego? Wykonane dania wychodzą niezwykle smaczne. Lista składników nie skomplikowana, nie muszę biegać po sklepach i polować na wyszukane składniki. Do tego świetne pomysły na podanie zarówno zwykłych ziemniaków jak i dobrze znanego mięsa. Wszystkie potrawy są świetnie podzielone.
  • Pyszne przystawki
  • Gwóźdź programu
  • Dania wegetariańskie i wegańskie
  • Zjawiskowe ziemniaki
  • Wspaniałe warzywa
  • Smakowite sosy i wszelkie dodatki
  • Kreatywne resztki
  • Doskonałe świąteczne desery
  • Popołudniowa herbatka i łakocie
  • Śliczne i smaczne prezenty
  • Popisowe sałatki
  • Dipy, zagryzki i przekąski
  • Idealne drinki
  • Poradnik pieczenia mięsa




Jak widzicie mamy tu dużą różnorodność. W dziale przystawki znajdziemy coś prostego, mało wyszukanego w kwestii składników i coś ekstra na wystawne przyjęcie, co zapewni nam smakowy i wizualny efekt WOW! Na przykład koktajl z krewetek, albo po prostu mega pyszny i jedwabisty pasztet z przysmażonych wątróbek, który zresztą pokazywałam Wam jakiś czas temu. W temacie gwóźdź programu mam do wyboru każdy rodzaj pieczonego mięsa, począwszy od kurczaka, skończywszy na jagnięcinie. Długo bym mogła opowiadać, ale propozycji jest tak dużo i są tak różnorodne, że można się się przykleić do książki na bardzo długo. Świetne propozycje przygotowania warzyw, ziemniaków, czy słodki zawrót głowy działu deserów. Ja od trzech miesięcy nie potrafię odłożyć tej książki na półkę, bo wciąż do niej zaglądam i gotuję. Co tu dużo pisać, po prostu musisz mieć tą książkę w swoim domu!


Jamie Oliver - "Gotuj zdrowo dla całej rodziny".
Tą książkę traktuję trochę inaczej. Dla mnie jest do zbiór pomysłów. Podglądam nowe techniki i połączenia smaków. Rzadko odtwarzam przepisy, bo lista składników bywa dłuższa a i część składników poza zasięgiem mojej ręki. Poza szerokim wyborem zapiekanek, curry, śniadań i obiadów jest tam obszerny rozdział poświęcony:
  • Moja filozofia zdrowego jedzenia
  • Żyj zdrowo
  • Priorytet przeżuwanie
  • Zdrowy brzuch, zdrowy duch
  • Czemu błonnik jest obłędny
  • Mocne kości
  • Zdrowa woda
  • Cukier - prawdy i mity
  • Dzieciaki w kuchni
  • Niejadki
  • Kulinarna ekonomia
  • Składniki - podsumowanie


Tak więc widzicie jest co poczytać. Same wartościowe treści. W książce nie ma działu typowo słodkiego, ale kilka słodszych propozycji znalazłam. Nie są to ciasta, ale na przykład słodkie crumble, owsianki lub śniadaniowe placuszki. Tak więc można się wiele dowiedzieć, rozszerzyć swoje kulinarne koncepcje. Można zakochać się w zdrowym gotowaniu albo zdrowo gotować co jakiś czas.


Obie książki polecam. W pierwej pozycji się zakochałam, druga jest dla mnie równie cenna, ale czerpię z niej wiedzę na swój sposób. Choć kilka śniadań jakie zjadłam oczarowały moje kubki smakowe.
WASZA

06 lutego

Pomarańczowe Naleśniki z Karmelizowanymi Jabłkami

Pomarańczowe Naleśniki z Karmelizowanymi Jabłkami

To są jedne z lepszych naleśników jakie jadłam! Poważnie! Nie jestem żadną miłośniczką naleśników. Lubię, jadam, ale jakoś nigdy się nie zachwycałam suchym naleśnikiem, zwykle zwracałam uwagę jak smakuje z nadzieniem. A tu taka niespodzianka! Normalnie wpadłam w zachwyt i mało tego, pożarłam dwa suche bez nadzienia. Są mega! Jeden plus za to, że ciasto leżakuje przez noc w lodówce, rano brudzę tylko patelnię i skupiam się na nadzieniu. Drugi plus za smak. Kolejny za konsystencję, która z podanych proporcji jest idealna. Naleśniki wychodzą cieniutkie i fajnie przyrumienione, a to dzięki dodatkowi masła i cukru. Kolejny plus za doznania zapachowe, smażąc je po kuchni rozchodzi się zapach pomarańczy, oj jak ja to lubię :) Nadziałam je karmelizowanymi jabłkami, bo tak pomyślałam, że fajnie to zagra smakowo i zagrało super. Przygotowanie takich jabłek jest nie tylko proste, ale jakie smaczne. Nam najbardziej smakują ciepłe jabłka z ciepłym naleśnikiem. Oczywiście nadzienie dobierzcie do własnych preferencji, może to być coś czekoladowego (przecież pomarańcze i czekolada to też świetny duet), może to być dżem, ulubiony syrop, owoce, bita śmietana. W sumie miałam pomysł aby do mojego zestawu dołożyć po łyżce bitej śmietany, ale Młody nie chciał, a ja ostatnio żyję bez słodkiego i podstawowa wersja jaką przygotowałam już i tak była dla mnie za słodka. Czy przesłodzona? Ależ nie! Tylko ja się tak odzwyczaiłam, że nawet herbata z połową łyżeczki cukru jest dla mnie za słodka. Ten typ tak ma :) No to działajcie tam! Jestem pewna, że usmażycie je nie po raz ostatni!



A właśnie, jeśli chodzi o przepis to trochę się zdziwicie. Dlaczego? W zeszłym roku wydawnictwo Znak wydało książkę kucharską w sumie dla dzieci. Takie gotowanie naszych pociech pod okiem i z lekką pomocą dorosłych. "Mikołajek i słodkie przekąski" - Ducasse Alain to naprawdę świetnie pomyślana książka, tam nie ma przepisów w stylu wrzuć do miski, wymieszaj i gotowe. Przepisy są tak dobrane, że i dorosły i dziecko ma pełne ręce roboty, a młody kucharz do tego ma wielką frajdę z efektu końcowego. Jeszcze te zdjęcia, normalnie aż ciągnie do kuchni, żeby coś z tej książki materializowało się na naszym kuchennym stole. Macie tu przykład tych pomarańczowych naleśników. Ta co nie zachwyca się naleśnikami (czyli Ja) nie dość, że pożarła 3 sztuki to jeszcze wyjść z zachwytu długo nie mogła :) Magia?

Wydawnictwo: Znak
Tytuł: Mikołajek i słodkie przekąski
Autor: Ducasse Alain
Cena: 29,93 zł


Składniki na ok. 8 szt:
  • 50 g masła, rozpuszczonego i przestudzonego
  • 3 jajka
  • 30 g cukru
  • 125 g mąki
  • 250 ml mleka
  • skórka z 1 pomarańczy
Sposób przygotowania:
Ciasto przygotowujemy w dzień poprzedzający smażenie.

Pomarańczę oczywiście należy sparzyć wrzątkiem i zetrzeć skórkę na tarce o drobnych oczkach, u mnie świetnie się sprawdza tarka do parmezanu. 

Tu nie będę się rozpisywać, bo wszystkie składniki należy zmiksować mikserem. Mąkę zwykle wsypuję na końcu. Gotowe ciasto przykryłam szczelnie i wstawiłam do lodówki na całą noc. 

Następnego dnia rano rozgrzałam patelnię do naleśników i wysmażyłam całe ciasto do ostatniej kropelki. Swojej patelni nie smarowałam tłuszczem, jeśli nie ufasz swojej patelni to możesz ją posmarować odrobiną tłuszczu.


Karmelizowane jabłka:
  • 2 jabłka
  • cynamon mielony
  • 1 łyżka masła
  • cukier trzcinowy, a ze 2 łyżki (po prostu do smaku, sypałam na "oko")
  • odrobina soku z cytryny
Dodatkowo:
  • cukier puder do posypania
  • jak lubisz może być bita śmietana
Sposób przygotowania:
Jabłka obrałam i pokroiłam w dużą kostkę i skropiłam sokiem z cytryny. Na rozgrzaną patelnię wyłożyłam masło, rozpuściłam, dołożyłam jabłka, które posypałam cukrem trzcinowym (jak nie masz, posyp białym) i oprószyłam cynamonem. Przemieszałam i przykryłam patelnię pokrywką, zmniejszyłam płomień pod patelnią i dusiłam kilka minut. Ile dokładnie? Zobaczysz, u mnie był to moment, w którym jabłka pokryły się gęstym brązowym sosem. 


Ja smażąc naleśniki w między czasie przygotowywałam jabłka i kiedy wszystko już było gotowe, cieplutkie naleśniki nadziałam jabłkami i oprószyłam cukrem pudrem.
SMACZNEGO życzy

01 lutego

Ciasto w klimacie Batonika Kinder Country i Oreo, czyli Moje Ciasto Duo

Ciasto w klimacie Batonika Kinder Country i Oreo, czyli Moje Ciasto Duo


Nie da się ukryć, ale na ciasto w stylu batonika kinder country jest jakiś szał. Mnie osobiście jakoś to nie ruszało. Ruszyło mojego syna. Któregoś dnia na messegera dostałam link od niego z dopiskiem "zrobisz? 😇" Nie było wyjścia, nie w kwestii kulinarnych zachcianek nie potrafię odmówić mojemu dziecku. Poczytałam kilka przepisów i to całe ciasto to nic innego jak krem do tortów, który czasami robię przełożony ciastkami. Poszłam do kuchni i zaczęłam mieszać proporcje z głowy. Przy okazji wymyśliłam sobie, że zrobię ciasto Duo, czyli w dwóch smakach. Celowo wybrałam dużą formę 34 x 24 cm, żeby ciasto nie było wysokie, dzięki temu po jednym kawałku nie odczuje się mega słodkiego ciasta. Użyłam ryż, pszenicę i orkisz ekspandowany (kupiłam w Lidl), ekspandowane ziarna trochę zrównoważyły słodycz. Młody zachwycony, w trzy dni pochłonął całą blachę ciasta, ja poprzestałam na jednym kawałku, bo od świąt praktycznie nie jadam słodyczy. Za to ja zachwyciłam się formą do ciasta, a dokładnie prostokątną tortownicą ze sklepu Garneczki, bo dzięki niej boki ciasta były idealnie proste, a przełożenie ciasta na tacę nie sprawiło mi żadnego problemu. Nawet cena formy jest całkiem przyjemna, zresztą sami sprawdźcie.


Masa jasna:
  • 200 ml śmietanki kremówki 30 %
  • 250 g serka mascarpone
  • 200 g białej czekolady
  • ekspandowane ziarna pszenicy 
  • 16 szt ciastek Oreo (8 szt do masy i 8 szt na wierzch)

Masa ciemna:
  • 200 ml śmietanki kremówki 30 %
  • 200 g mlecznej czekolady
Dodatkowo:
  • 300 g herbatników maślanych białych i kakaowych

Sposób przygotowania:
Na początku dno formy wyłożyłam jasnymi ciastkami maślanymi ( zazwyczaj kupuję Bonitki w Biedronce).

Białą czekoladę połamałam na kawałeczki i rozpuściłam w kąpieli wodnej. Rozpuszczoną postawiłam na blacie kuchennym aby lekko przestygła. W tym czasie 200 ml śmietanki kremówki i serek mascarpone umieściłam w misce i wszystko razem ubiłam na sztywno. Na końcu cienkim strumieniem wlałam przestudzoną białą czekoladę i zmiksowałam bardzo krótko, tylko do połączenia składników. Masę podzieliłam na dwie równe części. Do jednej wsypałam ekspandowane ziarna, do drugiej pokrojone drobno ciastka Oreo. Tak jak widać na zdjęciu poniżej na połowie formy wyłożyłam masę z ziarnami, a na drugiej połowie masę z ciastkami. Wyrównałam powierzchnię, na którą ułożyłam kolejną warstwę ciastek, ale tu na części ciasteczkowej wyłożyłam kakaowe ciastka, a na części z ziarnami położyłam jasne ciastka maślane. Formę wstawiłam do lodówki i zajęłam się ciemną masą.


Przygotowanie warstwy ciemnej także nie zajęło mi wiele czasu. Mleczną czekoladę połamałam na kawałeczki i rozpuściłam w kąpieli wodnej. Rozpuszczoną postawiłam na blacie kuchennym i zostawiłam do przestygnięcia. W tym czasie ubiłam śmietankę kremówkę i cienkim strumieniem wlałam przestygniętą, rozpuszczoną czekoladę mleczną i krótko zmiksowałam tylko do połączenia się składników. Ciemną masę wylałam na wierzchnią warstwę ciastek. Oczywiście tu zapamiętujemy po której stronie jest masa z ziarnami i masa z ciastkami. Wyrównałam powierzchnię masy ciemnej i na nią wysypałam na połowie drobno pokrojone ciastka Oreo i na drugiej połowie ekspandowane ziarna. 




Ciasto wstawiłam do lodówki na kilka godzin, choć najfajniejszą konsystencję według mnie miało po całonocnym leżakowaniu w lodówce. 
SMACZNEGO życzy

20 stycznia

Kremowy Pasztet z Przysmażonych Wątróbek Drobiowych pod Skorupką z Klarowanego Masła Szałwiowego

Kremowy Pasztet z Przysmażonych Wątróbek Drobiowych pod Skorupką z Klarowanego Masła Szałwiowego

Pamiętam jak mój syn jadał pierwsze kanapki z pasztecikiem, to była radość. Z wiekiem jego menu poszerzałam a i moja świadomość była coraz większa. Kiedy na dobre zaczęłam zwracać uwagę na skład poszczególnych produktów zaczęłam unikać tego jego ulubionego paszteciku, który i tak co jakiś czas lądował w naszym koszyku zakupowym. Ostatnio postanowiłam wyjść na przeciw naszemu domowemu zapotrzebowaniu na pasztet i tu w odpowiednim momencie wpadła w moje ręce książka Jamiego Olivera "Świąteczne przepisy", to właśnie w niej znalazłam idealnie kremowy pasztet, który przygotowuje się szybko i nie trzeba go zapiekać, bo oczywiście mój syn nie lubi pieczonych pasztetów co wielokrotnie sprawdzałam. Ten pasztet z wątróbek drobiowych jest świetny i mimo, że z wątróbek jak to Młody określił "gdyby nie widział jak robię to by nie przypuszczał, że tam są wątróbki". Klarowane masło po zastygnięciu tworzy na wierzchu taką aromatyczną skorupkę, która chroni pasztet przed wysychaniem. Zamiast brandy podlałam wątróbki różowym winem i fajnie to wyszło. A kanapka z pasztetem na kromce domowego chleba z garnka żeliwnego to naprawdę niebo w ustach. Dla nas rewelacja, a Ty musisz koniecznie tego spróbować! Pasztet może stać w lodówce nawet troszeczkę dłużej niż tydzień.


Składniki:
  • 500 g masła 
  • 2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • oliwa
  • 15 g świeżego tymianku (ja użyłam suszonego tymianku, ale sypałam go na oko, do smaku)
  • 1 kg wątróbek drobiowych oczyszczonych 
  • 1 cała gałka muszkatołowa do ścierania
  • 125 ml brandy lub wina pół lub wytrawnego
  • 15 g świeżej szałwii

Sposób przygotowania:
W pierwszej kolejności zajęłam się klarowaniem masła, a dokładnie 250 g masła. W dużej głębokiej patelni na małym płomieniu rozpuściłam masło, a potem delikatnie odlałam masło do małego rondelka, a na patelni zostawiłam białkowe szumowiny. 

Cebulę obrałam, pokroiłam w drobną kostkę, czosnek przecisnęłam przez praskę, a Młodego poprosiłam o  starcie całej gałki muszkatołowej. Do patelni na której zostały białkowe szumowiny powstałe podczas klarowania masła wlałam odrobinę oliwy z oliwek i na rozgrzany tłuszcz wyłożyłam cebulę i czosnek, smażyłam je do momentu zrumienienia, dorzuciłam tymianek, następnie oczyszczone wątróbki drobiowe i smażyłam je około 4 minuty, powinny być różowe w środku, ale nie surowe, zbyt mocno wysmażone też nie ;) Minutę przed końcem smażenia wsypałam połowę gałki muszkatołowej, oprószyłam solą, pieprzem, wlałam wino i odczekałam chwilę aż odparuje. Zawartość patelni przełożyłam do blendera i zmiksowałam wszystko na gładką masę, którą doprawiłam pozostałą gałką muszkatołową, dosypałam jeszcze tymianku, doprawiłam mocniej, bo do masy należy jeszcze dodać masło i po schłodzeniu smak będzie subtelniejszy. Do doprawionej masy dorzuciłam pozostałe masło (250 g) pokrojone w mniejszą kostkę i zmiksowałam do czasu połączenia się składników. Masę przelałam do kilku mniejszych kamionkowych naczynek oraz do jednego większego pojemnika. Nie napełniałam po same brzegi, bo tu należy zostawić miejsce na masło klarowane.


Kiedy pojemniki miałam napełnione masą z wątróbek zajęłam się wcześniej sklarowanym masłem. Rondelek z nim wstawiłam na mały palnik i podgrzewałam. Kiedy masło osiągnęło odpowiednią temperaturę, czyli jeśli wrzucisz listek szałwii i zrobi się on chrupiący wsyp pozostałe listki i doprowadź do momentu, w którym staną się chrupiące. Masło razem z listkami przelałam na pasztety w naczynkach i pojemniku. Chodzi o to aby masło klarowane pokryło powierzchnię pasztetu i aby w każdym naczynku znalazło się kilka listków szałwii. Wszystkie pojemniczki z pasztetem wstawiłam do lodówki na całą noc. Masło w tym czasie zastygnie tworząc na wierzchu kremową skorupkę. Możesz ją jeść razem z pasztetem, albo odłożyć na bok. Najbardziej lubię pasztet z ogórkami kiszonymi albo z pomidorem. A ten jest pyszny i tak jak już wspomniałam spokojnie możesz go jeść ponad tydzień tylko przechowuj go w lodówce.
SMACZNEGO życzy

19 stycznia

Nowy Jork na Talerzu - Jedna z moich ulubionych książek!

Nowy Jork na Talerzu - Jedna z moich ulubionych książek!

Są takie książki kulinarne, które czytam raz i potem bezpowrotnie trafiają na półkę, ale są też takie, które czytam i potem wracam i wracam i wracam. Takie z którymi nie mogę się rozstać i każde kolejne danie wykonane z przepisów które zawiera pogłębia moją fascynację. Do tych drugich należy "Nowy Jork na talerzu" Smitten Kitchen.  Zachwyciła nie tylko mnie, ale również mojego nastoletniego syna. Ja zachwycam się częścią na dania wytrawne, Młody zachwycony częścią słodką, czyli deserami.



Sympatia zaczyna się od pierwszej chwili, jakość i wydanie książki sprawia, że od razu zaczęłam ją czytać od deski do deski, choć zwykle najpierw przeglądam książkę. We wprowadzeniu sympatia pogłębia się, bo autorka pisze w takiej formie, przez którą odnosi się takie wrażenie jakby autorka pisała te słowa tylko do nas i książkę tylko dla nas. Tam opowiada, że nie trzeba mieć wielkiej kuchni i mnóstwa sprzętów, zwraca uwagę na to co jest niezbędne w kuchni. Same przepisy utrzymane są w tym samym klimacie. W nich jest to co bardzo lubię, czyli kilka słów od autorki na temat dania, precyzyjne proporcje i kilka dodatkowych wskazówek.



Podzielona jest na rozdziały:

  • Wprowadzenie
  • Uwagi i wskazówki
  • Śniadania
  • Sałatki
  • Kanapki, tarty,pizze
  • Dania główne: wegetariańskie
  • Dania główne: owoce morza, drób, mięso
  • Słodycze
  • Ciasteczka
  • Placki i tarty
  • Ciasta
  • Puddingi i inne słodkości
  • Przekąski i napoje na przyjęcia
  • Miary
  • Stwórz swoją własną kuchnię
  • Podziękowania
  • Alfabetyczny spis potraw
  • Indeks potraw według posiłków
  • Indeks składników


Jest to 320 stron wartościowej treści. Przepisy dla wszystkich, przy których nie trzeba przekopywać sieci w poszukiwaniu unikalnych składników, a to lubię najbardziej. Przepisy łatwe i niezbyt pracochłonne, a co najważniejsze jak na razie zawsze mi wychodzą, bez żadnych niespodzianek.



Na koniec powiem krótko. To książka, której nigdy nikomu nie oddam. Książka, za którą z czystym sumieniem wydałabym 69 zł, gdyby kosztowała więcej też bym po nią sięgnęła. To tytuł jeden z niewielu, który wciąż nie może trafić na moją półkę z książkami, bo od kilkunastu tygodni cały czas coś z niej gotuję i piekę. Uważam, że to i dla Ciebie tytuł z tych Must Have! Polecam.

Tytuł: Nowy Jork na talerzu
Autor: Smitten Kitchen
Wydawnictwo: Znak
Cena: 69,90 (obecnie na stronie wydawnictwa można ją kupić za 52.90)

19 stycznia

Chleb z Garnka Żeliwnego - Łatwy i Długo Świeży

Chleb z Garnka Żeliwnego - Łatwy i Długo Świeży

Od dłuższego czasu chodził za mną chleb, który chciałam upiec w swoim garnku żeliwnym Staub. Byłam bardzo ciekawa jak taki chleb smakuje i czy jest trudny w przygotowaniu. Sprawdziłam. Nie dość, że bezproblemowy w pieczeniu, to ten smak..... mmmmm, brak słów. Kiedy tylko wystygł, dziecko oczywiście zgarnęło piętkę i jemu brakło słów. Taki był pyszny! A jedliśmy go z kremowym domowym pasztetem z wątróbek drobiowych, który tamtego dnia przygotowałam. Kawałek zostało nam na drugi dzień i jeśli chodzi o świeżość, to następnego dnia jest równie smaczny i mięciutki. Tu po przepis wpadłam do Pawła z bloga Chleby Info, bo sobie przypomniałam, że kiedyś u niego widziałam fajny chleb. Aaa i zapomniałabym, jeśli nie masz i nie chcesz mieć garnka żeliwnego ten chleb wychodzi również w dużym naczyniu żaroodpornym, bo z tego przepisu wychodzi naprawdę konkretny bochen chleba. W każdym bądź razie warto i na chwilę obecną ten chleb u mnie pieczony jest co trzy dni i Młody nie ma go dość, bo i smak i struktura jest mega!


Składniki:
  • 600 g mąki pszennej typ 650
  • 360 g wody
  • 2 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki cukru
  • 25 g świeżych drożdży lub 2 łyżeczki suchych 


Wykonanie:
Tu nie ma żadnej filozofii, ani trudności. Ja piekłam na świeżych drożdżach, więc do miski wsypałam sól, na nią mąkę, łyżką zrobiłam sobie dołek w mące, do którego wsypałam cukier, wkruszyłam drożdże i wlałam do niego ciepłą wodę. Wlewając wodę mieszałam zawartość w dołku starając się rozetrzeć drożdże o dno miski. Jednym słowem zrobiłam rozczyn. Miskę przykryłam ściereczką, odstawiałam na około 10-15 minut. Kiedy rozczyn podwoił objętość całą zawartość miski wymieszałam łyżką, a potem wyrobiłam ciasto ręką. Wyrobione ciasto pozostawiłam w misce, przykryłam ją ściereczką i odstawiłam na 1 godzinę do wyrośnięcia. Po godzinie uderzyłam ciasto pięścią aby je odpowietrzyć, z ciasta uformowałam owalny bochenek i jak Paweł radził położyłam bochenek na  papierze do pieczenia do wyrośnięcia na kolejną 1 godzinę. Po 30 minutach rośnięcia ciasta włożyłam garnek żeliwny do piekarnika, który następnie włączyłam i ustawiłam temperaturę na 250 stopni. Kiedy piekarnik nagrzał się do tej temperatury, piekarnik przykręciłam na 220 stopni.



 W tym momencie upłynęła godzina wyrastania bochenka chleba, który oprószyłam mąką (mąka chroni przed przypaleniem chleba), bardzo ostrym nożem nacięłam chleb tak jak widać na zdjęciach, choć powiem Wam, że ja go ostatnio nacinam pod skosem, jakoś tak mi się podoba ostatnio :) Z piekarnika wyciągnęłam rozgrzany garnek żeliwny, do którego ostrożnie przeniosłam chleb, garnek przykryłam pokrywką i wstawiłam do piekarnika. Piekłam 30 minut w temperaturze 220 stopni przykryty pokrywką, a po tym czasie zdjęłam z garnka pokrywkę i piekłam kolejne 30 minut. Po tym czasie wyciągnęłam naczynie, wyciągnęłam z niego chleb i pozostawiłam go w spokoju do całkowitego wystygnięcia, wtedy nabierze odpowiedniej struktury. Najlepiej na ten czas idź na spacer, bo w przeciwnym razie będziesz siedzieć przy nim tak jak my i patrzeć jak stygnie powstrzymując się ze wszystkich sił, żeby nie kroić ciepłego :)

*Ważne! Jeśli bochenek chleba wyrasta na papierze do pieczenia łatwiej Ci będzie potem przenieść bochen do rozgrzanego garnka, łapiąc za brzegi papieru i wkładając chleb razem z papierem. Ja na chwilę obecną delikatnie wkładam bochenek chleba bez papieru, tylko bardziej uważam aby nie poparzyć rąk o brzegi rozgrzanego naczynia. Chleb trzeba przenieść delikatnie, bo jak go po prostu wrzucisz do gara to chleb opadnie :)
SMACZNEGO życzy

16 stycznia

Garnek Żeliwny Staub, Informacje i Zasady jak Obchodzić i Gotować w Naczyniach Żeliwnych

Garnek Żeliwny Staub, Informacje i Zasady jak Obchodzić i Gotować w Naczyniach Żeliwnych

Na początku myślałam o napisaniu klasycznej recenzji produktu jakim jest owalny garnek żeliwny Staub , ale rozmyśliłam się. Dlaczego? Natchnęła mnie jedna z rozmów z moim kolegą. Ja mu ochy i achy o garnku żeliwnym, a on po prostu zapytał "Bez sensu płacić tyle kasy za taki garnek jak Twój skoro w zwykłym taka sama zupa wyjdzie". No właśnie. Nie każdy siedzi w tematyce kuchennej tyle co ja. Nie każdy wie czym dla takich ludzi jak ja jest garnek żeliwny. Dlatego pomyślałam, że ten post będzie takim zbiorem wiadomości na temat firmy Staub, żeliwa, metody produkcji, na co zwracać uwagę wybierając taki garnek, mojej subiektywnej opinii i co najważniejsze jak dbać o to kuchenne Ferrari jak już się pojawi w naszej kuchni.



Zacznijmy od początku.
Najlepszymi na świecie producentami garnków żeliwnych są trzy firmy: francuska Staub i szwedzka Skeppshult oraz francuska Le Creuset. Staub na swoje naczynia daje dożywotnią gwarancję, Skeppeshut 25 lat. Staub wręcz obsesyjnie dba o idealne wykończenie powłok naczyń,które nakładane są nawet 4 krotnie, przy użyciu znanej już w średniowieczu techniki majolika. Producent dba o to aby powierzchnia szkliwa była błyszcząca, powłoki gładkie, a kolory intensywne i nie blaknące nawet po wielu latach. Ja osobiście zauważyłam, że mocno rozgrzany garnek do temperatury powyżej 220 stopni nabiera bordowego koloru, a potem stygnąc wraca czerwieni. Naczynia Staub powstają wyłącznie na terenie Francji. Skeppshult wyłącznie w Szwecji, firma nawet ma swoją kopalnię piasku w którym wypalane są naczynia, ale o tej firmie i jej zwyczajach napiszę innym razem. Co więc jest ważne? Europejskie pochodzenie naczyń ( ze względu na mniejsze zanieczyszczenie środowiska), waga naczyń (im bardziej zanieczyszczone żeliwo tym jest lżejsze, w żeliwie nagromadzonych jest więcej pęcherzyków powietrza, co wpływa również na trwałość i bezpieczeństwo użytkowania. Może bez wyraźnych powodów pęknąć podczas pieczenia). Gwarancja jest również ważna i jest pewnym wyznacznikiem jakości. Jak już wspomniałam Obie wymienione i najbardziej cenione na świecie firmy dają bardzo długi okres gwarancji, a Staub nawet dożywotni, czyli producent jest pewny jakości jaką wypuszcza na rynek.

Ale są przecież naczynia żeliwne dużo tańsze niż Staub. No właśnie, często produkowane są w Turcji i państwach azjatyckich, a tu bardzo sprytnie producenci uzyskują europejski "paszport produktu" rejestrując firmę w krajach europejskich. Tu nie jesteśmy w stanie sprawdzić gdzie tak naprawdę i w jaki sposób produkowane są te naczynia. Okres gwarancji również waha się od 2 - 5 lat. Dodatkowo waga takiego tańszego odpowiednika jest o wiele niższa od tych wymienionych firm, a dlaczego to już wspomniałam wyżej. Kwestię wyboru ewentualnego żeliwa zostawiam Tobie, ja Ci tylko trochę o tym żeliwie opowiem.


JAK SIĘ MA ŚREDNICA NACZYNIA ŻELIWNEGO DO ŚREDNICY PALNIKA
Często producenci podają średnicę mierzoną w najwyższym i najszerszym miejscu. Zwykle faktyczna średnica dna jest o ok. 4 cm mniejsza niż podana przez producenta (ta górna). Oczywiście tu mamy wyjątek, którym są woki, bo w zależności od kąta nachylenia ścianek ich średnica dna jest o wiele mniejsza od średnicy górnej. Średnica dna woka może być nawet o połowę mniejsza niż ta górna.
Jeśli chodzi o rozgrzewanie się naczyń żeliwnych, to doskonałe i opracowane przez fachowców żeliwo zaufanych marek świetnie przewodzi i rozprowadza ciepło po całym naczyniu. Oczywiście jeśli garnek lub patelnię o dużej średnicy postawimy na najmniejszym płomieniu proces rozgrzewania będzie trwał dłużej, bo najpierw rozgrzeje się na środku, ale potem i tak ciepło zostanie rozprowadzone po całym naczyniu i możliwość smażenia czy gotowania będzie możliwa tak jak w przypadku palników o większej średnicy.

WNIOSEK:  Naczynia żeliwne spokojnie dopasowujmy do  naszych preferencji kulinarnych, ilości w jakiej przygotowujemy potrawy. WAŻNE! Oczywiście nie przesadzajmy i nie idźmy w skrajności i nie stawiajmy naczyń na palnikach o większej średnicy niż dno naczynia ;)


ALERGIA I ŻELIWO
Naczynia bardzo cenionych producentów marek i Staub i Le Creuset zdobyły światowe uznanie za najwyższej klasy żeliwo. Tu w przypadku obu tych marek zastosowana jest powłoka stworzona na bazie szkła lub szklanej emulsji, glazur, dzięki temu z tych naczyń spokojnie mogą korzystać alergicy. Powłoka ta jest gładka, nie ma porów, w które mogłyby wnikać drobnoustroje chorobotwórcze. Nie przepuszcza związków, które zawarte są  w stopie żeliwa, które mogłyby zaszkodzić alergikowi.

Owszem naczynia obu tych firm nie należą do najtańszych, ale cena obejmuje nie tylko dożywotnią gwarancję  w przypadku Staub, ale również użycia najwyższej jakości materiałów, każdy produkt poddawany jest wnikliwym kontrolom jakości, a także do produkcji garnków i patelni używane są ekologiczne komponenty.
WNIOSEK: Uważam, że mając na uwadze zdrowie wszystkich członków rodziny warto zainwestować w zaufaną markę, w najwyższej klasy żeliwo i cieszyć się takim naczyniem przez całe życie (tym bardziej, że Staub daje nam dożywotnią gwarancję na produkt) niż ryzykować w tańsze odpowiedniki, Których składu ani to czy użyte materiały nie wchodzą w reakcje z potrawami nie jesteśmy w stanie sprawdzić.


POKRYWKI NACZYŃ ŻELIWNYCH FIRMY STAUB
A według Ciebie jaką rolę spełnia pokrywka garnka?
Czy pokrywka służy do tego aby wywar się nie wygotował? Żeby tłuszcz z patelni nie pryskał?
No właśnie, to teraz Ci opowiem co wymyślił producent naczyń Staub w kwestii pokrywek naczyń żeliwnych.

Wiesz, że sama pokrywka stanowi 1/3 wagi naczynia? Sprawdziłam, sama pokrywka mojego garnka waży 2144 g, a garnek bez pokrywki waży 3980 g, czyli razem prawie 6 kilogramów! Jest bardzo ciężka, przez co nie ma opcji aby wytwarzająca się para i ciśnienie wewnątrz naczynia sprawiły aby ześlizgnęła się lub poruszała się, co mają w zwyczaju inne pokrywki naczyń aluminiowych i stalowych. Dusiłam, gotowałam i pokrywka ani drgnęła, a zawartość garnka nigdy nie wykipiała! Pokrywka Staub jest całkowicie płaska z widocznymi wypustkami na całej powierzchni. Po co tak? Jest kilka powodów. Po pierwsze wytwarzająca się para uderzając w płaską i ciężką pokrywkę skrapla się na wypustkach i spada bezpośrednio na potrawę nawilżając ją na całej powierzchni równomiernie. Na pokrywkach o tradycyjnych wypukłych pokrywkach ta para po prostu spływa po obłym kształcie i spływa po ściankach garnka. W przypadku garnków i naczyń Staub Twoje mięso nigdy  po upieczeniu nie będzie twarde i łykowate. Para nie ucieka, a wraz z nią nie uciekają witaminy i minerały. Nie ma potrzeby dolewania płynów podczas duszenia, dzięki czemu smak potraw jest bardziej wyrazisty i zdrowszy.



WNIOSEK: Byłam i jestem pod ogromnym wrażeniem smaku pieczonych ot na przykład zwykłych udek z ziemniakami. Dopiero w żeliwie pozwoliłam sobie na luksus nie podlewania kuraka odrobiną wody jak to zwykle czyniłam, żeby mięso nie przypiekło i nie przypaliło się do dna naczynia. Dzięki temu smak za każdym razem wychodzi taki.... skondensowany, że zwykłe ziemniaki smakowały tak wyraziście i nieziemsko, że aż głupio się tak zachwycać .





Kurczak pieczony w całości był mega soczysty i delikatny a piekłam go pod przykryciem, bo chciałam uzyskać delikatne mięso bez przypieczonej skórki, w efekcie wyszedł  tak jakbym go  gotowała na parze, dodatkowo był niezwykle aromatyczny, bo piekłam go na warzywach. Nie podlewałam wodą, a po wyciągnięciu z piekarnika wreszcie zobaczyłam jak dużo aromatycznego wywaru uzyskałam z samych warzyw i mięsa. W dodatku nic nie przywarło do dna i nie było mowy o przypaleniu się warzyw, które były na samym spodzie. Dzięki temu mogłam garnek z upieczonymi warzywami postawić na gazie, wlać wino, zredukować i przyrządzić mega smaczny sos z pieczonych warzyw.


KILKA WAŻNYCH ZASAD NA POCZĄTEK!
 To jest istotna część tego postu. Jeśli już w Twojej kuchni pojawi się garnek żeliwny, a już wiesz nie kosztował mało, warto trzymać się kilku zasad aby cieszyć się naczyniem nawet przez całe życie.Tu będę pisać wyłącznie o tych ze szkliwioną powłoką (Staub i Le Creuset)
  • Nowe naczynie żeliwne należy umyć w ciepłej wodzie z dodatkiem płynu do naczyń. Dokładnie osuszyć ściereczką kuchenną. Wnętrze i spód pokrywki dokładnie nasmarować olejem jadalnym przy pomocy ręcznika papierowego. I tu bardzo istotne, należy wstawić naczynie do zimnego piekarnika, obok garnka położyć pokrywkę i ustawić piekarnik na 150 stopni i od chwili nagrzania się się piekarnika zapiekać garnek przez oko. 20 minut. Wystudzić garnek. Ponownie nasmarować olejem i znowu wstawić do zimnego piekarnika i nagrzać tak jak wyżej. W sumie tą czynność powtórzyć 3 razy.
  • Jeśli coś Ci się skarmelizuje na dnie, zalej wodą i odstaw na kilka minut po czym ponownie umyj.
  • Rozmiar palnika nie może być większy niż średnica dna naczynia żeliwnego!
  • W kuchenkach indukcyjnych nie używaj palnika Boost! Żeliwo nie lubi szoków termicznych, ani gwałtownego chłodzenia, ani gwałtownego rozgrzania!
  • Dlatego, że żeliwo nie lubi szoków termicznych trzeba się nauczyć, że potrawę w rozgrzanym garnku podlewamy płynami w temperaturze pokojowej lub ciepłymi!
  • Do mieszania, przewracania czy wyciągania używaj wyłącznie drewnianych lub syntetycznych akcesoriów typu łopatki, łyżki, widelce itp. Oczywiście stal nie uszkodzi powłoki, ale ją po prostu może zmatowić.
  • Mycie wyłącznie ręczne! Naczynia z powłokami (Staub i Le Creuset) można myć wodą z dodatkiem płynu do naczyń, ale nie używaj ostrych druciaków itp, tylko normalnej zwykłej gąbki do mycia naczyń. Jeśli chodzi o naczynia żeliwne firmy Skeppelshult tu absolutnie nie wolno używać płynu do naczyń! Naczynia tej firmy myj wyłącznie ciepłą wodą!
  • Żeliwo z powłokami (Staub i Le Creuset)  należy co jakiś czas zakonserwować! Ja po każdym myciu przy pomocy ręcznika papierowego nacieram wnętrze garnka i pokrywki olejem jadalnym. Brzegi również, bo te nie są szkliwione, ale o tym innym razem, bo tu jest osobna historia :)
  • Naczynia żeliwne muszą same wystygnąć, nie przyspieszaj tego procesu. Żeliwo nie znosi szoku termicznego!
Jak piec i gotować w garnkach żeliwnych. Metody i kilka sposobów opiszę innym razem, bo anegdot i ciekawych historii jest więcej.
Na dole strony w tagach pojawiło się nowe słowo, które będzie osobną kategorią, w której będą ukazywać się przepisy na potrawy i dania przygotowane w naczyniach żeliwnych. Już dziś serdecznie zapraszam!

Przedstawiłam Tobie garnek żeliwny firmy Staub, której zaufało miliony ludzi na całym świecie, do tego dorzucam Ci zaufany sklep, któremu ufam od wielu lat, a poziom obsługi i realizacji zamówień jest godny poziomu Staub, a sklep to dobrze Ci znany BALLARINI! To właśnie tam znajdziecie szeroki wybór naczyń żeliwnych, ale również ceramicznych wspomnianej wcześniej francuskiej firmy Staub. 

Wasza 

Drukuj

Copyright © 2016 Blondynka Gotuje , Blogger