Popularne posty

września 17, 2017

Brownie z Buraka z Malinami

Brownie z Buraka z Malinami

Na słowo "Brownie" ja i Młody od razu się uśmiechamy. Na hasło "Brownie z buraka" uśmiechnęłam się tylko ja :) Całkiem przypadkiem wpadłam na to brownie na Instagramie. W sumie to wpadłam na profil Paleolife i tam zobaczyłam zdjęcie tego brownie z buraka i zaiskrzyło, wpadłam w tryb "musisz to zrobić". Przepis przemówił do mnie całkowicie, bo ciasto nie zawiera mąki pszennej, masła, ani cukru. Idealnie wpisuje się w moje ostatnie menu. Zgodnie z planem we wrześniu dokręciłam sobie śrubę i postanowiłam porzucić pszenicę i biały cukier. Czy jestem na diecie? Jeszcze nie, po prostu nie jadam kilku produktów. Młodego oczywiście moje zmiany nie obowiązują, dziecko pochłania wszystko. No prawie wszystko. Tego brownie nawet nie ruszył, bo wiedział, że jest w nim burak. Jeśli chodzi o samo ciasto w smaku przypomina gorzką czekoladę, dorzucenie malin było świetnym pomysłem. Co do konsystencji surowego ciasta zdrowych odpowiedników ciast nie potrafię się przekonać, rzadko wyrastają tak jak klasyczne słodkie wypieki i są dość ciężkie i zbite. To dlatego, że jestem przyzwyczajona do klasycznych leciutkich biszkoptów, ciast ucieranych, drożdżowego czy parzonego ciasta. Wszystkie na mące pszennej, a w tych zdrowych używa się cięższych mąk (kokosowa, orzechowa, jaglana,pełnoziarnista itp.). Ale to brownie naprawdę jest niezłe, to nie tylko moja opinia, bo degustację zrobiłam w szerszym gronie i każdemu smakowało, wszyscy byli mocno zdziwieni, że ciasto bez cukru może być tak słodkie.


Składniki: / piekłam w małej tortownicy o średnicy 18 cm/
  • ½ szklanki migdałów
  • ½ szklanki mąki kokosowej
  • 2 ugotowane i obrane buraki ćwikłowe
  • 3 jajka
  • szczypta soli 
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 laska wanilii
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • ⅓ szklanki kakao
  • 2 łyżki syropu klonowego (możesz zamienić na miód akacjowy albo syrop z agawy)
  • opcjonalnie garść świeżych malin

Sposób przygotowania:
Wydaje mi się, że tego ciasta nie da się zepsuć, jedynie można spalić :) Buraki ugotowałam sobie rano, potem pobiegłam na trening i wieczorem zabrałam się za pieczenie. 


Z tego co przeczytałam stwierdziłam, że ciasto przygotowuje się dość szybko, więc od razu włączyłam piekarnik i ustawiłam temperaturę na 180 stopni.
Migdały zmieliłam w blenderze,ale tak aby były większe grudki, bo tak polecał autor przepisu. Buraka zmiksowałam, czekoladę pokroiłam na grube kawałki. I teraz do miski wyłożyłam zmiksowane buraki, dorzuciłam jajka, sól, sok z cytryny i zmiksowałam, potem wsypałam pozostałe składniki (oprócz czekolady) i zmiksowałam do połączenia się składników, wrzuciłam czekoladę i wmieszałam ją w ciasto. Ciasto wyłożyłam do tortownicy, której dno wyłożyłam papierem do pieczenia, wyrównałam wierzch i powciskałam w nie świeże maliny.


Piekłam ok. 35 - 40 minut w temperaturze 180 stopni. Po tym jak ciasto było sprężyste na wierzchu wyciągnęłam je z piekarnika i wstyd się przyznać pokroiłam je jeszcze gorące, bo tak chciałam spróbować :) Ciepłe jest nieziemskie w smaku, jak wystygnie nadal jest całkiem niezłe ;)

września 07, 2017

Napoleonka

Napoleonka

Kiedy patrzę na to ciasto przypomina mi się okres, w którym raczkowałam w kuchni. Jednym słowem dopiero zaczynałam piec pierwsze ciasta. Napoleonka to było jedno z kilku ciast, które w moim rodzinnym domu wszyscy je lubiliśmy, choć mi osobiście kojarzyło się z tym, że trudno mi się je kroiło. Wtedy nie było w domu noża z ząbkami takiego jakiego dziś używam w kuchni na co dzień. Wracając do moich początków związanych z pieczeniem pamiętam jak zarzekałam się, że napoleonki nigdy w życiu nie upiekę, bo pewnie jest bardzo trudna. W tamtym czasie na potęgę kolekcjonowałam przepisy z gazet i w jednej znalazłam przepis na niedrogie ciasto, które nosiło nazwę "Ciasto z budyniem". Długo nie trzeba było czekać, bo praktycznie od razu zabrałam się za pieczenie i jakież było moje zdziwienie, jak zajrzałam do piekarnika, a tam na moich równiutko rozwałkowanych blatach powstawały charakterystyczne dla Napoleonki pęcherze z powietrzem. W tamtej chwili dotarło do mnie, że piekę blaty do tej niechcianej przeze mnie Napoleonki :) Ale dobrze, bo ciasto w wykonaniu okazało się banalnie proste. Jedynie należy uważać podczas przenoszenia upieczonych blatów, bo są niesamowicie kruche. Piekąc to ciasto z okazji pierwszego dnia roku szkolnego uśmiałam się z Młodym do łez, bo oba blaty złamały mi się na pół, właśnie podczas przenoszenia. Wcale się nie dziwię, bo po prostu upadły mi na blat kuchenny, tego dnia wszystko leciało mi z rąk. Tak bywa, ale nie powstrzymało mnie to przed skończeniem z ciastem. Budyń skleił wszystko tak sprytnie, że nawet tego nie było widać. Ważne jest wałkowanie, należy tak rozwałkować ciasto, aby nie doklejać kawałków ciasta , bo podczas pieczenia te doklejone kawałki mogą się oddzielić od reszty, a tak poza tym to wszystko jest spoko. Łatwe, smaczne, niedrogie. Można zagnieść ciasto na bazie masła, ale również użyć margaryny. Obie wersje Wam wyjdą. 


Składniki:
Ciasto:
  • 350 g mąki pszennej
  • 250 g masła lub margaryny
  • szczypta soli
  • 1 łyżka śmietany 18%
Budyń:
  • 750 ml mleka, czyli 3 szklanki
  • 3/4 szklanki cukru
  • ziarenka z 2 lasek wanilii
  • 4 jajka (u mnie L)
  • 4 łyżki mąki pszennej
  • 5 łyżek mąki ziemniaczanej
Dodatkowo:
  • cukier puder do posypania wierzchu ciasta
Sposób przygotowania:
Wszystkie składniki na ciasto oprócz mąki muszą być wyciągnięte prosto z lodówki.
Kiedyś ciasto kruche zagniatałam w rękach, albo rozcierając kawałki masła pomiędzy palcami a potem szybko zagniatałam lub siekałam nożem. Od jakiegoś czasu się "wycwaniłam" i wszystkie składniki umieszczam w dzbanku malaksera i miksuję do momentu uzyskania konsystencji mokrej kruszonki, którą wysypuje do miski i szybciutko zagniatam ciasto, formując kulę. Cały proces trwa kilkanaście sekund (kiedyś Wam może pokażę, tylko muszę się zgrać z Młodym, czyli  moim operatorem kamery :). Zagniecione ciasto należy porządnie schłodzić minimum ze trzy godziny lub można zagnieść je wieczorem i owinięte w folię spożywczą włożyć do lodówki na całą noc.

Schłodzone ciasto podzieliłam na dwie w miarę równe części i każdą rozwałkowałam na cienkie prostokątne blaty. Wałkowałam od razu na dociętym do rozmiaru formy papierze do pieczenia. Rozwałkowane razem z papierem przełożyłam do form i wstawiłam do nagrzanego do ok.190 stopni piekarnika. Ja piekłam około 25-30 minut, ale tu zwracajcie przede wszystkim na kolor ciasta, pieczemy na złoty kolor. Na powierzchni ciasta będą rosnąć bąbelki, czyli coś z wyglądu przypominającego pęcherzyki powietrza, tak ma być!

Upieczone ciasta odstawiłam na blat, żeby spokojnie wystygły i w tym czasie zabrałam się za ugotowanie Budyniu. Tu temat też jest prosty. Dwie szklanki wlałam do rondelka, wsypałam cukier i dodałam ziarenka z lasek wanilii. Zanim mleko z cukrem się zagotowało zdążyłam wlać do miski szklankę cukru (tą trzecią), wsypałam obie mąki, wbiłam jajka i wszystko razem zmiksowałam mikserem. Na gotujące się mleko wlałam zmiksowaną mieszankę cały czas mieszając i od razu zmniejszając płomień gazu. Budyń wyjdzie bardzo gęsty, więc trzeba cały czas mieszać, aby się nie przypalił oraz nie potworzyły się grudki. Jeśli zauważysz, że mimo mieszania pojawia się coraz więcej nierozmieszanych grudek, weź do ręki mikser ręczny i na wolnych obrotach miksuj gotujący się budyń, tylko ostrożnie, nie podkręcaj obrotów miksera, bo pochlapiesz siebie i kuchnię, w dodatku możesz się poparzyć, a tego nie chcemy. Kiedy budyń mocno zgęstnieje (cały proces trwa dosłownie kilka minut) zestaw rondel z gazu. Przełóż jeden blat na tacę, na blat wylej gorący budyń, wyrównaj (będzie trochę uciekał za blat ciasta, nie przejmuj się), warstwę budyniu przykryj drugim ciastem i bardzo delikatnie, lekko dociśnij. Budyń, który troszkę wylał się poza ciasto ja po prostu wyrównuję szpatułką w taki sposób aby "wcisnąć go z powrotem". 

Przełożone gorącym budyniem ciasto należy zostawić w spokoju na blacie, musi całkowicie wystygnąć. Wystudzone wstawiamy do lodówki, najlepiej na całą noc, wtedy blaty zdążą lekko zmięknąć. Na drugi dzień wystarczy cukrem pudrem posypać wierzch ciasta i zabrać się do krojenia, polecam nóż do chleba ;)
SMACZNEGO życzy

sierpnia 27, 2017

Angielka - Katherine Webb

Angielka - Katherine Webb

Tak naprawdę przed tą Angielką broniłam się rękami i nogami. W tamtym czasie bardziej ciągnęło mnie w stronę Metro Glukhovsky`ego i biografii Jana Karskiego. Jednak moja przesympatyczna Pani Iwonka mimo wszystko dorzuciła Angielkę i jak się okazało bardzo dobrze zrobiła! Przeczytałam od deski do deski. Dopiero teraz jestem wdzięczna Iwonce, że nie posłuchała upartej Blondynki, bo warto sięgnąć po tą pozycję. Naprawdę.

Tytuł: Angielka
Autor: Katherine Webb
Wydawnictwo: Insignis
Data premiery: 19.07.2017

Nie lubię czytać romansów, a właśnie z takim gatunkiem skojarzył mi się ten tytuł. Mamy tu przykład, że nie należy oceniać książki po okładce. "Angielka" - Katherine Webb to tak naprawdę mega ciekawa historia, która łączy przygodę, chwile grozy, zagadki i niezwykle ciekawą opowieść, która na końcu zaskakuje dynamicznie rozwijającą się akcją. Tak naprawdę czytałam dwie opowieści przeplatające się przez całą książkę, dzięki czemu całość nabiera głębi i dodatkowych barw.

Na czas czytania przeniosłam się do ciepłego Omanu, na gorące piaski pustyni. Na tajemniczą górę. Poznałam dwie kobiety doświadczoną podróżniczkę w sędziwym wieku Maude Vickery i młodą kobietę tak naprawdę szukającą własnej drogi Joan Seabrook. Co ich łączy? Co połączyło? Dlaczego Joan bywała w więzieniu? Jakie tajemnice skrywa narzeczony Joan i jej brat? Czy udało się młodej podróżniczce zdobyć tajemniczą górę? Dlaczego Maude tak bardzo znienawidziła Nathaniela? Pytań nasuwa się mnóstwo, odpowiedzi jak petardy w sylwestra po kolei wybuchają pod koniec książki. Mimo, że części odpowiedzi zaczynałam się domyślać podczas lektury, to i tak zaskoczenie było wielkie kiedy zamykałam książkę.

Bardzo chciałabym Wam opowiedzieć co się tam wydarzyło, ale nie mogę, bo wśród nas są osoby, które właśnie czytają Angielkę, albo zamierzają po nią sięgnąć. Tak więc gryzę się mocno w język, żeby nie zdradzić Wam nic więcej :) Iwonce dziękuję, że czasami udaje się jej namówić mnie na tytuły, po które normalnie bym nie sięgnęła. Dzięki tamu przez moje oczy, czy tam ręce przeleciało wiele świetnych historii oraz wartościowych treści.
WASZA

sierpnia 09, 2017

Mięso z Udek z Kurczaka w Żółtym Sosie Śmietanowym

Mięso z Udek z Kurczaka w Żółtym Sosie Śmietanowym

W upalne dni średnio chce się gotować, przynajmniej ja tak mam. Tym razem postawiłam na palnik patelnię i zaczęłam do niej wrzucać to co miałam pod ręką. U nas to ostatnio standard. Albo czyszczę lodówkę, albo zamrażarkę i tak też jest smacznie. Od jakiegoś czasu bawię się kurkumą i tym razem nie omieszkałam jej użyć. Świetnie smakuje, świetnie farbuje dania, a do tego korzystnie wpływa na organizm, czyż to nie cudownie?! Jeśli masz wolne ok. 20 minut ugotuj mój obiad. Nie dość, że ma ekspresowy czas przygotowania, brudzisz jedynie patelnię i garnek na makaron, to smakuje bosko! Nawet Młody zapytał kiedy go powtórzę i dlaczego tak mało fasolki. Mało, bo nie chciałam przedobrzyć, ale jak masz ochotę sypnij jej więcej, ja przynajmniej tak zrobię :) To co, zaczynamy!



Składniki na 2 osoby:
  • mięso z ok. 5 podudzi z kurczaka (kupuję w Biedronce od razu bez kości, ale możesz się pobawić i oddzielić mięso z takich standardowych udek)
  • nierafinowany olej kokosowy - do smażenia
  • ok. 2 płaskie łyżeczki kurkumy
  • świeżo zmielona u mnie sól himalajska
  • świeżo zmielony pieprz
  • 2 garści żółtej fasolki szparagowej - u mnie była mrożona
  • natka pietruszki
  • 1 łyżeczka czosnku niedźwiedziego
  • ok. 200 ml śmietanki kremówki 30%
  • makaron albo ryż - u nas wygrał makaron barwiony sepią - można zamówić w sklepach internetowych, w stacjonarnych w moich okolicach nie widziałam


Sposób przygotowania:
Tym razem bajka będzie szybka, bo czasu za dużo nie miałam, ja wróciłam ze swojego treningu, a Młody leciał na swój, więc szybko chciałam dziecko "nakarmić". Na gaz postawiłam garnek z osoloną wodą na makaron i patelnię na której rozgrzewał się olej kokosowy. Kawałki mięsa oprószyłam solą i pieprzem, które delikatnie wklepałam w mięso i na rozgrzanym tłuszczu obsmażyłam z każdej strony. Wiadomo, mięso z kurczaka szybko się przygotowuje, następnie podlałam je wodą na wierzch rzuciłam zamrożoną fasolkę, patelnię przykryłam i dusiłam do momentu, w którym fasolka była odpowiedniej miękkości, bo kurczak wiadomo, był gotowy. W między czasie wrzuciłam makaron do gotującej się wody i zaczęłam gotować. Ja się spieszyłam i u mnie płomień gazu był dość mocny, ale spokojnie możesz przykręcić z lekko spowolnić proces przygotowania. Kiedy fasolka była gotowa, zdjęłam pokrywkę i na mocnym ogniu odparowałam wodę praktycznie do zera i dopiero wtedy zalałam wszystko kremówką, wsypałam kurkumę, czosnek niedźwiedzi i doprawiłam solą i pieprzem. Chwilę pogotowałam, aby kremówka lekko zgęstniała, wsypałam posiekaną pietruszkę, wymieszałam. Oczywiście cały czas pilnowałam makaronu, aby go nie rozgotować ;) Jak podałam? Tak jak widać na zdjęciach.


SMACZNEGO życzy

sierpnia 02, 2017

Jabłka i Brzoskwinie Zapiekane z Kruszonką

Jabłka i Brzoskwinie Zapiekane z Kruszonką

Bez słodyczy mogłabym żyć, ale bez owoców...cóż to byłoby za życie. Uwielbiam je pod każdą postacią, najbardziej świeże i pieczone, uwielbiam. Typowe crumble pod  ogromną ilością klasycznej kruszonki są dla mnie za słodkie, dlatego zaczęłam kombinować trochę w innym kierunku. Jabłka delikatnie podrasowałam odrobiną cukru i cynamonem, a brzoskwinie były tak słodkie, że odpuściłam im całkowicie. Zminimalizowałam ilość kruszonki i jak zwykle zapiekłam wszystko w piekarniku. Młody się śmieje, że teraz mam idealne naczynko do zapiekania moich wynalazków, do którego mieści się idealnie jedna porcja, tyle co dla mnie. Fakt. STAUB w swojej ofercie ma specjalną linię produktów MINIS w różnych kształtach. Moje jest owalne o pojemności 250 ml, czyli tyle ile jestem w stanie zjeść. Uwielbiam je, bo wrzucam sobie do niego to co mi się podoba, zapiekam i mam jedną porcję dla siebie, bo Młody zjada większe porcje i korzysta z innych naczyń. Ja nie potrafię się odczepić od tego owalnego, bo zapiekam w nim swoje danie i w tym samym naczyniu je podaję. Ale przejdźmy do konkretów, czyli do przepisu, na który nie możecie się doczekać.


Składniki na 1 osobę:
  • 1 nieduże jabłko
  • 1 brzoskwinia
  • 1 płaska łyżka cukru 
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • odrobina oleju kokosowego nierafinowanego
  • 1 garść kruszonki, którą zawsze mam w zamrażarce


Sposób przygotowania:
Ty standardowo owoce umyłam, osuszyłam ręcznikiem papierowym. Z jabłka wydrążyłam gniazdo nasienne, obrałam ze skórki i pokroiłam w większe kawałki takie jakie widać na zdjęciach. Do miski wsypałam cukier i cynamon i obtoczyłam w nich kawałki jabłka. Brzoskwinie pokroiłam podobnie, ale nie dosładzałam ich dodatkowo, bo tak jak wspomniałam wcześniej, były słodkie. Naczynko wysmarowałam bardzo cienką warstwą oleju kokosowego nierafinowanego (nierafinowany daje delikatny kokosowy akcent), wyłożyłam do niego owoce, oprószyłam kruszonką i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Ile piekłam? Około 25 minut, ale możesz wydłużyć okres pieczenia, ja lubię owoce lekko chrupiące, a jeśli lubisz bardziej miękkie i wypieczone wydłuż czas nawet o 10- 15 minut. Upieczoną porcję wyciągnęłam z piekarnika i zjadłam na ciepło.

Możesz takie owoce zjeść z gałką ulubionych lodów, albo z bita śmietaną, albo z rozpuszczoną czekoladą. Ja wolę bez dodatków, a Ty zjedz z tym na co masz tylko ochotę, choć w takiej uproszczonej wersji są przepyszne!
SMACZNEGO życzy

lipca 28, 2017

Najprostsze Placki z Cukinii

Najprostsze Placki z Cukinii

To najprostsze placki z cukinii, które możecie modyfikować do woli. Doprawić pod swoje kubki smakowe, dodać ulubione posiekane świeże zioła albo suszone. Dorzucić posiekaną cebulę albo czosnek, albo co Wam przyjdzie do głowy. Ja osobiście jestem w fazie plackowej i już w głowie klaruje mi się kolejny pomysł na placki. Ameryki plackami nie odkryłam i następnymi też nie odkryję, bo pewnie nie raz i nie dwa smażyliście te cukiniowe pyszności. Przepis i tak się wielu osobom przyda, tego jestem pewna. Przygotowałam dwa warianty placków, na mące pszennej i mące żytniej pełnoziarnistej. Różnica? Delikatna w smaku i podczas smażenia, te z żytniej są delikatniejsze. Co proponuję? Najpierw zrób te na mące pszennej, a potem kombinuj z żytnią.

 To są placki na mące pszennej

A tak wyglądają na mące żytniej

Składniki na około 10 szt:
  • średnia cukinia ok. 300 g (bez miąższu)
  • 1 jajko
  • 2 i 1/2 łyżki mąki pszennej lub 3 łyżki mąki żytniej pełnoziarnistej typ 2000
  • 4 łyżki mleka
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • pietruszka lub świeża mięta albo inne ulubione zioła
  • olej kokosowy rafinowany do smażenia 


Sposób przygotowania:
Cukinię umyłam, przekroiłam wzdłuż na dwie połowy, wydrążyłam miąższ (łyżka do lodów świetnie się do tego nadaje jakby ktoś pytał), następnie starłam na tarce o grubych oczkach. Startą cukinię posoliłam i odstawiłam na bok. Do miski wbiłam jajko, zmieliłam pieprz, dorzuciłam posiekane zioła i wsypałam mąkę. Zmiksowałam i tu ciasto zrobiło się gęste bardzo dlatego potrzebujemy kilka łyżek mleka. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstego ciasta naleśnikowego. Kiedy po dodaniu mleka uzyskałam odpowiednią gęstość ciasta dołożyłam do niego odciśniętą cukinię i porządnie wymieszałam łyżką. Smażyłam na rozgrzanej patelni na oleju kokosowym, ale jak lubisz smażyć na innym oleju, śmiało ;) Ile smażyłam? Na tak zwane oko, ale nie dłużej niż 2 minuty na stronę.



Z czym podać? Z czym chcesz! Świetnie smakują z miętą podane z sosem tzatiki, pełnoziarniste z sosem do spaghetti, z sosem śmietanowo- maślanym i kurczakiem też rewelacja. Placki chyba ze wszystkimi dodatkami będą smakować świetnie! Ja uwielbiam!
SMACZNEGO życzy

lipca 24, 2017

Creme Brulee

Creme Brulee

Jak dla mnie to jeden z najłatwiejszych deserów jakie robiłam. Dlaczego dopiero teraz przygotowałam Creme Brulee? Sama nie wiem. Jest taki pyszny! Zanim jednak się za niego zabrałam postanowiłam poszperać w internecie, a tam znalazłam dwa rodzaje przepisów, na samej kremówce tak jak ten i z dodatkiem mleka i ten również postanowiłam sprawdzić, ale innym razem ;) Jedna wskazówka jest wspólna, czyli podanie deseru. Krem powinien być mocno schłodzony, a palony cukier ciepły, wiadomo deser chłodzimy w lodówce, a cukier palimy przed podaniem. Jak masz palnik gazowy, to super, świetna zabawa i kilka chwil przygotowania. Jak go nie masz, możesz wstawić foremki z kremem do piekarnika z włączoną funkcją grill na kilka sekund, foremki możesz obłożyć lodem, aby deser zbytnio się nie rozgrzał. Tak między nami, to warto zainwestować w taki palnik, który przyda Ci się w kuchni nie raz i nie dwa. Wracając do przepisu, suma sumarum skorzystałam z przepisu Moje Wypieki, który lekko sobie zmodyfikowałam. 


Składniki:

Sposób przygotowania:
Do przygotowania deseru nie używałam żadnego elektrycznego miksera, nie trzeba. Do rondelka wlałam śmietankę kremówkę, do której dodałam ziarenka z dwóch lasek wanilii i doprowadziłam do wrzenia. Po tym czasie rondelek zestawiłam z palnika i postawiłam go do komory zlewu wypełnionego zimną wodą, bo przecież cierpliwością i czekaniem nie grzeszę :) Tak przyspieszyłam sobie etap studzenia kremówki, która powinna osiągnąć co najmniej temperaturę pokojową. W czasie, w którym kremówka stygła do miski wbiłam cztery żółtka, wsypałam 3 łyżki białego drobnego cukru i łyżką rozcierałam cukier o ścianki miski mieszając żółtka do momentu, aż cukier przestanie zgrzytać, a żółtka lekko zmieniły kolor. O brzegi miski oparłam sobie sitko i przelałam przez nie wystudzoną kremówkę od razu wlewając do żółtek. Wszystko razem dobrze wymieszałam pomagając sobie kuchenną rózgą, ale w taki sposób aby nie napowietrzyć masy. Konsystencja jest płynna, nie przejmuj się, tak ma być. Kremówkę z żółtkami przelałam przez sitko i wlałam do niewielkich ceramicznych foremek, które wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 100 stopni i piekłam około 50 minut.Czas pieczenia zależy od tego jakich foremek użyjesz. Jeśli będą płytkie pieczesz krócej, jak głęboki i wlejesz dość dużo kremu tak jak ja to zrobiłam czas pieczenia się wysłuży do ok. 50 minut. Jak sprawdzić, w którym momencie krem jest gotowy? Brzegi powinny być ścięte, ale nie przypieczone, a środek galaretowaty, lekko sprężysty. Upieczony krem wyciągnęłam na blat kuchenny i tu powinien wystygnąć do temperatury pokojowej. Ja znowu przyspieszyłam ten proces studząc foremki w zimnej wodzie. Kiedy deserki były już wystudzone wstawiłam je do lodówki na 3 godziny. Po tym czasie wyciągnęłam je z lodówki, wierzch osuszyłam ręcznikiem papierowym przykładając go delikatnie do wierzchu, aby zebrać ewentualną skroploną wodę. To normalne. Potem do każdej foremki wsypałam po łyżeczce cukru trzcinowego, obracając ją rozprowadziłam cukier po całej powierzchni i skarmelizowałam przypalając cukie przy pomocy palnika gazowego. Jeśli nie masz takiego wstaw foremki obłożone kostkami lodu do piekarnika z włączoną funkcją grill na dosłownie kilka sekund, do momentu skarmelizowania cukru. Warstwa cukru powinna tworzyć cienką skorupkę. No to, co, smacznego!

*/post zawiera lokowanie produktu - Zestaw do przystawek STAUB - 5 elementów/
SMACZNEGO życzy

Drukuj

Copyright © 2016 Blondynka Gotuje , Blogger