Popularne posty

marca 21, 2017

Frytki z Warzyw

Frytki z Warzyw

Frytki, fryteczki, frytunie.... Kto nie lubi klasycznych frytek z ziemniaków? No właśnie, ja nie przepadam za klasycznymi frytkami z ziemniaków. Ziemniaki, owszem, ale ćwiartki zapieczone w marynacie ziołowej. A frytki to ja bardzo, ale z marchewki, pietruszki, buraka i batatów. Oczywiście nie każdą ilość, bo takie frytki dają uczucie sytości na długo, równocześnie nie sprawiają, że jesteśmy mega najedzeni i ociężali. Dodatkowo kolory na talerzu dodatkowo cieszą moje zielone oczy :) Kolejną ciekawostką jest fakt, że mój niezbyt lubiący warzywa syn, polubił bardzo pietruszkowe i marchewkowe. Bataty też jadł, ale tylko raz kiedy okłamałam go, że to marchewkowe, a słodkie, bo przesadziłam z syropem klonowym :) Potem prawda wyszła na jaw i to były jego ostatnie frytki z batatów jakie jadł :) No, co? Przynajmniej poznał ich smak :)

Dobra, teraz kilka uwag dotyczących przyprawiania. Do marchewki idealnie pasuje imbir mielony i dowolne ulubione zioła. Ja uwielbiam zioła prowansalskie, ale te z dodatkiem kwiatów lawendy (niemieckie są z lawendą, francuskie są bez lawendy). U mnie bataty zwykle idą w parze z cynamonem i chili. A buraki i pietruszka, zależy jaki mam humor, albo co mam pod ręką i tu albo zioła prowansalskie albo estragon. To są moje propozycje, ale zachęcam Was też do eksperymentowania. Pamiętajcie, frytki z korzenia pietruszki pieką się najszybciej! Dlatego ja w trakcie pieczenia sprawdzam i albo sobie układam upieczone pietruszki na mały stosik w kącie blaszki, albo wyciągam i pozostałe warzywa dopiekam do miękkości.


Składniki:
  • marchewki, pieruszka w korzeniu, burak, batat
  • oliwa z oliwek
  • syrop klonowy lub jak lubisz może być miód
  • zioła prowansalskie, estragon, oregano, tymianek lub inne ulubione zioła
  • imbir mielony
  • cynamon mielony
  • chili mielone
  • opcjonalnie po upieczeniu frytki można skropić sokiem z cytryny
Najbardziej lubię maczać warzywa z sosie jogurtowym, choć to tak naprawdę jogurt naturalny, do którego dodaję wyciśnięte ząbki czosnku, posiekany świeży koperek, sól, biały pieprz, odrobina cukru i czasami jak mnie coś natchnie nieduży ogórek starty na tarce o grubych oczkach i przed dodaniem odciśnięty z soku.


Sposób przygotowania:
Na początku napiszę o proporcjach oliwy i syropu klonowego. U mnie zwykle jest to 3 łyżki oliwy na 1 łyżkę syropu klonowego. Warzywa i tak są słodkie, więc można nawet pominąć syrop, jednak ja lubię jak dzięki klonowemu na frytkach tworzy się coś w klimatach glazury, są błyszczące i lekko słodkawe. Marynatę robię w dwóch miseczkach: w jednej do batatów (cynamon, chili), a w drugiej do marchewki, pietruszki (imbir, zioła). Burak u mnie zawsze z estragonem. Zwykle piekę 3 rodzaje warzyw na raz. Marchewka i pietruszka jako stały element i tu albo leci burak, albo batat.



To teraz jak już wiemy co i jak z marynatą, czy tam glazurą :) Bierzemy się za warzywka. Jak młode marchewki i pietrucha to szorujemy porządnie i pieczemy ze skórką, jesienią i zimą obieramy, batat i burak też powinien być obrany ze skórki. Tak jak widać na obrazkach pokroiłam warzywa z można powiedzieć coś co przypomina słupki :) Nie za cienkie, nie za grube. Każdy kawałek maczamy w wybranej marynacie i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Czy papier jest konieczny? No raczej, chyba że lubisz szorować blaszki :) Podczas pieczenia syrop trochę się karmelizuje, więc wiadomo, bez papieru blach idzie do wyszorowania, a z papierem do szybkiego umycia z tłuszczu, który przesiąknie przez papier. Ja przez te nieprzywierające gary oduczyłam się szorowania, więc przy blaszce z piekarnika kombinuję na przykład z tym papierem do pieczenia :)

A właśnie blachę z frytkami pasuje włożyć do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i upiec. Nie chcę kłamać czy to 20 minut czy nie. Wszystko zależy od grubości na jaką pokroicie warzywa. Ja zawsze piekę na tak zwane oko, czyli po 10 minutach wbijam widelec w kawałek każdego rodzaju warzywa i jak pietrucha jest gotowa, a reszta nie, tak jak wspomniałam układam w rogu w coś przypominającego stosik, kupkę czy coś podobnego i piekę dalej do momentu, w którym reszta warzyw będzie miękka. Podczas pieczenia można poprzewracać warzywa, osobiście nie zawsze mi się chce, no ale czasami jak mnie naleci to przewracam warzywa, aby nie były spieczone tylko po jednej stronie. Za to bez względu na chęci przewracania warzywa zawsze smakują świetnie, tylko pamiętamy alby ich nie przypalić. Jak będziecie pierwszy raz je piekli, pilnujcie i obserwujcie bacznie, potem już będziecie wiedzieli co i jak piecze się szybciej, a co dłużej ;)
No to co, SMACZNEGO życzy

marca 14, 2017

Pieczony Kurczak z Masłem Ziołowym

Pieczony Kurczak z Masłem Ziołowym

Rzadko piekę kurczaka w całości, bo u mnie w domu jest jeden problem. Za mało jemy! Jeden kurak na dwie osoby, to jedzenia na co najmniej dwa dni,dlatego częściej sięgamy po kawałki kurczaka, które przygotowuję na wiele sposobów. Na świeżo po lekturze książki Jamiego Olivera "Świąteczne przepisy" kupiłam kurczaka i upiekłam, bo przepis przemówił do mnie na tyle, że byłam bardzo ciekawa efektu końcowego. Jak zwykle nie do końca trzymałam się przepisu i wrzuciłam swoje trzy grosze. Obiad wyszedł na tyle pyszny, że przy okazji po 20 latach przekonałam się do palonej kaszy gryczanej, za którą nie przepadałam, a z sosem ta kasza była pyszna! Tu może i moje kubki smakowe dojrzały do gryczanej, a ten kurczak był tylko pretekstem? Nie ważne. Ważne, że z Młodym do ostatniego ziarenka wyjedliśmy całą kaszę z naszych talerzy.


Wróćmy do kurczaka. Swojego piekłam wyłącznie pod przykryciem w żeliwnym garnku Staub. Nie odkrywałam, bo chciałam uzyskać takiego delikatnego, tak jakby był gotowany na parze. Upieczone warzywa, na których piekło się mięso wykorzystałam do sosu. Po wyciągnięciu garnka z piekarnika warzywa były zanurzone we własnych i tych wyciekających z kurczaka sokach. Wystarczyło kilka minut i z warzyw powstał pyszny przecierowy sos do mięsa i kaszy, a co najważniejsze Młody nie widział kawałków warzyw i nie mógł niczego odłożyć na brzeg talerza, więc dodatkowo czułam się spełniona jako karmicielka własnego dziecka, że udało się mu przemycić trochę zdrowego jedzonka. Ale się rozgadałam, zaczynamy! :)


Składniki:
  • 1 cały kurczak (1.8 kg)
  • 100 g masełka smakowego
  • 1 cytryna
  • 2 gałązki świeżego rozmarynu
Sos pieczeniowy:
  • 2 cebule
  • 2 marchewki
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 1 główka czosnku
  • 1/2 pół pęczka (15 g) świeżych ziół, np.: szałwii, rozmarynu lub tymianku
  • 150 ml białego lub czerwonego wina
  • 600 ml bulionu drobiowego
  • opcjonalnie 1 łyżeczka dżemu z owoców jagodowych

Masełko ziołowe:
  • 2 ząbki czosnku
  • 30 g natki pietruszki
  • 250 g masła
  • 10 g świeżej szałwii
  • świeżo zmielona sól morska
  • świeżo zmielony pieprz
Sposób przygotowania:
Na godzinę przed pieczeniem wyciągnęłam kurczaka z lodówki i odstawiłam aby osiągnął temperaturę pokojową. W tym czasie przygotowałam masełko ziołowe miksując wszystkie składniki w blenderze. Do kurczaka zużyłam ok. 100 g przygotowanego masełka, resztę szczelnie zawinęłam w folię i zamroziłam.

Do środka kurczaka włożyłam 2 plasterki cytryny, świeży rozmaryn, kilka listków świeżej szałwii, a nawet gałązki z natki pietruszki, które mi zostały po maśle ziołowym. Warzywa oczywiście umyłam, te które wymagały obrania obrałam i wrzuciłam na dno garnka. Na warzywa położyłam kurczaka wysmarowanego masłem ziołowym.



Tu tak jak wspomniałam chciałam uzyskać nie spieczone delikatne mięso, więc piekłam kurczaka pod całkowitym przykryciem. Jeśli chcesz chrupiącą skórkę, w połowie pieczenia zdejmij pokrywkę. Warzyw nie podlewałam żadnym płynem. Po upieczeniu jak widać na zdjęciach warzywa i kurczak puściły sporo soku. Aaaa i właśnie temperatura pieczenia to 180 stopni i piekłam ok. 1 h 30 min. Podczas pieczenia co jakiś czas polewałam sosem i delikatnie starałam się przemieszać warzywa. Kurczaka pieczesz do miękkości.




Po upieczeniu dajemy "ptakowi" odpocząć 30 minut.Ja go przełożyłam na talerz i w tym czasie zajęłam się przygotowaniem sosu. Tu garnek z warzywami i sokami uzyskanymi podczas pieczenia postawiłam na palniku ze średnim płomieniem gazu. Powoli podgrzewając wlałam wino, bulion i lekko zredukowałam ilość płynów. Na końcu zmiksowałam wszystko razem uzyskując coś w stylu musu z warzyw. Ten patent od tamtej pory świetnie się sprawdza w moim domu, bo to moje antywarzywne dziecko wcina sos aż mu się uszy trzęsą i nie marudzi, że seler naciowy czy marchewka :) Kurczaka jedliśmy i z paloną kaszą gryczaną i kaszą bulgur, ale będzie równie świetnie smakował z innymi kaszami bądź ziemniakami.
SMACZNEGO życzy

lutego 13, 2017

Dwa Oblicza Jamie`go

Dwa Oblicza Jamie`go

Jeden autor i dwie książki. Dwie różne książki. Mam tu na myśli Jamiego Olivera i jego najnowsze tytuły: "Gotuj zdrowo dla całej rodziny" i "Świąteczne przepisy". Czym się różnią? Już opowiadam :)


Jamie Oliver "Świąteczne przepisy".
Niech Was nie zmyli tytuł. Nie jest to książka z daniami tylko na święta. Dla mnie jest to książka nadziana przepisami na niezwykle smaczne potrawy, które chętnie wykorzystuję na co dzień. Zakochałam się w niej od pierwszego "zajrzenia". Dlaczego? Wykonane dania wychodzą niezwykle smaczne. Lista składników nie skomplikowana, nie muszę biegać po sklepach i polować na wyszukane składniki. Do tego świetne pomysły na podanie zarówno zwykłych ziemniaków jak i dobrze znanego mięsa. Wszystkie potrawy są świetnie podzielone.
  • Pyszne przystawki
  • Gwóźdź programu
  • Dania wegetariańskie i wegańskie
  • Zjawiskowe ziemniaki
  • Wspaniałe warzywa
  • Smakowite sosy i wszelkie dodatki
  • Kreatywne resztki
  • Doskonałe świąteczne desery
  • Popołudniowa herbatka i łakocie
  • Śliczne i smaczne prezenty
  • Popisowe sałatki
  • Dipy, zagryzki i przekąski
  • Idealne drinki
  • Poradnik pieczenia mięsa




Jak widzicie mamy tu dużą różnorodność. W dziale przystawki znajdziemy coś prostego, mało wyszukanego w kwestii składników i coś ekstra na wystawne przyjęcie, co zapewni nam smakowy i wizualny efekt WOW! Na przykład koktajl z krewetek, albo po prostu mega pyszny i jedwabisty pasztet z przysmażonych wątróbek, który zresztą pokazywałam Wam jakiś czas temu. W temacie gwóźdź programu mam do wyboru każdy rodzaj pieczonego mięsa, począwszy od kurczaka, skończywszy na jagnięcinie. Długo bym mogła opowiadać, ale propozycji jest tak dużo i są tak różnorodne, że można się się przykleić do książki na bardzo długo. Świetne propozycje przygotowania warzyw, ziemniaków, czy słodki zawrót głowy działu deserów. Ja od trzech miesięcy nie potrafię odłożyć tej książki na półkę, bo wciąż do niej zaglądam i gotuję. Co tu dużo pisać, po prostu musisz mieć tą książkę w swoim domu!


Jamie Oliver - "Gotuj zdrowo dla całej rodziny".
Tą książkę traktuję trochę inaczej. Dla mnie jest do zbiór pomysłów. Podglądam nowe techniki i połączenia smaków. Rzadko odtwarzam przepisy, bo lista składników bywa dłuższa a i część składników poza zasięgiem mojej ręki. Poza szerokim wyborem zapiekanek, curry, śniadań i obiadów jest tam obszerny rozdział poświęcony:
  • Moja filozofia zdrowego jedzenia
  • Żyj zdrowo
  • Priorytet przeżuwanie
  • Zdrowy brzuch, zdrowy duch
  • Czemu błonnik jest obłędny
  • Mocne kości
  • Zdrowa woda
  • Cukier - prawdy i mity
  • Dzieciaki w kuchni
  • Niejadki
  • Kulinarna ekonomia
  • Składniki - podsumowanie


Tak więc widzicie jest co poczytać. Same wartościowe treści. W książce nie ma działu typowo słodkiego, ale kilka słodszych propozycji znalazłam. Nie są to ciasta, ale na przykład słodkie crumble, owsianki lub śniadaniowe placuszki. Tak więc można się wiele dowiedzieć, rozszerzyć swoje kulinarne koncepcje. Można zakochać się w zdrowym gotowaniu albo zdrowo gotować co jakiś czas.


Obie książki polecam. W pierwej pozycji się zakochałam, druga jest dla mnie równie cenna, ale czerpię z niej wiedzę na swój sposób. Choć kilka śniadań jakie zjadłam oczarowały moje kubki smakowe.
WASZA

lutego 06, 2017

Pomarańczowe Naleśniki z Karmelizowanymi Jabłkami

Pomarańczowe Naleśniki z Karmelizowanymi Jabłkami

To są jedne z lepszych naleśników jakie jadłam! Poważnie! Nie jestem żadną miłośniczką naleśników. Lubię, jadam, ale jakoś nigdy się nie zachwycałam suchym naleśnikiem, zwykle zwracałam uwagę jak smakuje z nadzieniem. A tu taka niespodzianka! Normalnie wpadłam w zachwyt i mało tego, pożarłam dwa suche bez nadzienia. Są mega! Jeden plus za to, że ciasto leżakuje przez noc w lodówce, rano brudzę tylko patelnię i skupiam się na nadzieniu. Drugi plus za smak. Kolejny za konsystencję, która z podanych proporcji jest idealna. Naleśniki wychodzą cieniutkie i fajnie przyrumienione, a to dzięki dodatkowi masła i cukru. Kolejny plus za doznania zapachowe, smażąc je po kuchni rozchodzi się zapach pomarańczy, oj jak ja to lubię :) Nadziałam je karmelizowanymi jabłkami, bo tak pomyślałam, że fajnie to zagra smakowo i zagrało super. Przygotowanie takich jabłek jest nie tylko proste, ale jakie smaczne. Nam najbardziej smakują ciepłe jabłka z ciepłym naleśnikiem. Oczywiście nadzienie dobierzcie do własnych preferencji, może to być coś czekoladowego (przecież pomarańcze i czekolada to też świetny duet), może to być dżem, ulubiony syrop, owoce, bita śmietana. W sumie miałam pomysł aby do mojego zestawu dołożyć po łyżce bitej śmietany, ale Młody nie chciał, a ja ostatnio żyję bez słodkiego i podstawowa wersja jaką przygotowałam już i tak była dla mnie za słodka. Czy przesłodzona? Ależ nie! Tylko ja się tak odzwyczaiłam, że nawet herbata z połową łyżeczki cukru jest dla mnie za słodka. Ten typ tak ma :) No to działajcie tam! Jestem pewna, że usmażycie je nie po raz ostatni!



A właśnie, jeśli chodzi o przepis to trochę się zdziwicie. Dlaczego? W zeszłym roku wydawnictwo Znak wydało książkę kucharską w sumie dla dzieci. Takie gotowanie naszych pociech pod okiem i z lekką pomocą dorosłych. "Mikołajek i słodkie przekąski" - Ducasse Alain to naprawdę świetnie pomyślana książka, tam nie ma przepisów w stylu wrzuć do miski, wymieszaj i gotowe. Przepisy są tak dobrane, że i dorosły i dziecko ma pełne ręce roboty, a młody kucharz do tego ma wielką frajdę z efektu końcowego. Jeszcze te zdjęcia, normalnie aż ciągnie do kuchni, żeby coś z tej książki materializowało się na naszym kuchennym stole. Macie tu przykład tych pomarańczowych naleśników. Ta co nie zachwyca się naleśnikami (czyli Ja) nie dość, że pożarła 3 sztuki to jeszcze wyjść z zachwytu długo nie mogła :) Magia?

Wydawnictwo: Znak
Tytuł: Mikołajek i słodkie przekąski
Autor: Ducasse Alain
Cena: 29,93 zł


Składniki na ok. 8 szt:
  • 50 g masła, rozpuszczonego i przestudzonego
  • 3 jajka
  • 30 g cukru
  • 125 g mąki
  • 250 ml mleka
  • skórka z 1 pomarańczy
Sposób przygotowania:
Ciasto przygotowujemy w dzień poprzedzający smażenie.

Pomarańczę oczywiście należy sparzyć wrzątkiem i zetrzeć skórkę na tarce o drobnych oczkach, u mnie świetnie się sprawdza tarka do parmezanu. 

Tu nie będę się rozpisywać, bo wszystkie składniki należy zmiksować mikserem. Mąkę zwykle wsypuję na końcu. Gotowe ciasto przykryłam szczelnie i wstawiłam do lodówki na całą noc. 

Następnego dnia rano rozgrzałam patelnię do naleśników i wysmażyłam całe ciasto do ostatniej kropelki. Swojej patelni nie smarowałam tłuszczem, jeśli nie ufasz swojej patelni to możesz ją posmarować odrobiną tłuszczu.


Karmelizowane jabłka:
  • 2 jabłka
  • cynamon mielony
  • 1 łyżka masła
  • cukier trzcinowy, a ze 2 łyżki (po prostu do smaku, sypałam na "oko")
  • odrobina soku z cytryny
Dodatkowo:
  • cukier puder do posypania
  • jak lubisz może być bita śmietana
Sposób przygotowania:
Jabłka obrałam i pokroiłam w dużą kostkę i skropiłam sokiem z cytryny. Na rozgrzaną patelnię wyłożyłam masło, rozpuściłam, dołożyłam jabłka, które posypałam cukrem trzcinowym (jak nie masz, posyp białym) i oprószyłam cynamonem. Przemieszałam i przykryłam patelnię pokrywką, zmniejszyłam płomień pod patelnią i dusiłam kilka minut. Ile dokładnie? Zobaczysz, u mnie był to moment, w którym jabłka pokryły się gęstym brązowym sosem. 


Ja smażąc naleśniki w między czasie przygotowywałam jabłka i kiedy wszystko już było gotowe, cieplutkie naleśniki nadziałam jabłkami i oprószyłam cukrem pudrem.
SMACZNEGO życzy

lutego 01, 2017

Ciasto w klimacie Batonika Kinder Country i Oreo, czyli Moje Ciasto Duo

Ciasto w klimacie Batonika Kinder Country i Oreo, czyli Moje Ciasto Duo


Nie da się ukryć, ale na ciasto w stylu batonika kinder country jest jakiś szał. Mnie osobiście jakoś to nie ruszało. Ruszyło mojego syna. Któregoś dnia na messegera dostałam link od niego z dopiskiem "zrobisz? 😇" Nie było wyjścia, nie w kwestii kulinarnych zachcianek nie potrafię odmówić mojemu dziecku. Poczytałam kilka przepisów i to całe ciasto to nic innego jak krem do tortów, który czasami robię przełożony ciastkami. Poszłam do kuchni i zaczęłam mieszać proporcje z głowy. Przy okazji wymyśliłam sobie, że zrobię ciasto Duo, czyli w dwóch smakach. Celowo wybrałam dużą formę 34 x 24 cm, żeby ciasto nie było wysokie, dzięki temu po jednym kawałku nie odczuje się mega słodkiego ciasta. Użyłam ryż, pszenicę i orkisz ekspandowany (kupiłam w Lidl), ekspandowane ziarna trochę zrównoważyły słodycz. Młody zachwycony, w trzy dni pochłonął całą blachę ciasta, ja poprzestałam na jednym kawałku, bo od świąt praktycznie nie jadam słodyczy. Za to ja zachwyciłam się formą do ciasta, a dokładnie prostokątną tortownicą ze sklepu Garneczki, bo dzięki niej boki ciasta były idealnie proste, a przełożenie ciasta na tacę nie sprawiło mi żadnego problemu. Nawet cena formy jest całkiem przyjemna, zresztą sami sprawdźcie.


Masa jasna:
  • 200 ml śmietanki kremówki 30 %
  • 250 g serka mascarpone
  • 200 g białej czekolady
  • ekspandowane ziarna pszenicy 
  • 16 szt ciastek Oreo (8 szt do masy i 8 szt na wierzch)

Masa ciemna:
  • 200 ml śmietanki kremówki 30 %
  • 200 g mlecznej czekolady
Dodatkowo:
  • 300 g herbatników maślanych białych i kakaowych

Sposób przygotowania:
Na początku dno formy wyłożyłam jasnymi ciastkami maślanymi ( zazwyczaj kupuję Bonitki w Biedronce).

Białą czekoladę połamałam na kawałeczki i rozpuściłam w kąpieli wodnej. Rozpuszczoną postawiłam na blacie kuchennym aby lekko przestygła. W tym czasie 200 ml śmietanki kremówki i serek mascarpone umieściłam w misce i wszystko razem ubiłam na sztywno. Na końcu cienkim strumieniem wlałam przestudzoną białą czekoladę i zmiksowałam bardzo krótko, tylko do połączenia składników. Masę podzieliłam na dwie równe części. Do jednej wsypałam ekspandowane ziarna, do drugiej pokrojone drobno ciastka Oreo. Tak jak widać na zdjęciu poniżej na połowie formy wyłożyłam masę z ziarnami, a na drugiej połowie masę z ciastkami. Wyrównałam powierzchnię, na którą ułożyłam kolejną warstwę ciastek, ale tu na części ciasteczkowej wyłożyłam kakaowe ciastka, a na części z ziarnami położyłam jasne ciastka maślane. Formę wstawiłam do lodówki i zajęłam się ciemną masą.


Przygotowanie warstwy ciemnej także nie zajęło mi wiele czasu. Mleczną czekoladę połamałam na kawałeczki i rozpuściłam w kąpieli wodnej. Rozpuszczoną postawiłam na blacie kuchennym i zostawiłam do przestygnięcia. W tym czasie ubiłam śmietankę kremówkę i cienkim strumieniem wlałam przestygniętą, rozpuszczoną czekoladę mleczną i krótko zmiksowałam tylko do połączenia się składników. Ciemną masę wylałam na wierzchnią warstwę ciastek. Oczywiście tu zapamiętujemy po której stronie jest masa z ziarnami i masa z ciastkami. Wyrównałam powierzchnię masy ciemnej i na nią wysypałam na połowie drobno pokrojone ciastka Oreo i na drugiej połowie ekspandowane ziarna. 




Ciasto wstawiłam do lodówki na kilka godzin, choć najfajniejszą konsystencję według mnie miało po całonocnym leżakowaniu w lodówce. 
SMACZNEGO życzy

stycznia 20, 2017

Kremowy Pasztet z Przysmażonych Wątróbek Drobiowych pod Skorupką z Klarowanego Masła Szałwiowego

Kremowy Pasztet z Przysmażonych Wątróbek Drobiowych pod Skorupką z Klarowanego Masła Szałwiowego

Pamiętam jak mój syn jadał pierwsze kanapki z pasztecikiem, to była radość. Z wiekiem jego menu poszerzałam a i moja świadomość była coraz większa. Kiedy na dobre zaczęłam zwracać uwagę na skład poszczególnych produktów zaczęłam unikać tego jego ulubionego paszteciku, który i tak co jakiś czas lądował w naszym koszyku zakupowym. Ostatnio postanowiłam wyjść na przeciw naszemu domowemu zapotrzebowaniu na pasztet i tu w odpowiednim momencie wpadła w moje ręce książka Jamiego Olivera "Świąteczne przepisy", to właśnie w niej znalazłam idealnie kremowy pasztet, który przygotowuje się szybko i nie trzeba go zapiekać, bo oczywiście mój syn nie lubi pieczonych pasztetów co wielokrotnie sprawdzałam. Ten pasztet z wątróbek drobiowych jest świetny i mimo, że z wątróbek jak to Młody określił "gdyby nie widział jak robię to by nie przypuszczał, że tam są wątróbki". Klarowane masło po zastygnięciu tworzy na wierzchu taką aromatyczną skorupkę, która chroni pasztet przed wysychaniem. Zamiast brandy podlałam wątróbki różowym winem i fajnie to wyszło. A kanapka z pasztetem na kromce domowego chleba z garnka żeliwnego to naprawdę niebo w ustach. Dla nas rewelacja, a Ty musisz koniecznie tego spróbować! Pasztet może stać w lodówce nawet troszeczkę dłużej niż tydzień.


Składniki:
  • 500 g masła 
  • 2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • oliwa
  • 15 g świeżego tymianku (ja użyłam suszonego tymianku, ale sypałam go na oko, do smaku)
  • 1 kg wątróbek drobiowych oczyszczonych 
  • 1 cała gałka muszkatołowa do ścierania
  • 125 ml brandy lub wina pół lub wytrawnego
  • 15 g świeżej szałwii

Sposób przygotowania:
W pierwszej kolejności zajęłam się klarowaniem masła, a dokładnie 250 g masła. W dużej głębokiej patelni na małym płomieniu rozpuściłam masło, a potem delikatnie odlałam masło do małego rondelka, a na patelni zostawiłam białkowe szumowiny. 

Cebulę obrałam, pokroiłam w drobną kostkę, czosnek przecisnęłam przez praskę, a Młodego poprosiłam o  starcie całej gałki muszkatołowej. Do patelni na której zostały białkowe szumowiny powstałe podczas klarowania masła wlałam odrobinę oliwy z oliwek i na rozgrzany tłuszcz wyłożyłam cebulę i czosnek, smażyłam je do momentu zrumienienia, dorzuciłam tymianek, następnie oczyszczone wątróbki drobiowe i smażyłam je około 4 minuty, powinny być różowe w środku, ale nie surowe, zbyt mocno wysmażone też nie ;) Minutę przed końcem smażenia wsypałam połowę gałki muszkatołowej, oprószyłam solą, pieprzem, wlałam wino i odczekałam chwilę aż odparuje. Zawartość patelni przełożyłam do blendera i zmiksowałam wszystko na gładką masę, którą doprawiłam pozostałą gałką muszkatołową, dosypałam jeszcze tymianku, doprawiłam mocniej, bo do masy należy jeszcze dodać masło i po schłodzeniu smak będzie subtelniejszy. Do doprawionej masy dorzuciłam pozostałe masło (250 g) pokrojone w mniejszą kostkę i zmiksowałam do czasu połączenia się składników. Masę przelałam do kilku mniejszych kamionkowych naczynek oraz do jednego większego pojemnika. Nie napełniałam po same brzegi, bo tu należy zostawić miejsce na masło klarowane.


Kiedy pojemniki miałam napełnione masą z wątróbek zajęłam się wcześniej sklarowanym masłem. Rondelek z nim wstawiłam na mały palnik i podgrzewałam. Kiedy masło osiągnęło odpowiednią temperaturę, czyli jeśli wrzucisz listek szałwii i zrobi się on chrupiący wsyp pozostałe listki i doprowadź do momentu, w którym staną się chrupiące. Masło razem z listkami przelałam na pasztety w naczynkach i pojemniku. Chodzi o to aby masło klarowane pokryło powierzchnię pasztetu i aby w każdym naczynku znalazło się kilka listków szałwii. Wszystkie pojemniczki z pasztetem wstawiłam do lodówki na całą noc. Masło w tym czasie zastygnie tworząc na wierzchu kremową skorupkę. Możesz ją jeść razem z pasztetem, albo odłożyć na bok. Najbardziej lubię pasztet z ogórkami kiszonymi albo z pomidorem. A ten jest pyszny i tak jak już wspomniałam spokojnie możesz go jeść ponad tydzień tylko przechowuj go w lodówce.
SMACZNEGO życzy

stycznia 19, 2017

Nowy Jork na Talerzu - Jedna z moich ulubionych książek!

Nowy Jork na Talerzu - Jedna z moich ulubionych książek!

Są takie książki kulinarne, które czytam raz i potem bezpowrotnie trafiają na półkę, ale są też takie, które czytam i potem wracam i wracam i wracam. Takie z którymi nie mogę się rozstać i każde kolejne danie wykonane z przepisów które zawiera pogłębia moją fascynację. Do tych drugich należy "Nowy Jork na talerzu" Smitten Kitchen.  Zachwyciła nie tylko mnie, ale również mojego nastoletniego syna. Ja zachwycam się częścią na dania wytrawne, Młody zachwycony częścią słodką, czyli deserami.



Sympatia zaczyna się od pierwszej chwili, jakość i wydanie książki sprawia, że od razu zaczęłam ją czytać od deski do deski, choć zwykle najpierw przeglądam książkę. We wprowadzeniu sympatia pogłębia się, bo autorka pisze w takiej formie, przez którą odnosi się takie wrażenie jakby autorka pisała te słowa tylko do nas i książkę tylko dla nas. Tam opowiada, że nie trzeba mieć wielkiej kuchni i mnóstwa sprzętów, zwraca uwagę na to co jest niezbędne w kuchni. Same przepisy utrzymane są w tym samym klimacie. W nich jest to co bardzo lubię, czyli kilka słów od autorki na temat dania, precyzyjne proporcje i kilka dodatkowych wskazówek.



Podzielona jest na rozdziały:

  • Wprowadzenie
  • Uwagi i wskazówki
  • Śniadania
  • Sałatki
  • Kanapki, tarty,pizze
  • Dania główne: wegetariańskie
  • Dania główne: owoce morza, drób, mięso
  • Słodycze
  • Ciasteczka
  • Placki i tarty
  • Ciasta
  • Puddingi i inne słodkości
  • Przekąski i napoje na przyjęcia
  • Miary
  • Stwórz swoją własną kuchnię
  • Podziękowania
  • Alfabetyczny spis potraw
  • Indeks potraw według posiłków
  • Indeks składników


Jest to 320 stron wartościowej treści. Przepisy dla wszystkich, przy których nie trzeba przekopywać sieci w poszukiwaniu unikalnych składników, a to lubię najbardziej. Przepisy łatwe i niezbyt pracochłonne, a co najważniejsze jak na razie zawsze mi wychodzą, bez żadnych niespodzianek.



Na koniec powiem krótko. To książka, której nigdy nikomu nie oddam. Książka, za którą z czystym sumieniem wydałabym 69 zł, gdyby kosztowała więcej też bym po nią sięgnęła. To tytuł jeden z niewielu, który wciąż nie może trafić na moją półkę z książkami, bo od kilkunastu tygodni cały czas coś z niej gotuję i piekę. Uważam, że to i dla Ciebie tytuł z tych Must Have! Polecam.

Tytuł: Nowy Jork na talerzu
Autor: Smitten Kitchen
Wydawnictwo: Znak
Cena: 69,90 (obecnie na stronie wydawnictwa można ją kupić za 52.90)

Drukuj

Copyright © 2016 Blondynka Gotuje , Blogger