Popularne posty

sierpnia 09, 2017

Mięso z Udek z Kurczaka w Żółtym Sosie Śmietanowym

Mięso z Udek z Kurczaka w Żółtym Sosie Śmietanowym

W upalne dni średnio chce się gotować, przynajmniej ja tak mam. Tym razem postawiłam na palnik patelnię i zaczęłam do niej wrzucać to co miałam pod ręką. U nas to ostatnio standard. Albo czyszczę lodówkę, albo zamrażarkę i tak też jest smacznie. Od jakiegoś czasu bawię się kurkumą i tym razem nie omieszkałam jej użyć. Świetnie smakuje, świetnie farbuje dania, a do tego korzystnie wpływa na organizm, czyż to nie cudownie?! Jeśli masz wolne ok. 20 minut ugotuj mój obiad. Nie dość, że ma ekspresowy czas przygotowania, brudzisz jedynie patelnię i garnek na makaron, to smakuje bosko! Nawet Młody zapytał kiedy go powtórzę i dlaczego tak mało fasolki. Mało, bo nie chciałam przedobrzyć, ale jak masz ochotę sypnij jej więcej, ja przynajmniej tak zrobię :) To co, zaczynamy!



Składniki na 2 osoby:
  • mięso z ok. 5 podudzi z kurczaka (kupuję w Biedronce od razu bez kości, ale możesz się pobawić i oddzielić mięso z takich standardowych udek)
  • nierafinowany olej kokosowy - do smażenia
  • ok. 2 płaskie łyżeczki kurkumy
  • świeżo zmielona u mnie sól himalajska
  • świeżo zmielony pieprz
  • 2 garści żółtej fasolki szparagowej - u mnie była mrożona
  • natka pietruszki
  • 1 łyżeczka czosnku niedźwiedziego
  • ok. 200 ml śmietanki kremówki 30%
  • makaron albo ryż - u nas wygrał makaron barwiony sepią - można zamówić w sklepach internetowych, w stacjonarnych w moich okolicach nie widziałam


Sposób przygotowania:
Tym razem bajka będzie szybka, bo czasu za dużo nie miałam, ja wróciłam ze swojego treningu, a Młody leciał na swój, więc szybko chciałam dziecko "nakarmić". Na gaz postawiłam garnek z osoloną wodą na makaron i patelnię na której rozgrzewał się olej kokosowy. Kawałki mięsa oprószyłam solą i pieprzem, które delikatnie wklepałam w mięso i na rozgrzanym tłuszczu obsmażyłam z każdej strony. Wiadomo, mięso z kurczaka szybko się przygotowuje, następnie podlałam je wodą na wierzch rzuciłam zamrożoną fasolkę, patelnię przykryłam i dusiłam do momentu, w którym fasolka była odpowiedniej miękkości, bo kurczak wiadomo, był gotowy. W między czasie wrzuciłam makaron do gotującej się wody i zaczęłam gotować. Ja się spieszyłam i u mnie płomień gazu był dość mocny, ale spokojnie możesz przykręcić z lekko spowolnić proces przygotowania. Kiedy fasolka była gotowa, zdjęłam pokrywkę i na mocnym ogniu odparowałam wodę praktycznie do zera i dopiero wtedy zalałam wszystko kremówką, wsypałam kurkumę, czosnek niedźwiedzi i doprawiłam solą i pieprzem. Chwilę pogotowałam, aby kremówka lekko zgęstniała, wsypałam posiekaną pietruszkę, wymieszałam. Oczywiście cały czas pilnowałam makaronu, aby go nie rozgotować ;) Jak podałam? Tak jak widać na zdjęciach.


SMACZNEGO życzy

sierpnia 02, 2017

Jabłka i Brzoskwinie Zapiekane z Kruszonką

Jabłka i Brzoskwinie Zapiekane z Kruszonką

Bez słodyczy mogłabym żyć, ale bez owoców...cóż to byłoby za życie. Uwielbiam je pod każdą postacią, najbardziej świeże i pieczone, uwielbiam. Typowe crumble pod  ogromną ilością klasycznej kruszonki są dla mnie za słodkie, dlatego zaczęłam kombinować trochę w innym kierunku. Jabłka delikatnie podrasowałam odrobiną cukru i cynamonem, a brzoskwinie były tak słodkie, że odpuściłam im całkowicie. Zminimalizowałam ilość kruszonki i jak zwykle zapiekłam wszystko w piekarniku. Młody się śmieje, że teraz mam idealne naczynko do zapiekania moich wynalazków, do którego mieści się idealnie jedna porcja, tyle co dla mnie. Fakt. STAUB w swojej ofercie ma specjalną linię produktów MINIS w różnych kształtach. Moje jest owalne o pojemności 250 ml, czyli tyle ile jestem w stanie zjeść. Uwielbiam je, bo wrzucam sobie do niego to co mi się podoba, zapiekam i mam jedną porcję dla siebie, bo Młody zjada większe porcje i korzysta z innych naczyń. Ja nie potrafię się odczepić od tego owalnego, bo zapiekam w nim swoje danie i w tym samym naczyniu je podaję. Ale przejdźmy do konkretów, czyli do przepisu, na który nie możecie się doczekać.


Składniki na 1 osobę:
  • 1 nieduże jabłko
  • 1 brzoskwinia
  • 1 płaska łyżka cukru 
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • odrobina oleju kokosowego nierafinowanego
  • 1 garść kruszonki, którą zawsze mam w zamrażarce


Sposób przygotowania:
Ty standardowo owoce umyłam, osuszyłam ręcznikiem papierowym. Z jabłka wydrążyłam gniazdo nasienne, obrałam ze skórki i pokroiłam w większe kawałki takie jakie widać na zdjęciach. Do miski wsypałam cukier i cynamon i obtoczyłam w nich kawałki jabłka. Brzoskwinie pokroiłam podobnie, ale nie dosładzałam ich dodatkowo, bo tak jak wspomniałam wcześniej, były słodkie. Naczynko wysmarowałam bardzo cienką warstwą oleju kokosowego nierafinowanego (nierafinowany daje delikatny kokosowy akcent), wyłożyłam do niego owoce, oprószyłam kruszonką i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Ile piekłam? Około 25 minut, ale możesz wydłużyć okres pieczenia, ja lubię owoce lekko chrupiące, a jeśli lubisz bardziej miękkie i wypieczone wydłuż czas nawet o 10- 15 minut. Upieczoną porcję wyciągnęłam z piekarnika i zjadłam na ciepło.

Możesz takie owoce zjeść z gałką ulubionych lodów, albo z bita śmietaną, albo z rozpuszczoną czekoladą. Ja wolę bez dodatków, a Ty zjedz z tym na co masz tylko ochotę, choć w takiej uproszczonej wersji są przepyszne!
SMACZNEGO życzy

lipca 28, 2017

Najprostsze Placki z Cukinii

Najprostsze Placki z Cukinii

To najprostsze placki z cukinii, które możecie modyfikować do woli. Doprawić pod swoje kubki smakowe, dodać ulubione posiekane świeże zioła albo suszone. Dorzucić posiekaną cebulę albo czosnek, albo co Wam przyjdzie do głowy. Ja osobiście jestem w fazie plackowej i już w głowie klaruje mi się kolejny pomysł na placki. Ameryki plackami nie odkryłam i następnymi też nie odkryję, bo pewnie nie raz i nie dwa smażyliście te cukiniowe pyszności. Przepis i tak się wielu osobom przyda, tego jestem pewna. Przygotowałam dwa warianty placków, na mące pszennej i mące żytniej pełnoziarnistej. Różnica? Delikatna w smaku i podczas smażenia, te z żytniej są delikatniejsze. Co proponuję? Najpierw zrób te na mące pszennej, a potem kombinuj z żytnią.

 To są placki na mące pszennej

A tak wyglądają na mące żytniej

Składniki na około 10 szt:
  • średnia cukinia ok. 300 g (bez miąższu)
  • 1 jajko
  • 2 i 1/2 łyżki mąki pszennej lub 3 łyżki mąki żytniej pełnoziarnistej typ 2000
  • 4 łyżki mleka
  • sól
  • świeżo zmielony pieprz
  • pietruszka lub świeża mięta albo inne ulubione zioła
  • olej kokosowy rafinowany do smażenia 


Sposób przygotowania:
Cukinię umyłam, przekroiłam wzdłuż na dwie połowy, wydrążyłam miąższ (łyżka do lodów świetnie się do tego nadaje jakby ktoś pytał), następnie starłam na tarce o grubych oczkach. Startą cukinię posoliłam i odstawiłam na bok. Do miski wbiłam jajko, zmieliłam pieprz, dorzuciłam posiekane zioła i wsypałam mąkę. Zmiksowałam i tu ciasto zrobiło się gęste bardzo dlatego potrzebujemy kilka łyżek mleka. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstego ciasta naleśnikowego. Kiedy po dodaniu mleka uzyskałam odpowiednią gęstość ciasta dołożyłam do niego odciśniętą cukinię i porządnie wymieszałam łyżką. Smażyłam na rozgrzanej patelni na oleju kokosowym, ale jak lubisz smażyć na innym oleju, śmiało ;) Ile smażyłam? Na tak zwane oko, ale nie dłużej niż 2 minuty na stronę.



Z czym podać? Z czym chcesz! Świetnie smakują z miętą podane z sosem tzatiki, pełnoziarniste z sosem do spaghetti, z sosem śmietanowo- maślanym i kurczakiem też rewelacja. Placki chyba ze wszystkimi dodatkami będą smakować świetnie! Ja uwielbiam!
SMACZNEGO życzy

lipca 24, 2017

Creme Brulee

Creme Brulee

Jak dla mnie to jeden z najłatwiejszych deserów jakie robiłam. Dlaczego dopiero teraz przygotowałam Creme Brulee? Sama nie wiem. Jest taki pyszny! Zanim jednak się za niego zabrałam postanowiłam poszperać w internecie, a tam znalazłam dwa rodzaje przepisów, na samej kremówce tak jak ten i z dodatkiem mleka i ten również postanowiłam sprawdzić, ale innym razem ;) Jedna wskazówka jest wspólna, czyli podanie deseru. Krem powinien być mocno schłodzony, a palony cukier ciepły, wiadomo deser chłodzimy w lodówce, a cukier palimy przed podaniem. Jak masz palnik gazowy, to super, świetna zabawa i kilka chwil przygotowania. Jak go nie masz, możesz wstawić foremki z kremem do piekarnika z włączoną funkcją grill na kilka sekund, foremki możesz obłożyć lodem, aby deser zbytnio się nie rozgrzał. Tak między nami, to warto zainwestować w taki palnik, który przyda Ci się w kuchni nie raz i nie dwa. Wracając do przepisu, suma sumarum skorzystałam z przepisu Moje Wypieki, który lekko sobie zmodyfikowałam. 


Składniki:

Sposób przygotowania:
Do przygotowania deseru nie używałam żadnego elektrycznego miksera, nie trzeba. Do rondelka wlałam śmietankę kremówkę, do której dodałam ziarenka z dwóch lasek wanilii i doprowadziłam do wrzenia. Po tym czasie rondelek zestawiłam z palnika i postawiłam go do komory zlewu wypełnionego zimną wodą, bo przecież cierpliwością i czekaniem nie grzeszę :) Tak przyspieszyłam sobie etap studzenia kremówki, która powinna osiągnąć co najmniej temperaturę pokojową. W czasie, w którym kremówka stygła do miski wbiłam cztery żółtka, wsypałam 3 łyżki białego drobnego cukru i łyżką rozcierałam cukier o ścianki miski mieszając żółtka do momentu, aż cukier przestanie zgrzytać, a żółtka lekko zmieniły kolor. O brzegi miski oparłam sobie sitko i przelałam przez nie wystudzoną kremówkę od razu wlewając do żółtek. Wszystko razem dobrze wymieszałam pomagając sobie kuchenną rózgą, ale w taki sposób aby nie napowietrzyć masy. Konsystencja jest płynna, nie przejmuj się, tak ma być. Kremówkę z żółtkami przelałam przez sitko i wlałam do niewielkich ceramicznych foremek, które wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 100 stopni i piekłam około 50 minut.Czas pieczenia zależy od tego jakich foremek użyjesz. Jeśli będą płytkie pieczesz krócej, jak głęboki i wlejesz dość dużo kremu tak jak ja to zrobiłam czas pieczenia się wysłuży do ok. 50 minut. Jak sprawdzić, w którym momencie krem jest gotowy? Brzegi powinny być ścięte, ale nie przypieczone, a środek galaretowaty, lekko sprężysty. Upieczony krem wyciągnęłam na blat kuchenny i tu powinien wystygnąć do temperatury pokojowej. Ja znowu przyspieszyłam ten proces studząc foremki w zimnej wodzie. Kiedy deserki były już wystudzone wstawiłam je do lodówki na 3 godziny. Po tym czasie wyciągnęłam je z lodówki, wierzch osuszyłam ręcznikiem papierowym przykładając go delikatnie do wierzchu, aby zebrać ewentualną skroploną wodę. To normalne. Potem do każdej foremki wsypałam po łyżeczce cukru trzcinowego, obracając ją rozprowadziłam cukier po całej powierzchni i skarmelizowałam przypalając cukie przy pomocy palnika gazowego. Jeśli nie masz takiego wstaw foremki obłożone kostkami lodu do piekarnika z włączoną funkcją grill na dosłownie kilka sekund, do momentu skarmelizowania cukru. Warstwa cukru powinna tworzyć cienką skorupkę. No to, co, smacznego!

*/post zawiera lokowanie produktu - Zestaw do przystawek STAUB - 5 elementów/
SMACZNEGO życzy

lipca 16, 2017

Ryba zapiekana w sosie śmietanowo- koperkowym

Ryba zapiekana w sosie śmietanowo- koperkowym

Uwielbiam ryby i dość często je jadamy. Najczęściej kupuję świeże, ale czasami zdarzy się mrożony dorsz lub sandacz. Zwykle je grilluję, piekę, a te mrożone smażę na maśle i podaję z cudownym naszym ulubionym sosem maślanym. Pewnego dnia miałam zachciankę na taki zwykły mrożony filet smażony w panierce, tak jak jadałam w dzieciństwie. Kupiłam kilka płatów miruny. Podczas smażenia przypomniałam sobie jak ja nie cierpię smażyć takich płatów :) Sami doskonale wiecie, że smaży się je koszmarnie. Na dodatek zostały mi dwa płaty w zamrażarce, a że jedzenia nie lubię wyrzucać, postanowiłam zapiec je w kremówce. Bardzo lubię naleśniki ze szpinakiem zapieczone w sosie śmietanowo - cytrynowym, więc z tą nieszczęsną miruną poszłam w tym kierunku. Świetnie się złożyło, bo od jakiegoś czasu w mojej szafce kuchennej mam taki ceramiczny zestaw naczynek Staub, cztery naczynka na kwadratowym talerzu. Dlaczego świetnie? Z moich opowiadań znacie upodobania Młodego, czyli minimalizm, który nie do końca zgrywa się z moimi fantazjami. Postanowiłam więc przygotować dwa naczynka dla siebie i dwa dla Młodego. Do moich dodatkowo trafił zielony groszek, którego Młody by nie ruszył. Każdy ma prawo lubić to co zechce, więc naczynka bardzo przypadły mi do gustu, nie tylko ze względu na estetykę, łatwość w utrzymaniu w czystości, ale za możliwości jakie mi daje, bo do każdego można wrzucić coś innego, a dodatkowo podstawka, na którym są ustawione może pełnić funkcję talerza, na którym podałam swoją porcję :) Niebawem pokażę Wam jak świetnie spełniły się w dziale z deserami. Tymczasem wróćmy do ryby i szybkiego obiadu dla dwojga ;)


Składniki:
  • 2 mrożone płaty ryby (u mnie miruna)
  • śmietana kremówka 30%
  • skórka otarta z 1/2 cytryny
  • 2 ząbki czosnku
  • pieprz cytrynowy
  • sól (u mnie zawsze himalajska różowa)
  • stary ser żółty
  • kilka plasterków masła
  • opcjonalnie groszek zielony
  • posiekany koperek

Sposób przygotowania:
Rozmrożoną rybę porządnie osuszyłam i odsączyłam ręcznikiem papierowym. Oprószyłam świeżo zmieloną solą i pieprzem cytrynowym. Na dno każdego naczynka położyłam plasterek masła, wlałam odrobinę kremówki, położyłam pokrojoną na kawałki rybę i zalałam ją kremówką, do której dodałam przeciśnięty przez praskę czosnek, startą skórkę cytrynową i posiekany koperek. Do swoich porcji dorzuciłam po małej garstce mrożonego zielonego groszku. Wierzch posypałam startym serem żółtym. 


Wstawiłam do nagrzanego piekarnika na ok. 180 stopni i piekłam około 25-35 minut. Podczas pieczenia ugotowałam ryż basmati. Upieczone porcje, ale tylko te moje posypałam posiekaną świeżą bazylią, Młody swoich porcji nie pozwolił posypać żadnym zielskiem :)
SMACZNEGO życzy

lipca 01, 2017

Patelnia Grillowa Staub - Idealna!

Patelnia Grillowa Staub - Idealna!

O żeliwie pisałam w styczniu.W recenzji garnka żeliwnego STAUB zawarłam wszystkie bardzo istotne informacje zarówno na temat właściwości, pochodzenia, wskazówek dotyczących używania takich naczyń, przygotowanie ich przed pierwszym użyciem itd. Dlatego po lekturze Garnek Żeliwny Staub, Informacje i Zasady Jak Obchodzić i Gotować w Naczyniach Żeliwnych macie już pewną wiedzę na temat żeliwa i tym razem pozwolę sobie pominąć wszystkie kwestie techniczne, a skupię się na tym o co najczęściej mnie pytacie i co Was najbardziej interesuje przy podejmowaniu decyzji kupna garnka czy patelni.


Przez moje ręce przeleciało trochę garnków i patelni różnej maści, znaczy się z różnymi powłokami, właściwościami parametrami. Nie będę tu ściemniać, ale ja normalnie w żeliwie zakochana jestem od grudnia. Pomijam już walory estetyczne, kolor, idealnie gładką powłokę na zewnątrz, perfekcyjne wykonanie każdego detalu. Przyznam, że osoba, która zaprojektowała naczynia Staub zrobiła to genialnie, bo naprawdę wygląd tych garów cieszy oczy.

Żeliwo jest ciężkie, więc patelnia grillowa Staub do lekkich nie należy i dobrze! Szybko się nagrzewa i na długo kumuluje ciepło. Powiem Wam, że kiedy wpadają do mnie znajomi często dosmażam mięso na stole. Dobrze przeczytaliście, na stole! Tak jak wspomniałam patelnia długo stygnie, więc po zestawieniu z ognia mięso nadal się na niej smaży tak jakby nie zauważyło, że patelnia jest zestawiona z palnika. To jest fajny efekt WOW, kiedy na stół wjeżdża dosmażające się mięsko. 

Jak już byliśmy przy temperaturach tu wspomnę, że do powłoki nic nie przywiera na "amen". Ja zamarynowane mięso wrzucam na suchą i rozgrzaną patelnię, nie podlewam tłuszczem. Wiadomo, po usmażeniu zawsze zostanie na niej trochę zwęglonych przypraw z miodem, ale tu bajka się nie kończy, bo wystarczy dać patelni wystygnąć, zalać na dosłownie kilka minut wodą i umyć. Cały proces mycia przypomina mycie naczyń z powłokami non stick. Kiedy zobaczyłam tą patelnię po raz pierwszy na żywo obawiałam się, że tak głębokie rowki sprawią mi sporo problemów z dokładnym umyciem naczynia. Na szczęście moje obawy okazały się niepotrzebne, bo w kwestii mycia problemów nie było i nadal nie ma!


Właśnie, ROWKI! Każdy z nas szuka takiej patelni, która ma na tyle głębokie rowki na dnie, która pozostawią na grillowanym mięsie lub warzywach charakterystyczne przypieczone paski. Ta patelnia właśnie takie ma! Zresztą sami widzicie na zdjęciach jak za każdym razem wygląda moje grillowane mięso.



SMAK. Możecie wierzyć lub nie, ale dania przygotowywane w żeliwie są smaczniejsze, wyczuwa się taką głębię smaku. Serio, serio, nie tylko ja to zauważyłam.

Żeliwo nie ogranicza w kwestii temperatury. Przystosowane jest zarówno do wszystkich rodzajów kuchenek (indukcyjnych też) jak i do piekarnika. A w piekarniku może być nawet piekielnie gorąco, nawet powyżej 220 stopni! Takie naczynia uwielbiam, bo czasami lubię danie zacząć na palniku kuchenki, a skończyć je w piekarniku. Z patelniami Staub jest świetnie, bo wtedy jak to mój syn określił, przygotowuję dania jednopatelniowe. Czyli po obiedzie do mycia mam tylko talerze i jedną patelnię.

Uwielbiam grillować w kuchni i zauważyłam, że grillując mięso na żeliwnej patelni wydobywa się zapach mięsa bardzo podobny do tego jaki wyczuwam w grillach w plenerze, oczywiście żeby była jasność, nie mam tu na myśli zapach tlącego się węgla drzewnego ;)


Co nas może przerazić?
To co zwykle - cena. Tu napiszę tak, Gdyby ktoś kilka lat temu zapytał mnie, czy wydałabym kilka stów na patelnię lub garnek, od razu odpowiedziałabym, że nigdy w życiu! Jednak po doświadczeniach z różnymi rodzajami patelni i naczyń, dziś odpowiadam, że tak, wydałabym. Gdybym dziś potrzebowała nowej patelni od razu sięgnęłabym po żeliwną. Dlaczego tak? Żeliwo to zakup na lata, więc łatwo można przeliczyć ile patelni rocznie ląduje w Waszym koszu. Ile wkurzania pod nosem na to, że placki ziemniaczane się przypalają, albo panierka na kotletach, albo ryba przywiera itd. Dajmy na to, że kiedyś kiedyś kiedyś wymieniałam dwie patelnie (dużą i małą) co 3 - 4 miesiące, czyli rocznie kupowałam ok 6 patelni i każda no dajmy 80 zł za sztukę, to rocznie wychodziło ok.480 zł. I tak co roku taka kwota wypływała z mojego portfela. Więc jak teraz podliczyłam w przeciągu 3 lat na patelnie nawet nie wiem kiedy wydawałam 1440 zł. Teraz jak tak patrzę, to strasznie dużo. Teraz można podzielić kwotę sumującą wydaną kasę za 3 lata i wychodzi, że spokojnie można zainwestować w dwie konkretne patelnie żeliwne, które posłużą nam wiele wiele lat, albo i jeszcze dłużej, a wydamy na nie mniej niż to 1440 zł, nawet zostanie kilka złotych na waciki :) Ja to tak widzę. Niektóre z moich patelni Balarini mają więcej niż 3 lata i nadal nie nadają się do kosza mimo, że bardzo często ich używałam. No, ale to tylko moja subiektywna opinia, masz prawo mieć inne zdanie ;)
WASZA

czerwca 30, 2017

Mięso z Udek z Kurczaka Pieczone na Warzywach - Szybki Obiad

Mięso z Udek z Kurczaka Pieczone na Warzywach - Szybki Obiad

To był szalony dzień. Po treningu wbiegłam do domu i miałam dosłownie godzinę na przygotowanie obiadu, bo Młody jak zwykle miał wpaść do domu na 20 minut i potem biegiem na trening. Postanowiłam wykorzystać żeliwną patelnię Staub, bo nie ogranicza mnie w kwestii temperatury, a dodatkowo dania przygotowane w żeliwie smakują o niebo lepiej niż przygotowane w standardowych naczyniach czy patelniach. Mogłabym to danie nazwać daniem "wrzucanym", bo tylko dorzucałam to co wpadło mi w dłonie. Ziemniaki i marchewki nie obierałam, bo wg mnie porządnie wyszorowane ze skórką smakują lepiej. Czas pieczenia przyspieszyłam bawiąc się temperaturami w piekarniku, ale Wy możecie spokojnie upiec w jednej :)


Składniki:
  • 5 kawałków mięsa z udka z kurczaka bez kości (można kupić gotowe)
  • kilka ziemniaków
  • 1 marchewka
  • główka czosnku
  • świeże zioła jak masz (majeranek, rozmaryn, tymianek)
  • sos teriyaki
  • 1 łyżka miodu (u mnie miód gryczany)
  • olej
  • papryka mielona
  • gryz chili lub chili mielone
  • majeranek suszony
  • 1/2 łyżeczki imbiru mielonego
  • 1 łyżka syropu klonowego
  • sól himalajska
  • świeżo zmielony pieprz
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • estragon suszony
  • 1 łyżka ketchupu
  • 1 łyżka pasty sambal oelek

Sposób przygotowania:
W większej misce przygotowałam marynatę do mięsa wlewając łyżkę miodu, łyżkę sosu triyaki, ze 3 łyżki oleju, dodałam paprykę mieloną, grys chili, ketchup, pastę sambal oelek, sok z cytryny. Wszystkie składniki wymieszałam i do gotowej marynaty włożyłam wcześniej natarte solą i pieprzem mięso.
Marchewkę i ziemniaki porządnie wyszorowałam szczoteczką do warzyw, przekroiłam na połówki. W małej miseczce przygotowałam marynatę do marchewki wlewając łyżkę syropu klonowego, 2 łyżki oleju, imbir, sól, estragon. Marchewki wrzuciłam do miseczki i wymieszałam, aby marynata dokładnie pokryła każdy kawałeczek.



Teraz już była szybka akcja, na dno patelni ułożyłam połówki ziemniaków spryskane olejem, posolone i posypane suszonym majerankiem. Na każdą połówkę położyłam kawałek gałązki świeżego majeranku. Na środku poukładałam marchewki, a między warzywa wcisnęłam główkę czosnku przekrojoną na pół, jak widać nie obraną. Na warzywa poukładałam zamarynowane mięso (u mnie marynowało się kilka minut, u Ciebie może nawet kilka godzin). 


Do środku mięsa powciskałam gałązki świeżego rozmarynu, a na wierzch poukładałam gałązki świeżego tymianku. Patelnię przykryłam folią aluminiową i piekłam w nagrzanym piekarniku zaczynając od 150 stopni i zwiększając do 200 ze względu na specyfikę pieczenia w żeliwie. Jeśli pieczesz w innym naczyniu wstaw danie do piekarnika nagrzanego na 180 stopni i spokojnie sobie piecz, kiedy mięso i warzywa będą miękkie zdejmij folię i podkręć temperaturę na 200, a nawet na 220 stopni i dopiecz w takiej kilka minut.
SMACZNEGO życzy

Drukuj

Copyright © 2016 Blondynka Gotuje , Blogger