Popularne posty

08 grudnia

Granola Miodowa z Kardamonem i Żurawiną

Granola Miodowa z Kardamonem i Żurawiną

Już pewnie zauważyliście, że Blondyna uwielbia granolę. Lubie próbować, lubię nowe smaki, nowe struktury. Tym razem chciałam sprawdzić granolę, do której idzie aż 300 ml miodu. W efekcie wyszła granola trochę inna niż poprzednie, bardziej zbita i klejąca, ale to ma swoje plusy. Wrzucona do miseczki z mlekiem zachowuje się jak klasyczna, bo i tak się rozpuszcza. Ja w niej dostrzegłam również świetny materiał do stworzenia zdrowych przekąsek w formie batoników do pracy lub dla dzieci do szkoły. Ten przepis jak i kilka innych pomysłów na zdrowe rozpoczęcie dnia znalazłam w książce "Moja kuchnia vege" - Audrey Cosson.



Składniki:
  • 300 g płatków owsianych
  • 100 g suszonej żurawiny
  • 5 owoców kardamonu
  • 30 g orzechów laskowych
  • 60 g orzechów pekan
  • 50 g pestek słonecznika
  • 50 g pestek dyni
  • 1 łyżeczka zmielonego cynamonu
  • 300 ml miodu lipowego
  • 100 ml oleju z pestek winogron ( u mnie nierafinowany olej kokosowy)
  • 40 g brązowego cukru
  • opcjonalnie pyłek pszczeli i posiekana czekolada
Sposób przygotowania:
Tak jak to bywa przy granoli będzie bardzo prosto i dość szybko. Do rondelka wlałam olej, miód i wsypałam cukier. Doprowadziłam do wrzenia, rozpuszczając przy tym cukier i zestawiłam rondelek z ognia. Do miski wsypałam pozostałe składniki (oprócz czekolady i pyłku pszczelego), wymieszałam, wlałam ciepły miód z olejem  i cukrem, ponownie wymieszałam. 




Blachę do pieczenia wyłożyłam papierem do pieczenia, na którą wysypałam zawartość miski. Lekko ugniotłam i wyrównałam łyżką. Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piekłam około 30-35 minut. Co 10 minut otwierałam piekarnik w celu przemieszania granoli, aby upiekła się równomiernie. Kiedy granola nabrała złocistego koloru wyciągnęłam blachę i pozostawiłam do całkowitego wystygnięcia. Potem podzieliłam całość na mniejsze kawałki i przełożyłam do szklanego słoika.



Przy okazji udało mi się przemycić dziecku pyłek pszczeli, a żeby nie był mocno "pokrzywdzony" dosypałam mu jeszcze garść drobnej czekolady :) Jeśli chodzi o mnie odpuściłam sobie czekoladę, bo dla mnie sama granola i tak była słodka.
SMACZNEGO życzy

06 grudnia

Babka Grejpfrutowa

Babka Grejpfrutowa

Jakiś czas temu wpadła Nam w ręce książka "Nowy Jork na talerzu"- Smitten Kitchen. Nam? Tak. To, że mnie zaciekawiła, to nic nadzwyczajnego, ale że Młody ją przejrzał to już podejrzane było. Owszem odłożył na miejsce, ale z pozaznaczanymi stronami. Jak on to ujął? Jego propozycje do zrobienia. Oczywiście nikt nie zna go lepiej niż ja, więc od razu widziałam, że bystrzak skupił się wyłącznie na dziale Desery. Dziś się świetnie złożyło, bo ja chciałam wypróbować nową formę do babki, a w propozycjach Młodego była również ta babka grejpfrutowa, więc Blondyna Kochająca Matka upiekła dwie pieczenie na jednym ogniu, znaczy się zaspokoiła swoją ciekawość dotyczącą użycia formy i odhaczyła jedną z pozycję z listy Młodego. Dziecko zadowolone, bo babka mu bardzo smakowała, matka szczęśliwa, bo dziecko cieszy, a i forma okazała się całkiem fajowa :) Tą i wiele innych wzorów można kupić m.in. w sklepie Garneczki.



Składniki:
Ciasto (forma 12x25 cm):
  • masło do wysmarowania formy
  • 190 g mąki pszennej + do posypania formy
  • 2 łyżki świeżo startej skórki z grejpfruta
  • 1/2 szklanki (100 g) białego cukru
  • 1/2 szklanki (95 g) ciemnego cukru (jak nie masz użyj białego)
  • 1/2 szklanki oliwy z oliwek (ja użyłam nierafinowany olej kokosowy)
  • 2 duże jajka w temperaturze pokojowej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka soli
  • 30 ml soku z grejpfruta
  • 1/3 szklanki (80 ml) maślanki lub jogurtu naturalnego

Syrop:
  • 2 łyżki cukru
  • 80 ml soku z grejpfruta

Lukier:
  • 1 szklanka (120 g) cukru pudru
  • 30 ml soku z grejpfruta
  • szczypta soli
Sposób przygotowania:
Babkę przygotowuje się dość szybko, więc od razu włączyłam piekarnik i ustawiłam temperaturę na 180 stopni. Proponuję od razu wysmarować formę masłem. Ja użyłam niedużej formy do babki, a ze względu na ilość wgłębień jaki posiada ten wzór formy spryskałam ją olejem i oprószyłam mąką.

Ciasto. Do jednej miski wsypałam mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, sodą i solą. Do drugiej miseczki wlałam maślankę i sok z grejpfruta. Do trzeciej, w której zamierzałam przygotować ciasto wsypałam oba cukry, wrzuciłam świeżo startą skórkę i wymieszałam palcami rozcierając ją aby wydobyć więcej aromatu. Do cukru wbiłam oba jajka i miksowałam chwilę aby cukier się rozpuścił. Potem nie przerywając miksowania wlałam rozpuszczony olej kokosowy i dodawałam na przemian suche składniki z mokrymi kończąc na suchych. Ciasto wlałam do formy i wstawiłam do nagrzanego piekarnika. 
Jeśli zamierzasz piec w formie o podanych wyżej wymiarach piecz ok 45 minut. Ja piekłam w niezbyt wysokiej formie do babki i moja babka była gotowa po 30 minutach. Sprawdzaj stan wypieczenia babki metodą suchego patyczka.


Syrop. Korzystając z chwili kiedy babka piekła się w piekarniku przygotowałam syrop. Tu wystarczy wlać sok do rondelka, wsypać cukier i na niewielkim gazie podgrzewać do momentu rozpuszczenia się cukru. Upieczoną babkę, lekko przestudzoną jeszcze w formie  za pomocą wykałaczki porobiłam kilkanaście dziurek, następnie przy pomocy łyżeczki nasączyłam ciasto syropem. Dzięki tym dziurkom syrop ładnie wsiąkał w ciasto. Na końcu wyłożyłam ciasto na talerz.


Lukier. Wszystkie składniki należy wymieszać do konsystencji lukru i polać nim ciasto. Lukier zwykle mieszam robotem ręcznym z użyciem spiralnych końcówek. Miksuję na niewielkich obrotach. Ja pominęłam lukier, bo dla nas z lukrem byłoby już za słodko. Po prostu wolimy mniej słodkie babki :) 
SMACZNEGO życzy

01 grudnia

Placki Ziemniaczane z Jajkiem Sadzonym

Placki Ziemniaczane z Jajkiem Sadzonym

Nie pamiętam kiedy ostatnio robiłam placki ziemniaczane. Kilka lat temu? Co ja będę urywać, po prostu nie za bardzo lubię je przygotowywać. Na dodatek mój malakser potrzebuje reanimacji, więc musiałam sobie przypomnieć jak działa tarka do warzyw, było bardzo przykro. Uważać na paznokcie i na kostki :) Mimo tego nie poddałam się, na końcu to już normalnie się popłakałam, ale spokojnie to przez cebulę, którą też starłam. Placki usmażyłam, danie skończyłam. A wiecie dlaczego? Bo normalnie strasznie się napaliłam na te placki! To wszystko przez książkę "Nowy Jork na talerzu". Ta książka zakochała mnie w sobie, że jadę przepisy jeden za drugim, a rzadko się to zdarza.  Placki smaczne bardzo, ale żeby nie było zbyt pięknie Młody stwierdził, że są dobre, ale to nie jego klimaty. Może gdybym na tarce "starła" mięso pewnie zmieniłby zdanie :)
Ps. Połączenie placka ziemniaczanego z sadzonym jajem, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, a to zaskakujące połączenie zobaczyłam w książce "Nowy Jork na talerzu"- Smitten Kitchen .


Składniki na 4 większe placki:
  • 450 g ziemniaków
  • 1 cebula (ok.120 g)
  • 1/3 szklanki (30 g ) mąki pszennej
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3/4 łyżeczki soli
  • 1/4 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
  • 1 duże jajko (lekko rozkłócone)
  • olej roślinny lub oliwa z oliwek do smażenia
  • dodatkowo Jajka sadzone

Wykonanie:
Rozgrzałam piekarnik do 120 stopni. Ziemniaki i cebulę starłam na tarce o grubych oczkach, odcisnęłam dokładnie, można odcisnąć przez gazę. W dużej misce wymieszałam pozostałe składniki, oczywiście poza jajkami sadzonymi :) Do miski dołożyłam starte i odciśnięte ziemniaki, wszystko razem wymieszałam. Masę ziemniaczaną podzieliłam sobie na 4 równe części i smażyłam na rozgrzanym tłuszczu. Po usmażeniu każdy placek układałam na blaszce i trzymałam w rozgrzanym piekarniku do momentu, w którym nie miałam usmażonych jaj sadzonych. Jajka sadzone wiadomo jak smażyć, na ten temat nie będę się rozpisywać, oczywiste, że żółtko powinno pozostać płynne. Kiedy usmażyłam placki i jajka najnormalniej w świecie poskładałam danie tak jak to widać na obrazku. Można posypać szczypiorkiem.
SMACZNEGO :)

27 listopada

Dutch Baby, czyli Pieczony Naleśnik Piernikowy

Dutch Baby, czyli Pieczony Naleśnik Piernikowy

Kilka dni temu dotarła do mnie książka "Nowy Jork na talerzu" - Smitten Kitchen i od tamtej chwili nie potrafię odłożyć jej na półkę, bo przepisy są genialne, więc codziennie coś z niej gotuję. Dziś padło na pieczone naleśniki piernikowe, po których nie spodziewałam się cudów, a jeszcze wygląd takiego naleśnika pozostawia wiele do życzenia. Jak ja bardzo się myliłam, bo ten pofalowany brzydki naleśnik zakochał mnie w sobie smakiem. Młody nawet powiedział "kurcze, ale to pyszne!". Myślę, że przepis pozostanie na stałe i ze mną i z Wami, bo sami zauważycie, że trudność wykonania i czas w jakim się go przygotowuje jest banalny. Smak piernikowy idealnie wyważony, nie dominuje, a wręcz delikatnie podkreśla. No to odpalamy piekarniki, bo składniki każdy z Was znajdzie w swojej szafce i lodówce. 
Ps. W trzeciej wersji melasę zastąpiłam miodem, też wyszedł. Chciałam sprawdzić, bo czułam, że padną pytania "a co jeśli nie mam melasy" :)



Składniki na 1 szt. śr. ok.22 cm:

  • 2 jajka, duże L
  • 1 łyżeczka melasy 
  • 1/3 szklanki (40 g) mąki pszennej
  • 1/4 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1/8 łyżeczki mielonego imbiru
  • szczypta zmielonych goździków
  • 1/8 łyżeczki mielonej lub świeżo startej gałki muszkatołowej
  • 1/8 łyżeczki soli
  • 1/3 szklanki (80 ml) mleka
  • 2 łyżki (30 g) masła
Dodatkowo:
  • cukier puder
  • syrop klonowy
  • albo słodka śmietanka, owoce itd.

Sposób przygotowania:
W pierwszej kolejności nagrzałam piekarnik do 200 stopni. Do blendera wbiłam jajka i miksowałam do momentu, w którym jajka nabrały jasnego koloru. Potem dodałam pozostałe składniki oprócz masła i zmiksowałam do momentu nabrania gładkiej kremowej konsystencji. Masło rozpuściłam i wylałam do ceramicznej formy do tarty o średnicy ok. 22 cm. Rozprowadziłam masło w formie tak, aby zarówno dno jak i jej boki były pokryte masłem. Potem wystarczyło wlać do niej masę naleśnikową, wstawić do nagrzanego piekarnika.Piekłam w temperaturze 200 stopni przez 15-20 minut. Potem wyciągnęłam, wyłożyłam naleśnik na talerz, oprószyłam cukrem pudrem i polałam syropem klonowym.
SMACZNEGO życzy

24 listopada

Potrawka piwna z łopatki wieprzowej z kaszą pęczak

Potrawka piwna z łopatki wieprzowej z kaszą pęczak

Wołowinę w piwie bardzo dobrze wspominam, dlatego czułam, że i łopatka wieprzowa może smakować całkiem nieźle. Taki obiad ma kilka plusów, prosty, mało skomplikowany i ekonomiczny. Blondynka nie lubi się przepracowywać, więc ten obiad przypadł do jej gustu. A poważnie, to jedna z kilku propozycji jaką znalazłam w książce Kuchnia Polska, ta którą można zdobyć w sklepach Lidl, wystarczy zebrać 6 naklejek i potem wymienić je na książkę, za którą zapłacimy 1 grosz, akcja trwa do 30 listopada. Czy warto? Raczej tak, bo widzę tam zbiór ciekawych przepisów, które każdy może wykonać w domu. Tylko kilka jak dla mnie odpada ze względu na dostępność składników. Wracając do łopatki, to zanim wklepałam przepis na blog już kilku moich znajomych zrobiło ją w swoich domach i w każdym przypadku dostałam zwrotkę o treści "Dziękuję, to było pyszne!". Tak więc idź proszę do sklepu po mięso, przy okazji zgarnij z półki pudełko pieczarek i przygotuj obiad, który praktycznie sam się robi :)


Składniki:
  • 800 g łopatki wieprzowej
  • sól
  • grubo zmielony pieprz
  • 1 łyżka imbiru mielonego
  • 50 g słoniny do smażenia pokrojonej w kostkę
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 2 ząbki czosnku, pokrojone w plasterki
  • 2 cebule, pokrojone w kostkę (1 x 1 cm)
  • 2 kiszone ogórki, pokrojone w kostkę (1 x 1 cm)
  • 300 g pieczarek, pokrojonych na ćwiartki
  • 3 łyżki masła
  • 500 ml ciemnego piwa 
  • woda
  • 3 goździki
  • 3 liście laurowe
  • 3 ziarenka ziela angielskiego
  • 2 łyżki miodu akacjowego
  • 1 szklanka kaszy pęczak

Sposób przygotowania:
Łopatkę umyłam, osuszyłam ręcznikiem papierowym, pokroiłam w grubą kostkę, którą oprószyłam solą, pieprzem i imbirem, lekko wklepałam przyprawy w mięso i odstawiłam na co najmniej 20 minut. W tym czasie zabrałam się za przygotowanie i pokrojenie pozostałych składników. Wszystko pokroiłam a duże ćwiartki i grubą kostkę. Dla mnie było to trudne, bo ja jestem bardziej z tych co wszystko drobno siekają 😏 Kiedy wszystko już miałam gotowe pokrojoną z drobną kosteczkę słoninę wytopiłam ile się dało, zostały drobne skwarki, które zostawiłam na patelni.


Mięso obtoczyłam w mące i obsmażyłam z każdej strony na tłuszczu wytopionym ze słoniny. 


Obsmażone kawałki mięsa wrzuciłam do dużego garnka, do którego wcześniej wlałam około 50 ml wody, aby mięso się w nim nie przypaliło do czasu wlania piwa.


Patelni nie myłam tylko na pozostałości tłuszczu usmażyłam cebulę, czosnek i ogórki kiszone. 


Ta zawartość patelni również wylądowała w garnku, w którym już siedziało mięso.


Patelnia dalej nie umyta 😉Wrzuciłam do niej masło, rozpuściłam.


Na rozgrzane masło wrzuciłam pieczarki, usmażyłam i potem oczywiście i one wylądowały w garnku.


Do patelni delikatnie wlałam piwo, wrzuciłam listki laurowe, ziele angielskie i goździki, doprowadziłam do wrzenia i całą zawartość wlałam do garnka z mięsem i warzywami.


Garnek przykryłam i wszystko dusiłam na małym płomieniu około 2 godzin. Chodzi tu głównie o mięso - ma być miękkie! Na końcu doprawiłam miodem, pieprzem i solą.


Tak jak to widać na obrazku potrawkę  podałam z kaszą pęczak i ogórkami kiszonymi. Wyszło smacznie i jak dla naszej dwójki dość dużo, ale z drugiej strony przez 3 dni nie musiałam gotować obiadu 😊

KASZA PĘCZAK
Jak gotować? No właśnie. Więc 1 szklankę  kaszy gotuję w 3 szklankach wody. Kaszę płuczę na sicie do momentu aż woda po płukaniu będzie czysta. W garnku wstawiam wodę, którą solę. Do gotującej się wody wsypuję wypłukaną kaszę i gotuję pod przykryciem ok. 20 minut.
SMACZNEGO :)

19 listopada

Hygge jest w Nas

Hygge jest w Nas

Zatrzymaj się, nie biegnij!
Przy dużej prędkości umykają nam szczegóły, tak istotne... 

Dom dla mnie to miejsce magiczne i bezpieczne. Miejsce, do którego zawsze wracam z radością. Miejsce, w którym mam wszystko czego potrzebuję do szczęścia. Nie! Nie telewizor. Nie najmodniejsze fotele. Nie króluje w nim najmodniejszy skandynawski wystrój. Skandynawski klimat nosimy w sobie. Mam w nim to co dla mnie najważniejsze. Osobę którą kocham najmocniej na świecie, wspomnienia. Chwile, których nikt nie kupi za żadne pieniądze. Klimat, który razem tworzymy. Klimat, którego nikt nie jest w stanie skopiować ani ukraść. Czasami wystarczy sama obecność, czasami wystarczy, że popatrzymy na siebie i bez słów wiemy co będzie dalej. Często płaczemy, ale ze śmiechu, wspominamy, planujemy, pomagamy sobie. Nie boimy się mówić co nas złości, nawet kiedy czasami jedno denerwuje drugie. Nie boimy się prosić o pomoc, bo zawsze sobie pomagamy i zawsze możemy liczyć na siebie. Szczerość i ogromne pokłady empatii czynią nas rodziną szczęśliwą, która nie potrzebuje górnolotnych planów, ekskluzywnych elementów, które tylko pozornie dają złudzenie połączenia więzi. Cieszy nas tu i teraz, a herbata przygotowana od serca lub wspólnie upieczone ciasteczka to taka kropka nad "i". To właśnie my siedzimy w najlepszej przez nas stworzonej loży VIP, do której tylko wybrani mogą dołączyć. Tam każdy czuje się wyjątkowy.


Świat się zmienił.
Nie tylko świat, bo i ludzie zaczynają zapominać przekazywać to co w życiu ważne. Nie liczą się już tak mocno wartości, liczy się kto więcej, kto szybciej, kto lepiej, a gdzie w tym wszystkim jest bliskość, miłość, rodzina? Niby w jednym domu, niby razem a jednak każde osobno. Bo czas. Bo stres. Bo kariera. Bo problemy. Bo sąsiad ma lepiej. Bo trzeba być trendy. By nie wypaść z gry. A gdzie jesteś Ty?


To tylko skrót. 
Temat, przy którym mogłabym się rozpisać na kilka milionów słów. Już dawno zauważyłam, w księgarniach pojawiają się kolorowanki, rysowanki "odstresowanki". Pojawiają się też takie książki jak wypuszczone przez wydawnictwo Insignis Hygge - Duńska sztuka szczęścia - Marie Tourell Soderberg. I tu skoro to wszystko pojawia się w tak dużych nakładach i z taką częstotliwością znaczy, że pojawiło się na to ogromne zapotrzebowanie, a tu z kolei wychodzi, że wśród nas jest wielu ludzi chronicznie zestresowanych, zmęczonych, którzy mimo wszystko biegną, w stylu wyścigu szczurów. Już nikt nie pamięta za czym gonią, o co rozgrywa się wyścig, ale biegną, bo przecież biegną wszyscy. A życie? Masz tylko jedno!

Wspomniana książka na podstawie kilku przykładów przypomina, jak fajnie jest zwolnić. Spotkać się z bliskimi, z przyjaciółmi. Spędzić czas tak po prostu, przy ciepłych domowych bułeczkach lub po prostu przy samej herbacie. Pić razem wino lub czytać na głos. Być razem, a nie obok siebie.

Zatrzymaj się! Nie biegnij! Rozejrzyj się i bądź szczęśliwy!

Wasza Blondynka :)

 No to co, że nie wychodzą nam ładne serduszka z palców, grunt, że wiele innych rzeczy świetnie nam wychodzi ;)

14 listopada

Tort a`la Kinder Pingui

Tort a`la Kinder Pingui

To tegoroczny tort urodzinowy mojego syna. Co roku czeka mnie nie łatwe wyzwanie, które właściwie sama sobie stawiam. Kiedy pytam Młodego jaki by chciał tort zawsze odpowiada, że jaki zrobię z takiego się ucieszy. Tak więc ja co roku staram się złożyć taki aby miał w sobie tylko te smaki które lubi oraz aby co roku był inny. Oczywiście obracam się w klimatach czekoladowych, bo takie lubi najbardziej. W tym roku postawiłam na swoją wersję czegoś w stylu ciasta a`la kinder pingui. To było to! Smakiem zachwycił nie tylko samego jubilata, ale również wszystkich gości. Od urodzin minął już miesiąc, a ja w tym czasie zdążyłam uszczęśliwić takim tortem kilka innych dzieci, oczywiście nie moich :) 


Biszkopt czekoladowy:
  • 6 jajek (osobno białka i żółtka)
  • 150 g cukru drobnego do wypieków
  • 115 g mąki pszennej tortowej
  • 25 g kakao gorzkiego
  • 40 g masła roztopionego i wystudzonego
Białka ze szczyptą soli ubiłam na sztywną pianę i dopiero jak piana była sztywna wsypałam połowę cukru i ubijałam do momentu, w którym nie wyczuwałam pomiędzy palcami drobinek cukru. W drugiej misce zmiksowałam żółtka z drugą polową cukru na jasną puszystą masę. Do ubitych białek wlałam zmiksowane żółtka i wymieszałam szpatułką. Wsypałam przesianą mąkę, delikatnie wmieszałam ją w masę jajeczną, na końcu wlałam roztopione przestudzone mało i powtórzyłam czynność mieszania. Masę wyłożyłam do tortownicy o średnicy 23 cm i wstawiłam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Piekłam około 30 minut. Upieczony biszkopt wyciągnęłam na blat kuchenny i nie wyciągając go z tortownicy zostawiłam do całkowitego wystudzenia.



Dodatkowo:
  • Ganache czekoladowe <----- to jest ink do przepisu i filmiku pokazującego jak zrobić ganache.
  • 1 batonik kinder country
  • 1 kinder bueno white
  • kilka ciastek Oreo
  • biszkopty przełożone masą (kupiłam takie w sklepie Biedronka)
  • kilka ciastek w polewie czekoladowej ( u mnie to była Milka)
  • garść M&M, tu chodzi o te z orzechem w środku
Połowę ganache przelałam do worka cukierniczego i włożyłam do zamrażarki, połowę zostawiłam w rondelku na blacie kuchennym. Kiedy ganache w zamrażarce zgęstniało do konsystencji masy, którą można wyciskać przez tylkę zabrałam się za ubijanie kremówki.


Krem śmietanowy:
  • 500 ml śmietanki kremówki 30-36 %
  • 250 g serka mascarpone
  • 3-4 łyżki cukru pudru
  • 1 łyżeczka pasty waniliowej
  • opcjonalnie 2 łyżeczki żelatyny rozpuszczonej w minimalnej ilości wody
W pierwszej kolejności przygotuj ganache, dopiero potem krem.
Żelatynę namoczyłam w 2 łyżkach zimnej wody, odstawiłam na kilka minut, po czym wstawiłam na kilka sekund do mikrofalówki i rozpuściłam (podgrzewam żelatynę podczas miksowania kremówki). Mocno schłodzoną kremówkę wlałam do miski i zaczęłam miksować na najwyższych obrotach, a w międzyczasie dosypywałam cukier puder, pastę waniliową i po łyżce dokładałam serek mascarpone. Pamiętaj! Miksuj tylko do momentu zgęstnienia, mieszadła miksera powinny zostawiać wyraźne ślady na masie, nie miksuj dłużej, bo przebijesz kremówkę i tu już nie uratujesz masy ;) Kiedy masa już była w miarę sztywna wlałam żelatynę i zmiksowałam dosłownie 3 sekundy.


Sposób przygotowania.
Na tym etapie wszystko miałam już przygotowane. Wystudzony biszkopt przekroiłam na dwa równe blaty. Biszkopt z tego przepisu jest wilgotny więc nie było potrzeby nasączania go niczym. Na jeden blat wyłożyłam połowę kremu śmietanowego i wyrównałam. Na krem płaską tylką Wilton 2B wycisnęłam cienką warstwę ganache, na które delikatnie wyłożyłam pozostały krem śmietanowy, ja zostawiam sobie niedużo kremu na dekoracje końcową. Na krem położyłam drugi blat, lekko docisnęłam. 


Następnym krokiem jest wylanie ganache z rondelka na tort. Wylewając od razu staram się obsmarować nim boki tortu. Po tych czynnościach wkładam ciasto do lodówki na godzinę. Po tym czasie wyciągnęłam ciasto z lodówki, udekorowałam boki kremem i na wierzchu poukładałam słodycze. Jeśli chcesz poprzyklejać ciastka tak jak ja na widocznym rotcie zrób to jak jeszcze ganache nie będzie zastygnięte. Mnie osobiście bardziej podoba się wersja bez ciastek na bokach, ale to kwestia gustu :) Młody wolał z ciastkami :) Do tego toru świetnie pasują cienkie i długie świeczki, ale wybierzcie sobie takie świeczki jakie Wam pasują ;)
SMACZNEGO życzy BLONDYNKA :)

Drukuj

Copyright © 2016 Blondynka Gotuje , Blogger