Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty

września 24, 2017

BowlLove - David Bez

BowlLove - David Bez

Jakiś czas temu, w sumie kawał czasu temu opisywałam Wam książkę "ŚniadanLove", która wywarła na mnie mega pozytywne wrażenie. Teraz w moich rękach trzymam "Bowllove" tego samego autora, czyli Davida Beza. Oficjalna premiera była 13 września, więc jest już dostępna w księgarniach.


Ale czy warto?
Bowllove jak dla mnie świetnie się wpisuje w moje realia, bo od jakiegoś czasu mocno pracuję nad posiłkami na wynos, które mogę zabrać ze sobą do pracy. Staram się aby te posiłki były wartościowe i mało absorbujące podczas przygotowania. Do tego jak zawsze lubię prostotę i dostępność produktów, bo nie chce mi się do danego przepisu przygotowywać się tygodniami kompletując poszczególne produkty. Chcę wejść do najbliższego sklepu, kupić to co mi potrzeba i pobiec do kuchni przygotować odżywczą miskę :) Ta książka tak bardzo mi odpowiada, bo spełnia wszystkie wymienione kryteria. W dodatku dzięki niej nakręca mnie w tworzenie swoich własnych kompozycji smakowych.

David Bez podzielił książkę na dwa rozdziały, pomijam ciekawą opowieść o jego kafejkach i fascynacji tego typu dań, to jest do poczytania i czyta się to świetnie. Mnie jednak najbardziej pochłonęła "Anatomia Bowl Food" na sucho i na mokro. Chodzi tu o objaśnienie obu rozdziałów, wytłumaczenie z czego powinny się składać miseczki suche i mokre. Do których dodać wywar, a do których dodać dressing. Dorzucił również przepisy na wszystkie wywary i dressingi jakie będą potrzebne w przepisach i tu znalazłam wiele pomysłowych kompozycji smakowych.


Jak już przeszłam części opisowe ze strony na stronę było tylko och i ach.  Normalnie miałam ochotę iść do kuchni i gotować po kolei już teraz natychmiast kilka propozycji na raz, ale kto to zje? Dlatego pomalutku tworzę sobie swoje miseczki natchnione przepisami Davida Beza. W pracy już nie objadam się bułkami, bo jakiś czas temu wzięłam rozwód z pszenicą, bo przeszkadzała mi w moich założeniach związanymi z treningami siłowymi na siłowni, którymi jestem zachwycona. Wbrew pozorom nie szykuję jedzenia do pracy godzinami, wszystko można świetnie zorganizować.


Z mojego punktu widzenia fajnie jest jeśli taka książka leży na stoliku, bo trudno ją odłożyć na półkę, skoro non stop się do niej zagląda. Jest to obszerna baza świetnych przepisów. W dodatku nakręca w taki sposób, że bardzo naturalnie przechodzi się w etap tworzenia własnego autorskiego Bowl Food. Wisienkę na torcie zawdzięczamy wydawnictwu Buchmann, które przykłada ogromną uwagę do jakości szaty graficznej, a to piszę na podstawie kilkuletnich obserwacji. Jak tylko idzie do mnie jakiś tytuł od Buchmann wiem, że trafi do mnie egzemplarz, którego szkoda położyć na blacie w kuchni i gotować, bo jakość wykonania za każdym razem robi na mnie ogromne wrażenie. Serio!

Tytuł: Bowl Love
Autor: David Bez
Wydawnictwo: Buchmann
Premiera: 13.09.2017
Cena: 39,99 zł

sierpnia 27, 2017

Angielka - Katherine Webb

Angielka - Katherine Webb

Tak naprawdę przed tą Angielką broniłam się rękami i nogami. W tamtym czasie bardziej ciągnęło mnie w stronę Metro Glukhovsky`ego i biografii Jana Karskiego. Jednak moja przesympatyczna Pani Iwonka mimo wszystko dorzuciła Angielkę i jak się okazało bardzo dobrze zrobiła! Przeczytałam od deski do deski. Dopiero teraz jestem wdzięczna Iwonce, że nie posłuchała upartej Blondynki, bo warto sięgnąć po tą pozycję. Naprawdę.

Tytuł: Angielka
Autor: Katherine Webb
Wydawnictwo: Insignis
Data premiery: 19.07.2017

Nie lubię czytać romansów, a właśnie z takim gatunkiem skojarzył mi się ten tytuł. Mamy tu przykład, że nie należy oceniać książki po okładce. "Angielka" - Katherine Webb to tak naprawdę mega ciekawa historia, która łączy przygodę, chwile grozy, zagadki i niezwykle ciekawą opowieść, która na końcu zaskakuje dynamicznie rozwijającą się akcją. Tak naprawdę czytałam dwie opowieści przeplatające się przez całą książkę, dzięki czemu całość nabiera głębi i dodatkowych barw.

Na czas czytania przeniosłam się do ciepłego Omanu, na gorące piaski pustyni. Na tajemniczą górę. Poznałam dwie kobiety doświadczoną podróżniczkę w sędziwym wieku Maude Vickery i młodą kobietę tak naprawdę szukającą własnej drogi Joan Seabrook. Co ich łączy? Co połączyło? Dlaczego Joan bywała w więzieniu? Jakie tajemnice skrywa narzeczony Joan i jej brat? Czy udało się młodej podróżniczce zdobyć tajemniczą górę? Dlaczego Maude tak bardzo znienawidziła Nathaniela? Pytań nasuwa się mnóstwo, odpowiedzi jak petardy w sylwestra po kolei wybuchają pod koniec książki. Mimo, że części odpowiedzi zaczynałam się domyślać podczas lektury, to i tak zaskoczenie było wielkie kiedy zamykałam książkę.

Bardzo chciałabym Wam opowiedzieć co się tam wydarzyło, ale nie mogę, bo wśród nas są osoby, które właśnie czytają Angielkę, albo zamierzają po nią sięgnąć. Tak więc gryzę się mocno w język, żeby nie zdradzić Wam nic więcej :) Iwonce dziękuję, że czasami udaje się jej namówić mnie na tytuły, po które normalnie bym nie sięgnęła. Dzięki tamu przez moje oczy, czy tam ręce przeleciało wiele świetnych historii oraz wartościowych treści.
WASZA

maja 08, 2017

"Cela" - Jonas Winner

"Cela" - Jonas Winner

"Cela" - Jonas Winner.
Wydawnictwo: Initium
Premiera: Kwiecień 2017 r.

Od dwóch albo może trzech lat jestem na bieżąco w książkach. Na tyle na bieżąco, że wiem długo przed premierą co ukaże się na rynku. Czasami po mailach od zaprzyjaźnionych wydawnictw i zapoznaniu się z informacjami włącza się mój książkowy zmysł i czasami normalnie nie potrafię cierpliwie czekać na premierę i chcę dany tytuł przeczytać już, teraz, natychmiast. Wtedy sięgam po egzemplarz recenzencki i karmię moją duszę leżąc na sofie przykryta kocykiem. Jak Młody widzi mnie w takiej pozycji, co jakiś czas wpada i przynosi kolejne kubki ulubionej herbaty, bo ja nie potrafię oderwać się od książki.

Właśnie takiego nosa miałam w przypadku Celi. Dotarła do mnie przed świętami, w czasie kiedy miałam najwięcej pracy w kuchni, głowa pełna terminów i zleceń. Mimo tego nie potrafiłam się powstrzymać, żeby nie zajrzeć chociaż na pierwszą stronę. Potem to już tak poleciały strony, że pochłonęłam książkę w dwa dni, czytając gdzie się da.

Okładka i tytuł lekko mnie zmyliły. Dlatego właśnie mówi się, że nie ocenia się książek po okładce :) Cela i tam maszynka do mięsa zwróciła moje myśli na w inną stronę niż fabuła książki, ale oba elementy pojawiają się w treści.

Bardzo ciekawy pomysł konstrukcji przebiegu zdarzeń i formy. Akcja opowiedziana i widziana oczami jedenastoletniego chłopca. Ciekawe, prawda? Przez to przez cały czas byłam trzymana w napięciu. W połowie wszystko się tak ułożyło, że można by na tym skończyć, ale stron do przeczytania zostało drugie tyle, więc popłynęłam dalej.Niby czegoś się domyślałam, niby coś mi się tam układało w głowie, kto kogo zabił, czy faktycznie zabił i gdzie jest dziewczynka, a tu na dwóch ostatnich stronach wszystkie moje wyobrażenia, wszystkie myśli poooszzzłyyyy..... Szok! Dawno nie trafiłam na tak zaskakujące zakończenie. Niesamowite. Skończyłam czytać w ogromnym szoku, przez co po zamknięciu książki jeszcze przez długi czas myślałam i analizowałam treść. To było świetne!
WASZA

kwietnia 04, 2017

"Juiceman" - Andrew Cooper

"Juiceman" - Andrew Cooper

To książka niespodzianka, w sumie podwójna. Bo się jej kompletnie niespodziewałam, tu dziękuję Wydawnictwu Buchmann :) Drugie "bo" po otwarciu koperty zobaczyłam taaaką okładkę, Pan wygląda bardzo zachęcająco :) Ale nie oceniaj książki po okładce, więc od razu zabrałam się za czytanie. Oglądanie też, ale tu warte uwagi są głównie treści, zdjęcia też zachęcające, nawet bardzo!


Wróćmy jednak do treści. Autorem jest Andrew Cooper, to mi nic nie mówiło. Były aktor i model, tu już mój entuzjazm lekko opadł. Co ciekawego może napisać aktor? Ale zwracam honor. Czuć, że pisał o stylu życia jaki prowadzi na co dzień. Że dział zdrowych płynnych posiłków i napojów to jest jego pasja. Ludzie z pasją tak mają, że jak zaczynają opowiadać o tym co kochają zarażają tym nawet najbardziej opornego laika. Facet dobrze się przygotował, przelał na papier mnóstwo bardzo przydatnej wiedzy. Jego pomysły przemówiły do mnie w takim stopniu, że zamówiłam już olej konopny, który będzie mi potrzebny w kilku przepisach.



Wbrew pozorom nie jest to książka z przepisami wyłącznie na soki. Podzielona jest na kilka rozdziałów:
  • Soki
  • Koktajle
  • Szoty i toniki
  • Herbaty i ciepłe napoje
  • Mleko roślinne
  • Jedzenie
  • Drinki
  • Nic się nie zmarnuje
  • Pytania i odpowiedzi
  • Dr. Sok
  • Dystrybutorzy i dostawcy
  • Indeks

Dużo tego, prawda? Większości rozdziałów nie będę omawiać, bo są oczywiste. Jest jeden, w sumie dwa, które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. "nic się nie zmarnuje", kto pija świeżo wyciskane soki, dobrze wie ile tej pulpy po sokach idzie w kosz, a tu przepisy na jej wykorzystanie. Peelingi do ciała, krakersy i kilka innych. Nieźle! Jedzonko stałe i płynne, do domu i do pracy, rewelacja! Drineczki też ciekawe :) Tak naprawdę cała książka jest godna polecenia, bo jest inna niż większość sokowych książek na rynku. 


Kolejny plus autor dostaje za podejście do tematu. Jasno i klarownie tłumaczy co to jest shot i tonik, co daje naszemu organizmowi. jak zrobić mleko roślinne, jakie proporcje.Dlaczego w naszym codziennym menu tak ważne są posiłki płynne. Co nieco o przyprawach, składnikach. Czytelne oznaczenie przepisów pod katem ostrości napoju, zawartości alkoholu i czy dany napój jest przyjazny dla naszych dzieci. A dla osób chcących wgryźć się w temat bardziej jest kilka stron do poczytania o produktach polecanych na stres, alkalizowanie, oczyszczanie, trawienie, przeziębienie. Jest też przykładowy program na oczyszczanie, albo program dla trenujących :) Zapewniam, że każdy znajdzie coś dla siebie!



"Juiceman" - Andrew Cooper polubiłam, za to, że mnie nie ogranicza. Każdy przepis mogę spersonalizować pod siebie, mało tego, tworzyć mega pyszne koktajle własnego pomysłu, bo dzięki tej lekturze już wiem z czym nie wolno mi przesadzić i jakich proporcji się trzymać. Przekonałam się o tym tworząc naprawdę pyszny i mega sycący koktajl napakowany witaminami, składnikami odżywczymi i białkiem zawartym w nasionach konopi. Celowo wsypałam spirulinę, nad którą kiedyś mocno pracowałam do czego ją dodać, aby po zmieszaniu był niewyczuwalny posmak glonów, a tu gdybym sama nie widziała co wsypuję nigdy bym się nie domyśliła, że ten koktajl zawiera spirulinę, która jest wielką bombą odżywczą. Ja jeszcze nie odkładam Juiceman`a na półkę, bo jeszcze z nią nie skończyłam :)

Tytuł: Juiceman
Autor: Andrew Cooper
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal/ Buchamnn

WASZA

marca 30, 2017

Marlene - Hani Munzer

Marlene - Hani Munzer

Pamiętacie jak rok temu pisałam o książce "Miłość w czasach zagłady" - Hani Munzer? Tak, to ta książka, która poruszyła mnie do takiego stopnia, że po przeczytaniu ostatniej strony i zamknięciu książki jeszcze długo siedziałam w pokoju porządkując myśli. Wtedy pomyślałam sobie, że byłoby świetnie gdyby pisarka postanowiła kontynuować opowieść...


Tak też się stało! "Marlene" - Hani Munzer to kontynuacja "Miłości w czasach zagłady". Przez skórę czułam, że to będzie kolejny tytuł, który poruszy mnie tak jak poprzedni. I nie zamierzałam czekać do 29 marca na oficjalną premierę tej książki. Dlatego dzięki uprzejmości wydawnictwa Insignis w moje niecierpliwe  rączki wpadł egzemplarz recenzencki, który pomimo wielu zajęć jakie teraz mam na głowie, dosłownie pochłonęłam go w 3 wieczory. Ta książka nie powinna mieć 545 stron, tylko więcej. Chyba za szybko czytałam :)

Rzadko trafia się taka treść, która z rozdziału na rozdział zaskakuje. Kiedy na początku bohaterce przydarzają się takie sytuacje, wydawałoby się, że bez wyjścia i jak to dalej będzie, przecież to dopiero początek książki, a tu z rozdziału na rozdział napięcie rośnie i rośnie. To takie połączenie powieści historycznej z thrillerem.

W tym przypadku zostałam dopieszczona w każdym calu. Świetnie dawkowane napięcie, fabuła niezwykle interesująca i tak jak lubię tocząca się w okresie II Wojny Światowej, dająca do myślenia i w trakcie i po przeczytaniu.

Celowo nie piszę nic o treści, nie chcę zepsuć Wam przyjemności wkroczenia w świat jaki zaprezentowała nam Hani Munzer. Oba tytuły to książki obok których nie można przejść obojętnie! Naprawdę. Mimo, że minęło już kilka dni po zamknięciu ostatniej strony, nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak wielkim trzeba być człowiekiem,aby mimo wszystkich przejść, tak tragicznych zdarzeń móc nadal kochać, żyć i starać się być szczęśliwym. Po raz kolejny dotarło do mnie, że nie ma sensu przejmować się błahymi i często przez nas samych wymyślonymi problemami. Trzeba żyć, cieszyć się z tego i doceniać to co mamy. Ludzi życzliwych, którzy nas otaczają, rodzinę.Trzeba dawać od siebie dobro. Jesteśmy szczęściarzami, że mamy możliwość otaczania się ludźmi, w których towarzystwie się otaczamy. Że możemy nie przebywać obok tych, którzy chcą lub lubią ranić. To komfort o jakim nawet nie śmiała marzyć ani Marlene Kalten ani Debora Berchinger, bohaterki obu tytułów.

Kiedy przeczytacie oba te tytuły, zrozumiecie dlaczego w tej recenzji nie ma ani słowa o fabule. Nie mogłam inaczej.

Wydawnictwo: Insignis
Tytuł: Marlene
Autor: Hani Munzer
Premiera: 29.03.2017 r.


WASZA

lutego 13, 2017

Dwa Oblicza Jamie`go

Dwa Oblicza Jamie`go

Jeden autor i dwie książki. Dwie różne książki. Mam tu na myśli Jamiego Olivera i jego najnowsze tytuły: "Gotuj zdrowo dla całej rodziny" i "Świąteczne przepisy". Czym się różnią? Już opowiadam :)


Jamie Oliver "Świąteczne przepisy".
Niech Was nie zmyli tytuł. Nie jest to książka z daniami tylko na święta. Dla mnie jest to książka nadziana przepisami na niezwykle smaczne potrawy, które chętnie wykorzystuję na co dzień. Zakochałam się w niej od pierwszego "zajrzenia". Dlaczego? Wykonane dania wychodzą niezwykle smaczne. Lista składników nie skomplikowana, nie muszę biegać po sklepach i polować na wyszukane składniki. Do tego świetne pomysły na podanie zarówno zwykłych ziemniaków jak i dobrze znanego mięsa. Wszystkie potrawy są świetnie podzielone.
  • Pyszne przystawki
  • Gwóźdź programu
  • Dania wegetariańskie i wegańskie
  • Zjawiskowe ziemniaki
  • Wspaniałe warzywa
  • Smakowite sosy i wszelkie dodatki
  • Kreatywne resztki
  • Doskonałe świąteczne desery
  • Popołudniowa herbatka i łakocie
  • Śliczne i smaczne prezenty
  • Popisowe sałatki
  • Dipy, zagryzki i przekąski
  • Idealne drinki
  • Poradnik pieczenia mięsa




Jak widzicie mamy tu dużą różnorodność. W dziale przystawki znajdziemy coś prostego, mało wyszukanego w kwestii składników i coś ekstra na wystawne przyjęcie, co zapewni nam smakowy i wizualny efekt WOW! Na przykład koktajl z krewetek, albo po prostu mega pyszny i jedwabisty pasztet z przysmażonych wątróbek, który zresztą pokazywałam Wam jakiś czas temu. W temacie gwóźdź programu mam do wyboru każdy rodzaj pieczonego mięsa, począwszy od kurczaka, skończywszy na jagnięcinie. Długo bym mogła opowiadać, ale propozycji jest tak dużo i są tak różnorodne, że można się się przykleić do książki na bardzo długo. Świetne propozycje przygotowania warzyw, ziemniaków, czy słodki zawrót głowy działu deserów. Ja od trzech miesięcy nie potrafię odłożyć tej książki na półkę, bo wciąż do niej zaglądam i gotuję. Co tu dużo pisać, po prostu musisz mieć tą książkę w swoim domu!


Jamie Oliver - "Gotuj zdrowo dla całej rodziny".
Tą książkę traktuję trochę inaczej. Dla mnie jest do zbiór pomysłów. Podglądam nowe techniki i połączenia smaków. Rzadko odtwarzam przepisy, bo lista składników bywa dłuższa a i część składników poza zasięgiem mojej ręki. Poza szerokim wyborem zapiekanek, curry, śniadań i obiadów jest tam obszerny rozdział poświęcony:
  • Moja filozofia zdrowego jedzenia
  • Żyj zdrowo
  • Priorytet przeżuwanie
  • Zdrowy brzuch, zdrowy duch
  • Czemu błonnik jest obłędny
  • Mocne kości
  • Zdrowa woda
  • Cukier - prawdy i mity
  • Dzieciaki w kuchni
  • Niejadki
  • Kulinarna ekonomia
  • Składniki - podsumowanie


Tak więc widzicie jest co poczytać. Same wartościowe treści. W książce nie ma działu typowo słodkiego, ale kilka słodszych propozycji znalazłam. Nie są to ciasta, ale na przykład słodkie crumble, owsianki lub śniadaniowe placuszki. Tak więc można się wiele dowiedzieć, rozszerzyć swoje kulinarne koncepcje. Można zakochać się w zdrowym gotowaniu albo zdrowo gotować co jakiś czas.


Obie książki polecam. W pierwej pozycji się zakochałam, druga jest dla mnie równie cenna, ale czerpię z niej wiedzę na swój sposób. Choć kilka śniadań jakie zjadłam oczarowały moje kubki smakowe.
WASZA

Drukuj

Copyright © 2016 Blondynka Gotuje , Blogger