Każdy czerwony wyraz w tym poście jest linkiem, który przekieruje Cię na odpowiadającą znaczeniu stronę, przepis lub sklep gdzie można nabyć produkt.
Składniki:
- 4 puszki tuńczyka w puszce (można dodać 2 puszki tuńczyka w oleju i 2 puszki tuńczyka w sosie własnym, ja użyłam 3 puszki w oleju i 1 puszkę w sosie własnym)
- 1 bułka wrocławska (okrągła)
- ok. 3/4 l mleka
- 5 jajek (osobno żółtka i białka)
- sok z 1 cytryny
- gałka muszkatołowa
- sól
- pieprz
- 50 g pistacji prażonych bez soli Skworcu
Wykonanie:
Bułkę podzieliłam na 4 większe kawałki, zalałam mlekiem i odstawiłam na kilka godzin. Tuńczyka odsączyłam na sicie. W tym momencie włączyłam piekarnik by nagrzać go na temperaturę 200 stopni.
Białka ubiłam na sztywną pianę ze szczyptą soli.
No i teraz tak. Tuńczyka zmieliłam w maszynce do mięsa. Bułkę lekko odcisnęłam z mleka i ją również zmieliłam w maszynce do mięsa. Do składników dodałam gałkę muszkatołową, doprawiłam solą i pieprzem, wlałam żółtka i sok z cytryny i wszystko razem dokładnie wymieszałam łyżką. Na koniec partiami dodawałam pianę z białek i wszystko delikatnie wymieszałam, na końcu wsypałam pistacje i wymieszałam po raz ostatni. Masę pasztetu wylałam do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiłam do piekarnika.
I tu właśnie nie było żadnych danych jak piec, więc 30 minut piekłam w temperaturze 200 stopni, a potem zmniejszyłam temperaturę na ok. 180 stopni i piekłam jeszcze około 15 minut, nie więcej. Po upieczeniu pozwoliłam mu lekko wystygnąć, potem wyłożyłam go na folę spożywczą i tak sobie stał na folii do całkowitego wystudzenia. Kiedy pasztet już był zimny owinęłam go szczelnie folią i razem z tacką wstawiłam na noc do lodówki. Rano odważyłam się kroić i jeść, efekt widać na zdjęciach, a ja? Ja jestem zachwycona i już dziś wiem, że ten pasztet wpisuję do naszego stałego menu.
SMACZNEGO życzy BLONDYNKA :)