Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tym się Bawię. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tym się Bawię. Pokaż wszystkie posty

lipca 31, 2019

Cyfrowy Termometr Kuchenny Gefu

Cyfrowy Termometr Kuchenny Gefu

A dzień Dobry Bardzo Serdecznie! O kurcze, jak mnie tu dawno nie było! Od jakiegoś czasu życie blogowe przeniosło się bardziej na platformy społecznościowe (FB i Instagram). Tak czy siak u Blondynki wszystko dobrze, tylko zaczęłam żyć troszkę szybciej i czasami doby brakuje na pisanie. Spokojnie spokojnie nie przestałam tworzyć, mam mnóstwo zdjęć, do których sukcesywnie będę dopisywać przepisy i publikować.


Jeśli chodzi o akcesoria kuchenne nic się nie zmieniło. Nadal jestem na bieżąco i poprzeczka w tej kwestii wciąż ustawiona jest bardzo wysoko. Jakość, funkcjonalność, niezawodność i trwałość, albo to wszystko produkt ma, albo ja nie chcę produktu.

Jakiś miesiąc temu nabyłam kilka konkretów kuchennych, którymi bawiłam się jak małe dziecko i z czystym sumieniem mogę pokazać.

Termometr kuchenny. Właśnie. Oczywiście termometrów w kuchni to ja miałam kilkanaście (do mięsa, do parzenia herbaty, cukiernicze takie za kilkanaście złotych itd.), ale co z tego jak i tak pączki musiałam smażyć na wyczucie,bo albo był za krótki, albo zakres temperatur miał za niski, albo temperaturę mierzył za długo, albo po prostu przekłamywał. Tak samo było z solonym karmelem, przygotowywałam go na czas. Syrop cukrowy do bezy włoskiej całkiem sobie odpuściłam, bo normalnie nie chciało mi się robić żadnej próby nitki. O ile pewne rzeczy można zrobić bez precyzyjnego określenia temperatury, to pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Ja w temacie
cukiernictwa rozwijam się dalej i dlatego termometr jest dla mnie niezbędny.

Bardzo świadomie postawiłam na niemiecką firmę Gefu, bo niemieckie  i francuskie akcesoria kuchenne dają mi kuchenne poczucie bezpieczeństwa. Serio, zwykle są to niezwykle precyzyjnie i solidnie wykonane rzeczy. Funkcjonalne i niezawodne. Niektóre służą mi od wielu lat.


Nie będę się rozpisywała na temat opakowania, bo to zwykle mnie najmniej interesuje (świetnie zabezpieczone, stylowe pudełko - żadna nowość). Istotny jest dla mnie sam produkt. Tu jak widać prostota i minimalizm. Nie do końca moje ulubione połączenie stali z czernią, nic nie poradzę, że lubię jak moje akcesoria mają cukierkowe kolory, ale kolor w tym temacie jest nieistotny. Termometr jest niezwykle czuły, bo łapiąc szpic opuszkami palców od razu zaczyna mierzyć temperaturę mojego uścisku :) W docelowych pomiarach potraw wskazuje ostateczną temperaturę w przeciągu 4 sekund! I co jest fajne, ma tylko jeden przycisk. Włączasz - mierzysz, wyłączasz - odkładasz.


Prosty, dokładny i zakres temperatury od -45 do 200 stopni Celsjusza - ja czuję się w stu procentach usatysfakcjonowana. Jeśli jeszcze do tego dodam fachową i niezwykle sympatyczną obsługę mnie jako klienta w sklepie, w którym nabyłam wspomniane akcesoria to ja z przyjemnością tam wrócę, tym bardziej, że zawiesiłam tam oko na kilka innych rzeczy, nie tylko do kuchni. Ale ze mnie gapa, ja sobie tu spokojnie piszę, a do ostatniej linijki nie zdradziłam gdzie robiłam zakupy, jakby to była nie wiem jaka tajemnica. Kochani, tym razem EMAKO, naprawdę jest na czym oko zawiesić!


Ps. Nie uciekajcie za daleko, bo lada dzień podrzucę Wam przepis na uzależniający wielozadaniowy solony karmel, buziaki :)

października 16, 2017

Granitowy Garnek Bologna Ballarini

Granitowy Garnek Bologna Ballarini

Od trzech lat dzielę się tu z Wami opiniami na temat produktów Ballarini. Teraz się uśmiecham, bo wiecie co jest w tym zabawnego? Już wyjaśniam. Na początku skupiałam się na pokazaniu dań jakie przygotowywałam w tych patelniach i garnkach. Z biegiem czasu zaczęłam je analizować i sprawdzać bardziej perfidnie? Nie, może dogłębnie i szczegółowo. Zaczęłam zwracać uwagę na rzeczy, na które nie zwróciłoby większość z Was. Na  przykład różnicę pomiędzy wokiem Granitium a Salento White Stone, którą zauważyłam oczywiście pomijając aspekty wizualne,był czas przygotowywania potraw. Na przykład konfitury smażone jednocześnie w obu wokach w Granitium były gotowe kilkanaście sekund szybciej niż w Salento White Stone. Wiem, wiem to dziwne, ale przecież nie obiecywałam, że u Blondynki będzie normalnie :) Kolejną ciekawostką, którą mogę się z Wami podzielić jest temat nazw linii naczyń Ballarini. Kiedyś jak tak sobie siedziałam zaczęłam "rozmawiać z wujkiem google", bo skoro Ballarini to Włoska firma, to nazwy linii naczyń mogą, a nawet powinny być związane z Włochami. I co się okazało? Każda nazwa to nazwa regionu Włoch. Mało tego, zrobili to bardzo sprytnie, bo na przykład jedna z droższych linii nosi nazwę dość ekskluzywnego regionu jakim jest Portofino. Fajnie się to składa, prawda?

Takich ciekawostek mogłabym napisać wiele, to jednak może kiedyś przy okazji. Zarówno mnie jak i Was przede wszystkim interesuje trwałość i funkcjonalność produktów. Tu też mogłabym rozpisać się więcej i opisać swoje spostrzeżenia na temat każdej linii na podstawie codziennego ich użytkowania od 3 do kilku miesięcy, ale to też zostawię na inną okazję. Teraz tak w skrócie powiem Wam, że Ballarini`ego ciężko zajechać w kuchni. Nad Granitium pracuję coś ponad 3 lata i nadal nie nadają się do wyrzucenia. Ba! Nawet nie widać na nich żadnej rysy, jedynie co się lekko starło to spody, ale to od mojego szurania po ruszcie kuchenki gazowej, a od jakiegoś czasu dodatkowo wzmacniają spody, że się nic nie ściera, wiem, bo od półtora roku szuram po kuchence granitową patelnią Portofino i tam pod spodem nadal jak nówka. No tak, dużo wiem o tych garach, gotuję w nich od trzech lat. Codziennie. Czy we wszystkich? Wstyd się przyznać, ale w większości tak. Nic nie poradzę, że w tej kwestii jestem mało normalna. Ale co ja zrobię jak Młody ma swoje ulubione patelnie, a ja w jednej lubię smażyć dla siebie jajecznicę, w innej smażę dla nas obojga,inna do naleśników, w innej lubię robić sosy, a w wokach wchodzi świetne curry i najlepsze konfitury, itd. No tak już mam, trzeba to przełknąć :) Jedynie fajnie by było gdyby Ballarini popracowało nad podniesieniem temperatury piekarnikowej w jakiej można bawić się tymi naczyniami, bo jak miałam tylko 160 stopni było super, ale jak w mojej szafce wylądowało żeliwo Staub (które również możecie kupić na stronie Ballarini) i niemiecka diamentowa powłoka, które można zapiekać do 250 stopni, to mój apetyt też urósł i też chciałabym aby Włosi podnieśli parametry w kwestii temperatury zapiekania, bo do powłok, wytrzymałości i odporności na porysowanie mają rewelacyjne. Do tego jak dorzucę z jaką łatwością i przyjemnością się je myje, nawet takie zaschnięte po karmelizowanych owocach (już kiedyś sprawdziłam zostawiając taką brudną patelnię na 24 h) to jest bossko!


Ceny? Na każdą kieszeń. Do tego cały czas coś pojawia się w promocji. Tu się nie patyczkują, bo promocje zwykle obejmują całe linie, więc często patelnię czy garnek można kupić taniej o co najmniej o kilkadziesiąt złotych. To sobie sami sprawdźcie na och stronie, tak czy inaczej wiem, że skończy się to na mailowaniu z zainteresowanymi, bo od tych trzech lat już nie wiem przy ilu zakupach asystowałam czytelnikom, którzy wymieniali swoje sprzęty kuchenne. Spoko, jak chcesz i Tobie pomogę, coś wybierzemy ;)

O kurcze, za lekkie mam to pióro, znowu się rozpisałam. Bo dziś miałam opowiedzieć Wam o garnku linii Bologna! Wyjątkowo nie pracowałam z nim zbyt długo. Nie było takiej potrzeby, bo od roku na moich palnikach często wygrzewa się wok tej linii i doskonale wiem co potrafi ta powłoka.

W garnku oczywiście jeszcze nie ugotowałam zupy, to byłoby zbyt proste. Płyny się nie przypalą przecież. Za to machnęłam kilka dań z jednego gara. Dania, których proces przygotowania zaczynał się od smażenia w minimalnej ilości tłuszczu, duszenia, a potem dopiero podlewania płynami. W przygotowywaniu tych dań moje lenistwo osiągnęło poziom zenitu, bo dolewałam taką ilość płynów w jakiej chciałam ugotować kasze metodą absorbcji, czyli prosto mówiąc wsypywałam kasze bezpośrednio do garnka, w którym siedziały podsmażone i podduszone warzywa i mięso. Po kilku minutach miałam danie gotowe, czyli kaszę z czymś tam co lubimy (mięso i warzywa). Plusem takiego gotowania było to, że kasza wchłaniała dodatkowe nuty z tego co znajdowało się w garze.



Nie ukrywam, że w Bologna wszystko gotuje się tak jakby w krótszym czasie niż w innych liniach jakie mam. Podoba mi się w nim kształt, ścianki w stosunku do dna chyba mają równe 90 stopni, tego nie mierzyłam. Na zdjęciach nie do końca podobały mi się uchwyty, ale na żywo zakochały mnie. Idealnie leżą w rękach, dodatkowo trzymając gorący garnek moje palce nie mają styczności ze stalową rączką, bo tworzywo ukształtowane jest w taki sposób, że zabezpiecza przed poparzeniem. Pokrywka - tu standard, nie zsuwa się z garnka i nie skacze, uwag nie mam. Satynowa zewnętrzna powłoka wygląda ładnie. Łatwo ją utrzymać w czystości, tu wypowiadam się na podstawie rocznego użytkowania woka tej linii.




Garnek dla każdego? Jak najbardziej tak, bo:
  • przystosowany do większości kuchenek, tych indukcyjnych też!
  • można używać w piekarniku do 160 stopni
  • granitowa powłoka typu non stick, czyli łatwo nie przypalisz, smażone produkty nie przywierają, bo tą linię charakteryzuje naprawdę wysoka nieprzywieralność
  • solidnie wykonany, jak tak patrzę na niego, ciężko go będzie zniszczyć, oj ciężko
  • cena: na dzień dzisiejszy 90 zł tańszy niż normalnie, 
  • dostępne trzy pojemności: 1,4 l; 2,5 l; 4,6 l - ja mam ten największy
  • ergonomiczna i izolująca dłonie rączka
  • stalowe elementy wykonane są ze stali nierdzewnej odpornej na rdzewienie
  • wysoka odporność na niszczące działanie zmywarki
  • grube dwuwarstwowe dno (aluminium i stal nierdzewna) świetnie magazynuje i rozprowadza ciepło, trzeba sobie trochę poczekać, na to żeby jedzenie w garnku wystygło i można było go umieścić na przykład w lodówce
  • całkowicie bezpieczny dla zdrowia i środowiska, nie zawiera PFOA i związków niklu ani metali ciężkich.
No nie mam się do czego doczepić, garnek jest naprawdę świetny! Serio ;)

lipca 01, 2017

Patelnia Grillowa Staub - Idealna!

Patelnia Grillowa Staub - Idealna!

O żeliwie pisałam w styczniu.W recenzji garnka żeliwnego STAUB zawarłam wszystkie bardzo istotne informacje zarówno na temat właściwości, pochodzenia, wskazówek dotyczących używania takich naczyń, przygotowanie ich przed pierwszym użyciem itd. Dlatego po lekturze Garnek Żeliwny Staub, Informacje i Zasady Jak Obchodzić i Gotować w Naczyniach Żeliwnych macie już pewną wiedzę na temat żeliwa i tym razem pozwolę sobie pominąć wszystkie kwestie techniczne, a skupię się na tym o co najczęściej mnie pytacie i co Was najbardziej interesuje przy podejmowaniu decyzji kupna garnka czy patelni.


Przez moje ręce przeleciało trochę garnków i patelni różnej maści, znaczy się z różnymi powłokami, właściwościami parametrami. Nie będę tu ściemniać, ale ja normalnie w żeliwie zakochana jestem od grudnia. Pomijam już walory estetyczne, kolor, idealnie gładką powłokę na zewnątrz, perfekcyjne wykonanie każdego detalu. Przyznam, że osoba, która zaprojektowała naczynia Staub zrobiła to genialnie, bo naprawdę wygląd tych garów cieszy oczy.

Żeliwo jest ciężkie, więc patelnia grillowa Staub do lekkich nie należy i dobrze! Szybko się nagrzewa i na długo kumuluje ciepło. Powiem Wam, że kiedy wpadają do mnie znajomi często dosmażam mięso na stole. Dobrze przeczytaliście, na stole! Tak jak wspomniałam patelnia długo stygnie, więc po zestawieniu z ognia mięso nadal się na niej smaży tak jakby nie zauważyło, że patelnia jest zestawiona z palnika. To jest fajny efekt WOW, kiedy na stół wjeżdża dosmażające się mięsko. 

Jak już byliśmy przy temperaturach tu wspomnę, że do powłoki nic nie przywiera na "amen". Ja zamarynowane mięso wrzucam na suchą i rozgrzaną patelnię, nie podlewam tłuszczem. Wiadomo, po usmażeniu zawsze zostanie na niej trochę zwęglonych przypraw z miodem, ale tu bajka się nie kończy, bo wystarczy dać patelni wystygnąć, zalać na dosłownie kilka minut wodą i umyć. Cały proces mycia przypomina mycie naczyń z powłokami non stick. Kiedy zobaczyłam tą patelnię po raz pierwszy na żywo obawiałam się, że tak głębokie rowki sprawią mi sporo problemów z dokładnym umyciem naczynia. Na szczęście moje obawy okazały się niepotrzebne, bo w kwestii mycia problemów nie było i nadal nie ma!


Właśnie, ROWKI! Każdy z nas szuka takiej patelni, która ma na tyle głębokie rowki na dnie, która pozostawią na grillowanym mięsie lub warzywach charakterystyczne przypieczone paski. Ta patelnia właśnie takie ma! Zresztą sami widzicie na zdjęciach jak za każdym razem wygląda moje grillowane mięso.



SMAK. Możecie wierzyć lub nie, ale dania przygotowywane w żeliwie są smaczniejsze, wyczuwa się taką głębię smaku. Serio, serio, nie tylko ja to zauważyłam.

Żeliwo nie ogranicza w kwestii temperatury. Przystosowane jest zarówno do wszystkich rodzajów kuchenek (indukcyjnych też) jak i do piekarnika. A w piekarniku może być nawet piekielnie gorąco, nawet powyżej 220 stopni! Takie naczynia uwielbiam, bo czasami lubię danie zacząć na palniku kuchenki, a skończyć je w piekarniku. Z patelniami Staub jest świetnie, bo wtedy jak to mój syn określił, przygotowuję dania jednopatelniowe. Czyli po obiedzie do mycia mam tylko talerze i jedną patelnię.

Uwielbiam grillować w kuchni i zauważyłam, że grillując mięso na żeliwnej patelni wydobywa się zapach mięsa bardzo podobny do tego jaki wyczuwam w grillach w plenerze, oczywiście żeby była jasność, nie mam tu na myśli zapach tlącego się węgla drzewnego ;)


Co nas może przerazić?
To co zwykle - cena. Tu napiszę tak, Gdyby ktoś kilka lat temu zapytał mnie, czy wydałabym kilka stów na patelnię lub garnek, od razu odpowiedziałabym, że nigdy w życiu! Jednak po doświadczeniach z różnymi rodzajami patelni i naczyń, dziś odpowiadam, że tak, wydałabym. Gdybym dziś potrzebowała nowej patelni od razu sięgnęłabym po żeliwną. Dlaczego tak? Żeliwo to zakup na lata, więc łatwo można przeliczyć ile patelni rocznie ląduje w Waszym koszu. Ile wkurzania pod nosem na to, że placki ziemniaczane się przypalają, albo panierka na kotletach, albo ryba przywiera itd. Dajmy na to, że kiedyś kiedyś kiedyś wymieniałam dwie patelnie (dużą i małą) co 3 - 4 miesiące, czyli rocznie kupowałam ok 6 patelni i każda no dajmy 80 zł za sztukę, to rocznie wychodziło ok.480 zł. I tak co roku taka kwota wypływała z mojego portfela. Więc jak teraz podliczyłam w przeciągu 3 lat na patelnie nawet nie wiem kiedy wydawałam 1440 zł. Teraz jak tak patrzę, to strasznie dużo. Teraz można podzielić kwotę sumującą wydaną kasę za 3 lata i wychodzi, że spokojnie można zainwestować w dwie konkretne patelnie żeliwne, które posłużą nam wiele wiele lat, albo i jeszcze dłużej, a wydamy na nie mniej niż to 1440 zł, nawet zostanie kilka złotych na waciki :) Ja to tak widzę. Niektóre z moich patelni Balarini mają więcej niż 3 lata i nadal nie nadają się do kosza mimo, że bardzo często ich używałam. No, ale to tylko moja subiektywna opinia, masz prawo mieć inne zdanie ;)
WASZA

kwietnia 18, 2017

A jak Amplio, czyli zdrowa żywność i nie tylko

A jak Amplio, czyli zdrowa żywność i nie tylko

Co jakiś czas poszerzam swoją listę "bezpiecznych sklepów internetowych". Czasami przytrafiają się niemiłe niespodzianki, bo zamówiony towar dociera do mnie uszkodzony przez niechlujne próby zabezpieczenia go, albo kiedyś totalnie odbiegał od tego co oferował sklep na swojej stronie i dotarła do mnie taka chińszczyzna, że o ja cie nie mogę. Jak uzbieram jeszcze kilka pozycji takich "perełek" może wtedy opublikuję listę sklepów, które należy omijać wielkim łukiem.

 Dziś swoją uwagę skupię na jednym z tych, które naprawdę warto polecić.  Na blog już trafiło kilka zaufanych miejsc i teraz dorzucam kolejny sklep. Spełnił wszystkie moje oczekiwania i kryteria jakimi się kieruję przy swojej ocenie. Produkty bardzo dobrze zabezpieczone, przesyłka zapakowana z najwyższą starannością. Kontakt z obsługa sklepu na naprawdę wysokim poziomie, nie dość, że sympatyczna osoba po drugiej stronie, to jeszcze na odpowiedź nie musiałam czekać dłużej niż godzinę. Jasne i precyzyjne odpowiedzi i pomoc przy zakupach. Chodzi tu o sklep AMPLIO, który na rynku działa już 4 lata,nie są nowi, więc wiedzą już co i jak. Przy okazji zapytałam o kilka spraw i już wiem, że obecna oferta nie jest ostateczna, z dnia na dzień poszerza się o kolejne produkty.

Co tam dobrego? W sklepie są dwa duże działy: "Sprzęt rehabilitacyjno- ortopedyczny" i "Zdrowa żywność". Ale ku mojemu zaskoczeniu nie tylko żywność, bo znalazłam tam zdrowe dla ciała. W sumie to skusiła mnie dobra cena Masła Shea, bo chciałam zrobić dobrze moim włosom i skórze, a przy okazji wrzuciłam do koszyka jeszcze mydło borowinowe z kawą ( jest rewelacyjne!), ojej z pestek moreli i nie byłabym sobą, gdybym nie wpadła na dział spożywczy, w którym też znalazłam coś dla siebie i dorzuciłam migdały, nerkowce i płatki jaglane. Wszystko w dużych opakowaniach i rozsądnych cenach! "Zamawiam" kliknęłam w czwartek po południu, a przesyłka była już u mnie w piątek! Normalnie ekspres. Tak właśnie lubię, bo nie znoszę czekać, dobrze wiecie, że cierpliwością nie grzeszę.


Kilka słów o produktach.
Orzechy i płatki jaglane, tu nie będę się rozpisywać, bo wystarczy, że napiszę, że dotarły w całości, a płatki nie zostały zmasakrowane ściskiem panującym w pudełku. Wiadomo jak się to jada i co z tego można stworzyć w kuchni. Tu moja uwaga skupiona była na tych bardziej kosmetycznych tematach. Mydełko z borowiną i kawą wygląda jak sztabka czekolady, ale nie próbowałam tylko poszłam grzecznie pod prysznic i tam było świetnie, bo drobinki kawy świetnie masowały moje ciało poprawiając ukrwienie. Po wszystkim skóra była gotowa na nawilżenie. Plus dla mydełka, że nie zostawia po sobie żadnego zapachu, neutralne. Z tego co widzę, to ze zużyciem go trochę mi zejdzie, bo jest wydajne i cena 7,70 zł nie jest wygórowana. Trochę mnie martwi ta wydajność, bo ja już chcę tam wrócić po inne mydła z oferty :) Następne na liście będzie arganowe, z bursztynem, woskiem pszczelim.



Masło Shea, to było moje must have! Włosy to moja wizytówka, zawsze muszą być zdrowe i zadbane. Tak mam od zawsze i tego już nie zmienię, a jako blondynka szczególnie dbam o ich nawilżenie. Nie przeżyłabym gdybym miała mieć na swojej głowie "suche siano". Dlatego zainwestowałam w masło shea, które ze względu na swoje właściwości odżywcze, nawilżające i ochronne zrobiło naprawdę świetną robotę. Nałożone na noc na włosy ( u mnie od połowy długości włosa) rano po kilkukrotnym umyciu w celu zmycia masła stały się niezwykle miękkie i błyszczące. Oczywiście na włosach nie poprzestałam, bo z pomocą polerki do paznokci wtarłam je w paznokcie. Nawilżyłam nim w sumie całe ciało i chyba na jakiś czas odstawię na bok balsamy i kremy do ciała, bo efekt po maśle shea przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Może za jakiś czas jak ogarnę większość zastosowań masła na ciało i włosy napiszę o tym osobny post, jeszcze nie wiem. W każdym bądź razie masło jest mega wydajne, a z tego co widzę zamówione przeze mnie 100 g pudełko starczy mi na co najmniej 3 miesiące częstego używania, a cena masła wprawiła mnie w lekkie osłupienie, bo kosztuje jedynie 6.79 zł.

Następnym w kolejce nawilżaczem jest olej z pestek moreli. O nim kiedyś innym razem. W każdym bądź razie już sami zauważyliście, że oferta jest dość ciekawa. Każdy coś dla siebie znajdzie ciekawego. Mnie zaskoczył dział, w którym są produkty, z których można samemu stworzyć ekologiczny proszek do prania, płyn do płukania, antyprespirant a nawet pastę do zębów! To wszystko w kategorii "Zrób to sam". Kategorii jest o wiele więcej, bo są tez napoje, sól, herbata, kasze, mąki, nawet zakwaski do produkcji jogurtów i wiele wiele innych fajnych tematów. CO ja Wam będę opisywać, sami sprawdźcie, za zwiedzanie się nie płaci przecież ;)

Ja tam z pewnością wrócę nie raz i nie dwa. Mam na oku jeszcze kilka produktów z oferty AMPLIO, które nie dają mi spokoju i muszę je koniecznie mieć w swoim domu. A teraz zakupy zrobię, bez żadnych obaw, bo już wiem, że to sklep z tych, które określam mianem "pewniak" ;)

marca 27, 2017

Spray do Oliwy Brandani

Spray do Oliwy Brandani

Pamiętacie post, w którym pokazywałam spray do oliwy firmy Zeal? Ten różowy taki duży? No właśnie już go nie mam, odruchowo ratując ręcznik papierowy przed upadkiem zrzuciłam spray na podłogę i pękła nakrętka. Dla mnie dramat, bo spray do oliwy stał się niezbędnym przedmiotem w mojej kuchni.

Dlaczego dla mnie jest taki ważny?
Jest to bardzo sprytne urządzenie, które przydaje się praktycznie przy prawie każdym użyciu oliwy, bądź oleju. Ale od początku. Nakrętka służy do odpowietrzenia pojemnika, dzięki czemu wytwarza się ciśnienie dzięki czemu po naciśnięciu sprayu wydobywa się z niego mgiełka prawie identyczna jak wydobywa się z dezodorantu. Tą mgiełką spryskuję sałatki, mięsko przed smażeniem, blaszki przed pieczeniem. Lubię smażyć bez tłuszczu lub na jego śladowych ilościach i tu również spray świetnie się sprawdza, bo spryskuję patelnię odrobiną tłuszczu. Jak używam spryskiwacza do sałatek, wcześniej lubię wrzucić do środka gałązkę rozmarynu, albo kilka suszonych papryczek chili lub kilka ząbków czosnku, wtedy moja oliwa nabiera smaku.



Tym razem wybrałam spryskiwacz włoskiej firmy Brandani. Z dwóch powodów: byłam bardzo ciekawa jaką jakość prezentuje i spryskiwacz jest mniejszy, bardziej poręczny i do wyboru jest więcej kolorów :) Jest jeszcze dość istotna kwestia - cena! Bardzo rozsądna cena za naprawdę wysoką jakość. Tworzywo grube, błyszczące, wszystkie detale gładkie i dopracowane. Z zewnątrz dno pokryte stalową cienką powłoką, na której bardzo ładnie prezentuje się logo firmy. Zatyczka rozsądnie zaprojektowana, bo jest prosta i płaska przez co nie ucieka z blatu kuchennego. Dlatego spokojnie można wydać 65 zł na taki kuchenny niezbędnik.


Wiecie już dobrze, że kiedy polecam produkt, to jest to produkt, który naprawdę jest sprawdzony. Spełnia kilka moich kryteriów. Zawsze wtedy tez piszę, gdzie bezpiecznie można go kupić, bo przy okazji takich zakupów sprawdzam też sklep pod kątem kontaktu, terminowości, zabezpieczenia przesyłki, bo to jest kwestia bardzo ważna, szczególnie jak mamy ochotę zamówić coś delikatnego, kruchego czy szklanego. Tym razem padło na sklep Pyszna Paczka. Złożyłam zamówienie i czułam się bezpiecznie, bo drogą mailową otrzymywałam na bieżąco o etapach realizacji zamówienia. Na przesyłkę musiałam poczekać prawie tydzień, bo wybrałam produkt, którego nie było już na magazynie i był ściągany od producenta. Ale i o tym dowiedziałam się z maila, więc byłam spokojna.


 Przy okazji do koszyka wrzuciłam syrop waniliowy Eterno. Ich cały asortyment na sobie przetestowałam i syrop waniliowy to jeden z naszych ulubionych, szczególnie Młody lubi dolewać go sobie do kawy z mlekiem :) Tak w sklepie Pyszna Paczka znalazłam nie tylko szeroki wybór asortymentu z działu akcesoria kuchenne, ale także jest dział Delikatesy, gdzie znalazłam moje ukochane Eterno i wiele innych pysznych produktów. Zresztą sami sprawdźcie!
WASZA

stycznia 16, 2017

Garnek Żeliwny Staub, Informacje i Zasady jak Obchodzić i Gotować w Naczyniach Żeliwnych

Garnek Żeliwny Staub, Informacje i Zasady jak Obchodzić i Gotować w Naczyniach Żeliwnych

Na początku myślałam o napisaniu klasycznej recenzji produktu jakim jest owalny garnek żeliwny Staub , ale rozmyśliłam się. Dlaczego? Natchnęła mnie jedna z rozmów z moim kolegą. Ja mu ochy i achy o garnku żeliwnym, a on po prostu zapytał "Bez sensu płacić tyle kasy za taki garnek jak Twój skoro w zwykłym taka sama zupa wyjdzie". No właśnie. Nie każdy siedzi w tematyce kuchennej tyle co ja. Nie każdy wie czym dla takich ludzi jak ja jest garnek żeliwny. Dlatego pomyślałam, że ten post będzie takim zbiorem wiadomości na temat firmy Staub, żeliwa, metody produkcji, na co zwracać uwagę wybierając taki garnek, mojej subiektywnej opinii i co najważniejsze jak dbać o to kuchenne Ferrari jak już się pojawi w naszej kuchni.



Zacznijmy od początku.
Najlepszymi na świecie producentami garnków żeliwnych są trzy firmy: francuska Staub i szwedzka Skeppshult oraz francuska Le Creuset. Staub na swoje naczynia daje dożywotnią gwarancję, Skeppeshut 25 lat. Staub wręcz obsesyjnie dba o idealne wykończenie powłok naczyń,które nakładane są nawet 4 krotnie, przy użyciu znanej już w średniowieczu techniki majolika. Producent dba o to aby powierzchnia szkliwa była błyszcząca, powłoki gładkie, a kolory intensywne i nie blaknące nawet po wielu latach. Ja osobiście zauważyłam, że mocno rozgrzany garnek do temperatury powyżej 220 stopni nabiera bordowego koloru, a potem stygnąc wraca czerwieni. Naczynia Staub powstają wyłącznie na terenie Francji. Skeppshult wyłącznie w Szwecji, firma nawet ma swoją kopalnię piasku w którym wypalane są naczynia, ale o tej firmie i jej zwyczajach napiszę innym razem. Co więc jest ważne? Europejskie pochodzenie naczyń ( ze względu na mniejsze zanieczyszczenie środowiska), waga naczyń (im bardziej zanieczyszczone żeliwo tym jest lżejsze, w żeliwie nagromadzonych jest więcej pęcherzyków powietrza, co wpływa również na trwałość i bezpieczeństwo użytkowania. Może bez wyraźnych powodów pęknąć podczas pieczenia). Gwarancja jest również ważna i jest pewnym wyznacznikiem jakości. Jak już wspomniałam Obie wymienione i najbardziej cenione na świecie firmy dają bardzo długi okres gwarancji, a Staub nawet dożywotni, czyli producent jest pewny jakości jaką wypuszcza na rynek.

Ale są przecież naczynia żeliwne dużo tańsze niż Staub. No właśnie, często produkowane są w Turcji i państwach azjatyckich, a tu bardzo sprytnie producenci uzyskują europejski "paszport produktu" rejestrując firmę w krajach europejskich. Tu nie jesteśmy w stanie sprawdzić gdzie tak naprawdę i w jaki sposób produkowane są te naczynia. Okres gwarancji również waha się od 2 - 5 lat. Dodatkowo waga takiego tańszego odpowiednika jest o wiele niższa od tych wymienionych firm, a dlaczego to już wspomniałam wyżej. Kwestię wyboru ewentualnego żeliwa zostawiam Tobie, ja Ci tylko trochę o tym żeliwie opowiem.


JAK SIĘ MA ŚREDNICA NACZYNIA ŻELIWNEGO DO ŚREDNICY PALNIKA
Często producenci podają średnicę mierzoną w najwyższym i najszerszym miejscu. Zwykle faktyczna średnica dna jest o ok. 4 cm mniejsza niż podana przez producenta (ta górna). Oczywiście tu mamy wyjątek, którym są woki, bo w zależności od kąta nachylenia ścianek ich średnica dna jest o wiele mniejsza od średnicy górnej. Średnica dna woka może być nawet o połowę mniejsza niż ta górna.
Jeśli chodzi o rozgrzewanie się naczyń żeliwnych, to doskonałe i opracowane przez fachowców żeliwo zaufanych marek świetnie przewodzi i rozprowadza ciepło po całym naczyniu. Oczywiście jeśli garnek lub patelnię o dużej średnicy postawimy na najmniejszym płomieniu proces rozgrzewania będzie trwał dłużej, bo najpierw rozgrzeje się na środku, ale potem i tak ciepło zostanie rozprowadzone po całym naczyniu i możliwość smażenia czy gotowania będzie możliwa tak jak w przypadku palników o większej średnicy.

WNIOSEK:  Naczynia żeliwne spokojnie dopasowujmy do  naszych preferencji kulinarnych, ilości w jakiej przygotowujemy potrawy. WAŻNE! Oczywiście nie przesadzajmy i nie idźmy w skrajności i nie stawiajmy naczyń na palnikach o większej średnicy niż dno naczynia ;)


ALERGIA I ŻELIWO
Naczynia bardzo cenionych producentów marek i Staub i Le Creuset zdobyły światowe uznanie za najwyższej klasy żeliwo. Tu w przypadku obu tych marek zastosowana jest powłoka stworzona na bazie szkła lub szklanej emulsji, glazur, dzięki temu z tych naczyń spokojnie mogą korzystać alergicy. Powłoka ta jest gładka, nie ma porów, w które mogłyby wnikać drobnoustroje chorobotwórcze. Nie przepuszcza związków, które zawarte są  w stopie żeliwa, które mogłyby zaszkodzić alergikowi.

Owszem naczynia obu tych firm nie należą do najtańszych, ale cena obejmuje nie tylko dożywotnią gwarancję  w przypadku Staub, ale również użycia najwyższej jakości materiałów, każdy produkt poddawany jest wnikliwym kontrolom jakości, a także do produkcji garnków i patelni używane są ekologiczne komponenty.
WNIOSEK: Uważam, że mając na uwadze zdrowie wszystkich członków rodziny warto zainwestować w zaufaną markę, w najwyższej klasy żeliwo i cieszyć się takim naczyniem przez całe życie (tym bardziej, że Staub daje nam dożywotnią gwarancję na produkt) niż ryzykować w tańsze odpowiedniki, Których składu ani to czy użyte materiały nie wchodzą w reakcje z potrawami nie jesteśmy w stanie sprawdzić.


POKRYWKI NACZYŃ ŻELIWNYCH FIRMY STAUB
A według Ciebie jaką rolę spełnia pokrywka garnka?
Czy pokrywka służy do tego aby wywar się nie wygotował? Żeby tłuszcz z patelni nie pryskał?
No właśnie, to teraz Ci opowiem co wymyślił producent naczyń Staub w kwestii pokrywek naczyń żeliwnych.

Wiesz, że sama pokrywka stanowi 1/3 wagi naczynia? Sprawdziłam, sama pokrywka mojego garnka waży 2144 g, a garnek bez pokrywki waży 3980 g, czyli razem prawie 6 kilogramów! Jest bardzo ciężka, przez co nie ma opcji aby wytwarzająca się para i ciśnienie wewnątrz naczynia sprawiły aby ześlizgnęła się lub poruszała się, co mają w zwyczaju inne pokrywki naczyń aluminiowych i stalowych. Dusiłam, gotowałam i pokrywka ani drgnęła, a zawartość garnka nigdy nie wykipiała! Pokrywka Staub jest całkowicie płaska z widocznymi wypustkami na całej powierzchni. Po co tak? Jest kilka powodów. Po pierwsze wytwarzająca się para uderzając w płaską i ciężką pokrywkę skrapla się na wypustkach i spada bezpośrednio na potrawę nawilżając ją na całej powierzchni równomiernie. Na pokrywkach o tradycyjnych wypukłych pokrywkach ta para po prostu spływa po obłym kształcie i spływa po ściankach garnka. W przypadku garnków i naczyń Staub Twoje mięso nigdy  po upieczeniu nie będzie twarde i łykowate. Para nie ucieka, a wraz z nią nie uciekają witaminy i minerały. Nie ma potrzeby dolewania płynów podczas duszenia, dzięki czemu smak potraw jest bardziej wyrazisty i zdrowszy.



WNIOSEK: Byłam i jestem pod ogromnym wrażeniem smaku pieczonych ot na przykład zwykłych udek z ziemniakami. Dopiero w żeliwie pozwoliłam sobie na luksus nie podlewania kuraka odrobiną wody jak to zwykle czyniłam, żeby mięso nie przypiekło i nie przypaliło się do dna naczynia. Dzięki temu smak za każdym razem wychodzi taki.... skondensowany, że zwykłe ziemniaki smakowały tak wyraziście i nieziemsko, że aż głupio się tak zachwycać .





Kurczak pieczony w całości był mega soczysty i delikatny a piekłam go pod przykryciem, bo chciałam uzyskać delikatne mięso bez przypieczonej skórki, w efekcie wyszedł  tak jakbym go  gotowała na parze, dodatkowo był niezwykle aromatyczny, bo piekłam go na warzywach. Nie podlewałam wodą, a po wyciągnięciu z piekarnika wreszcie zobaczyłam jak dużo aromatycznego wywaru uzyskałam z samych warzyw i mięsa. W dodatku nic nie przywarło do dna i nie było mowy o przypaleniu się warzyw, które były na samym spodzie. Dzięki temu mogłam garnek z upieczonymi warzywami postawić na gazie, wlać wino, zredukować i przyrządzić mega smaczny sos z pieczonych warzyw.


KILKA WAŻNYCH ZASAD NA POCZĄTEK!
 To jest istotna część tego postu. Jeśli już w Twojej kuchni pojawi się garnek żeliwny, a już wiesz nie kosztował mało, warto trzymać się kilku zasad aby cieszyć się naczyniem nawet przez całe życie.Tu będę pisać wyłącznie o tych ze szkliwioną powłoką (Staub i Le Creuset)
  • Nowe naczynie żeliwne należy umyć w ciepłej wodzie z dodatkiem płynu do naczyń. Dokładnie osuszyć ściereczką kuchenną. Wnętrze i spód pokrywki dokładnie nasmarować olejem jadalnym przy pomocy ręcznika papierowego. I tu bardzo istotne, należy wstawić naczynie do zimnego piekarnika, obok garnka położyć pokrywkę i ustawić piekarnik na 150 stopni i od chwili nagrzania się się piekarnika zapiekać garnek przez oko. 20 minut. Wystudzić garnek. Ponownie nasmarować olejem i znowu wstawić do zimnego piekarnika i nagrzać tak jak wyżej. W sumie tą czynność powtórzyć 3 razy.
  • Jeśli coś Ci się skarmelizuje na dnie, zalej wodą i odstaw na kilka minut po czym ponownie umyj.
  • Rozmiar palnika nie może być większy niż średnica dna naczynia żeliwnego!
  • W kuchenkach indukcyjnych nie używaj palnika Boost! Żeliwo nie lubi szoków termicznych, ani gwałtownego chłodzenia, ani gwałtownego rozgrzania!
  • Dlatego, że żeliwo nie lubi szoków termicznych trzeba się nauczyć, że potrawę w rozgrzanym garnku podlewamy płynami w temperaturze pokojowej lub ciepłymi!
  • Do mieszania, przewracania czy wyciągania używaj wyłącznie drewnianych lub syntetycznych akcesoriów typu łopatki, łyżki, widelce itp. Oczywiście stal nie uszkodzi powłoki, ale ją po prostu może zmatowić.
  • Mycie wyłącznie ręczne! Naczynia z powłokami (Staub i Le Creuset) można myć wodą z dodatkiem płynu do naczyń, ale nie używaj ostrych druciaków itp, tylko normalnej zwykłej gąbki do mycia naczyń. Jeśli chodzi o naczynia żeliwne firmy Skeppelshult tu absolutnie nie wolno używać płynu do naczyń! Naczynia tej firmy myj wyłącznie ciepłą wodą!
  • Żeliwo z powłokami (Staub i Le Creuset)  należy co jakiś czas zakonserwować! Ja po każdym myciu przy pomocy ręcznika papierowego nacieram wnętrze garnka i pokrywki olejem jadalnym. Brzegi również, bo te nie są szkliwione, ale o tym innym razem, bo tu jest osobna historia :)
  • Naczynia żeliwne muszą same wystygnąć, nie przyspieszaj tego procesu. Żeliwo nie znosi szoku termicznego!
Jak piec i gotować w garnkach żeliwnych. Metody i kilka sposobów opiszę innym razem, bo anegdot i ciekawych historii jest więcej.
Na dole strony w tagach pojawiło się nowe słowo, które będzie osobną kategorią, w której będą ukazywać się przepisy na potrawy i dania przygotowane w naczyniach żeliwnych. Już dziś serdecznie zapraszam!

Przedstawiłam Tobie garnek żeliwny firmy Staub, której zaufało miliony ludzi na całym świecie, do tego dorzucam Ci zaufany sklep, któremu ufam od wielu lat, a poziom obsługi i realizacji zamówień jest godny poziomu Staub, a sklep to dobrze Ci znany BALLARINI! To właśnie tam znajdziecie szeroki wybór naczyń żeliwnych, ale również ceramicznych wspomnianej wcześniej francuskiej firmy Staub. 

Wasza 

Drukuj

Copyright © 2016 Blondynka Gotuje , Blogger