Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta. Pokaż wszystkie posty

stycznia 17, 2018

Łatwy Makowiec z Jabłkami , czyli Makowiec Japoński po mojemu

Łatwy Makowiec z Jabłkami , czyli Makowiec Japoński po mojemu

Tak patrzę na datę ostatniego wpisu i kurcze, kawał czasu minęło od tamtego czasu. Cóż mogę powiedzieć, tak mi się zeszło. Chyba potrzebowałam urlopu od blogowania, dzięki temu pełna energii i sił wracam, znaczy się już wróciłam, taadaaam! Przez te kilka miesięcy oczywiście gotowałam codziennie, jak to ma w zwyczaju matka karmiąca Młodego. Czasami gotował też Młody, tu się nic nie zmieniło. Siłownia nadal aktualna i inne zwyczaje pozostały. Jedynie dorzuciłam sobie jedno dodatkowe zajęcie, poza tym ta sama ja. Jak zwykle w nowy rok nie weszłam z żadnymi postanowieniami, nie przeszłam na wegetarianizm, ani żadne jakieś ekstremalne diety.

Nie spodziewałam się, że będzie mnie Wam brakowało, myliłam się. W odpowiedzi na dziesiątki wiadomości i maili od Was piszę: u mnie wszystko w porządku Kochani. Zdrowie nadal dopisuje, samopoczucie i humor na najwyższym poziomie. Przepraszam, że doprowadziłam Was do stanu martwienia się o Waszą Blondynkę. Jestem już i zostanę. Wracamy do normalnego trybu. Żeby nie przedłużać przejdę już do jednego z wielu zaległych przepisów.

Makowiec, który miał być japoński, ale w efekcie wyszedł po Blondynkowemu, bo nie mogłam dojść do ładu z przepisami, które znalazłam. W każdym przepisie widziałam przeróżne proporcje jabłek w stosunku do masy makowej. A masy makowej robić mi się nie chciało, bo w sklepie w tym okresie nie mogłam znaleźć mielonego maku, a mielić w domu mi się nie chciało, bo przypomniałam sobie jak kiedyś pół dnia mieliłam mak i jak to mnie denerwowało, więc bez stresu zaczęłam tworzyć nowe i nauczona już, że będziecie pytać o przepis obok miski naszykowałam kartkę i długopis, więc na bieżąco notowałam ile czego wrzucam i moje na oko wcześniej odmierzałam :) W domu makowca jem tylko ja, bo Młody nie ruszy, więc zeszło mi trochę czasu zanim poradziłam sobie ze swoją połówką, bo połowę oddałam tacie. Tu zauważyłam, że najbardziej smakował mi po dwóch trzech dniach, a spód z ekspandowanego amarantusa od Soligrano (duży wybór produktów tej firmy wiem, bo widuję w sklepach Rossman) był fajnym pomysłem. Tak jak patrzę, to w sumie to taki z deka fit makowiec, bo prawie bez cukru, taki zdrowy makowiec, co nie?  I znowu się rozgadałam, chyba powinnam nagrywać filmiki gadane :)

Składniki na tortownicę 26 cm:

Spód:
  • 100 g masła
  • 80 g miodu (u mnie spadziowy)
  • 200 g ekspandowanego amarantusa

Masa makowa:
  • 800 g masy makowej 
  • 4 łyżeczki kaszy manny
  • 4 jaja
  • 3 jabłka
  • sok z cytryny
  • 1/4 szklanki + 2 łyżki miodu
  • 2 łyżki cukru
  • opcjonalnie suszone wiśnie i migdały w płatkach

Polewa czekoladowo - kawowa:
  • 100 g czekolady mlecznej
  • 70 ml śmietany kremówki 30%
  • 1 łyżka miodu lub golden syrup
  • 2 łaskie łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • 10 g masła w temperaturze pokojowej
Sposób wykonania:
Spód. Łatwizna, bo tu wystarczyło rozpuścić masło z miodem, garnek zestawiłam z ognia, wsypałam ekspandowany amarantus i dokładnie wymieszałam. Potem tylko wyłożyłam do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia i lekko ugniotłam i wyrównałam łyżką. Tortownicę odstawiłam na bok i zajęłam się masą makową.


Masa makowa. Tutaj też trudności nie ma żadnej. Białka ubiłam na sztywną pianę, dodałam cukier i ubijałam do momentu rozpuszczenia się cukru. W drugiej misce zmiksowałam żółtka, do których dorzuciłam masę makową, miód, kaszę mannę, sok z cytryny oraz jabłka starte na tarce o grubych oczkach, następnie odciśnięte z nadmiaru soku. Wszystko zmiksowałam krótko do połączenia się składników. Do makowej mieszanki dołożyłam pianę z białek i wmieszałam ją za pomocą łyżki do masy. Na koniec dorzuciłam suszone wiśnie. Masę wyłożyłam do tortownicy i tu możecie się śmiać, ale zrobiłam to na Blondynkę, bo poziom wypadł równo ze ściankami tortownicy i po raz pierwszy w życiu mocno trzymałam kciuki za to, aby ciasto nie wyrosło. Na szczęście dużo nie wyrosło i wszystko zostało w formie. Trochę popękało na wierzchu, ale pęknięcia zniknęły pod polewą. Aaaa, właśnie. Ciasto piekłam w temperaturze 175 stopni przez około 45 minut.


Polewa czekoladowo-kawowa. To jest jedna z moich ulubionych. Kremówkę wlałam do rondelka wsypałam kawę i wlałam golden syrup, wymieszałam i doprowadziłam do wrzenia. Zestawiłam rondelek z ognia i wrzuciłam czekoladę pokrojoną na malutkie kawałeczki, po chwili rozmieszałam wszystko dokładnie, dodałam masło i ponownie wymieszałam do momentu jego rozpuszczenia się. Gotowe. Na kilkanaście minut odstawiłam polewę do wystygnięcia, bo w tym czasie polewa ładnie gęstnieje. Wystudzoną  i zgęstniałą polewę wylałam na gotowy makowiec i całość posypałam migdałami w płatkach.
SMACZNEGO życzy

września 07, 2017

Napoleonka

Napoleonka

Kiedy patrzę na to ciasto przypomina mi się okres, w którym raczkowałam w kuchni. Jednym słowem dopiero zaczynałam piec pierwsze ciasta. Napoleonka to było jedno z kilku ciast, które w moim rodzinnym domu wszyscy je lubiliśmy, choć mi osobiście kojarzyło się z tym, że trudno mi się je kroiło. Wtedy nie było w domu noża z ząbkami takiego jakiego dziś używam w kuchni na co dzień. Wracając do moich początków związanych z pieczeniem pamiętam jak zarzekałam się, że napoleonki nigdy w życiu nie upiekę, bo pewnie jest bardzo trudna. W tamtym czasie na potęgę kolekcjonowałam przepisy z gazet i w jednej znalazłam przepis na niedrogie ciasto, które nosiło nazwę "Ciasto z budyniem". Długo nie trzeba było czekać, bo praktycznie od razu zabrałam się za pieczenie i jakież było moje zdziwienie, jak zajrzałam do piekarnika, a tam na moich równiutko rozwałkowanych blatach powstawały charakterystyczne dla Napoleonki pęcherze z powietrzem. W tamtej chwili dotarło do mnie, że piekę blaty do tej niechcianej przeze mnie Napoleonki :) Ale dobrze, bo ciasto w wykonaniu okazało się banalnie proste. Jedynie należy uważać podczas przenoszenia upieczonych blatów, bo są niesamowicie kruche. Piekąc to ciasto z okazji pierwszego dnia roku szkolnego uśmiałam się z Młodym do łez, bo oba blaty złamały mi się na pół, właśnie podczas przenoszenia. Wcale się nie dziwię, bo po prostu upadły mi na blat kuchenny, tego dnia wszystko leciało mi z rąk. Tak bywa, ale nie powstrzymało mnie to przed skończeniem z ciastem. Budyń skleił wszystko tak sprytnie, że nawet tego nie było widać. Ważne jest wałkowanie, należy tak rozwałkować ciasto, aby nie doklejać kawałków ciasta , bo podczas pieczenia te doklejone kawałki mogą się oddzielić od reszty, a tak poza tym to wszystko jest spoko. Łatwe, smaczne, niedrogie. Można zagnieść ciasto na bazie masła, ale również użyć margaryny. Obie wersje Wam wyjdą. 


Składniki:
Ciasto:
  • 350 g mąki pszennej
  • 250 g masła lub margaryny
  • szczypta soli
  • 1 łyżka śmietany 18%
Budyń:
  • 750 ml mleka, czyli 3 szklanki
  • 3/4 szklanki cukru
  • ziarenka z 2 lasek wanilii
  • 4 jajka (u mnie L)
  • 4 łyżki mąki pszennej
  • 5 łyżek mąki ziemniaczanej
Dodatkowo:
  • cukier puder do posypania wierzchu ciasta
Sposób przygotowania:
Wszystkie składniki na ciasto oprócz mąki muszą być wyciągnięte prosto z lodówki.
Kiedyś ciasto kruche zagniatałam w rękach, albo rozcierając kawałki masła pomiędzy palcami a potem szybko zagniatałam lub siekałam nożem. Od jakiegoś czasu się "wycwaniłam" i wszystkie składniki umieszczam w dzbanku malaksera i miksuję do momentu uzyskania konsystencji mokrej kruszonki, którą wysypuje do miski i szybciutko zagniatam ciasto, formując kulę. Cały proces trwa kilkanaście sekund (kiedyś Wam może pokażę, tylko muszę się zgrać z Młodym, czyli  moim operatorem kamery :). Zagniecione ciasto należy porządnie schłodzić minimum ze trzy godziny lub można zagnieść je wieczorem i owinięte w folię spożywczą włożyć do lodówki na całą noc.

Schłodzone ciasto podzieliłam na dwie w miarę równe części i każdą rozwałkowałam na cienkie prostokątne blaty. Wałkowałam od razu na dociętym do rozmiaru formy papierze do pieczenia. Rozwałkowane razem z papierem przełożyłam do form i wstawiłam do nagrzanego do ok.190 stopni piekarnika. Ja piekłam około 25-30 minut, ale tu zwracajcie przede wszystkim na kolor ciasta, pieczemy na złoty kolor. Na powierzchni ciasta będą rosnąć bąbelki, czyli coś z wyglądu przypominającego pęcherzyki powietrza, tak ma być!

Upieczone ciasta odstawiłam na blat, żeby spokojnie wystygły i w tym czasie zabrałam się za ugotowanie Budyniu. Tu temat też jest prosty. Dwie szklanki wlałam do rondelka, wsypałam cukier i dodałam ziarenka z lasek wanilii. Zanim mleko z cukrem się zagotowało zdążyłam wlać do miski szklankę cukru (tą trzecią), wsypałam obie mąki, wbiłam jajka i wszystko razem zmiksowałam mikserem. Na gotujące się mleko wlałam zmiksowaną mieszankę cały czas mieszając i od razu zmniejszając płomień gazu. Budyń wyjdzie bardzo gęsty, więc trzeba cały czas mieszać, aby się nie przypalił oraz nie potworzyły się grudki. Jeśli zauważysz, że mimo mieszania pojawia się coraz więcej nierozmieszanych grudek, weź do ręki mikser ręczny i na wolnych obrotach miksuj gotujący się budyń, tylko ostrożnie, nie podkręcaj obrotów miksera, bo pochlapiesz siebie i kuchnię, w dodatku możesz się poparzyć, a tego nie chcemy. Kiedy budyń mocno zgęstnieje (cały proces trwa dosłownie kilka minut) zestaw rondel z gazu. Przełóż jeden blat na tacę, na blat wylej gorący budyń, wyrównaj (będzie trochę uciekał za blat ciasta, nie przejmuj się), warstwę budyniu przykryj drugim ciastem i bardzo delikatnie, lekko dociśnij. Budyń, który troszkę wylał się poza ciasto ja po prostu wyrównuję szpatułką w taki sposób aby "wcisnąć go z powrotem". 

Przełożone gorącym budyniem ciasto należy zostawić w spokoju na blacie, musi całkowicie wystygnąć. Wystudzone wstawiamy do lodówki, najlepiej na całą noc, wtedy blaty zdążą lekko zmięknąć. Na drugi dzień wystarczy cukrem pudrem posypać wierzch ciasta i zabrać się do krojenia, polecam nóż do chleba ;)
SMACZNEGO życzy

kwietnia 19, 2016

Pychotka lub Pani Walewska

Pychotka lub Pani Walewska

U mnie w domu to ciasto zawsze figurowało pod nazwą Pychotka. Mama zawsze sypała wierzch zmielonymi orzechami włoskimi i tak jak teraz to piszę do masy dodawała ananasa. Mamy nie ma już kilka lat, przepisu nie znalazłam, więc posiłkowałam się przepisem Doroty Świątkowskiej. Choć wszyscy naokoło powtarzali mi, że to pracochłonne ciasto, upiekłam je na święta. I wiecie co? Jakoś nie specjalnie pracochłonne jest. Sekret tkwi w dobrze ubitych białkach. Ja przełożyłam je domowym dżemem z czarnej porzeczki, ale takim, w którym są całe owoce i wyszło bardzo pysznie.Czy jest trudne? Według mnie nie. Można piec placki pojedynczo, ale wtedy białka należy podzielić na pół i ubijać tuż przed samym pieczeniem. Jak widać na jednym ze zdjęć upiekłam oba placki na raz, nie powstrzymał mnie rozmiar piekarnika, że obie formy nie mieszczą się na jednym poziomie. Marzy mi się piekarnik z funkcją dual cook, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma! I się kombinuje, zresztą widzicie co wykombinowałam, chodzi tu o to pieczenie piętrowe. Ciiii, często tak piekę różne rzeczy, mało profesjonalne, ale ja zawsze żyję wg zasady "nie ważne czym, ważne jak!". Jeśli chodzi o to ciasto to ja nie raz powrócę do niego, bo ten smak bardzo lubię.



Kruche ciasto blacha 25x35 cm:
  • 500 g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 200 g zimnego masła
  • 6 żółtek
  • 2 łyżki kwaśnej śmietany 12% lub 18%
Wszystkie składniki wrzuciłam do blendera i zmiksowałam krótko, potem tylko zagniotłam w kulę, którą podzieliłam na pół. Obie połówki ciasta rozwałkowałam i włożyłam do blaszek na papier do pieczenia, którym wyłożyłam blachy. Wstawiłam do lodówki i zabrałam  się za bezę.


Beza:
  • 6 białek
  • 1,5 szklanki cukru drobnego
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej 
  • szczypta soli
Białka ze szczyptą soli ubiłam na sztywną pianę, kiedy po przechyleniu miski białka nie wylały mi się na głowę miksowałam dalej stopniowo dosypując cukru. I tak sobie miksowałam do momentu, w którym skończył mi się cukier i przestał być wyczuwalny w białkach. Zawsze sprawdzam w taki sposób, że maczam palca w pianie i pocieram nim o drugi palec i kiedy nie wyczuwam kryształków cukru wiem, że już nie muszę dalej miksować, ale tu jeszcze na koniec wsypałam mąkę ziemniaczaną i zmiksowałam krótko. 

Dodatkowo:

Blaszki z ciastem wyciągnęłam z lodówki, ciasto posmarowałam dżemem, na który wyłożyłam ubita pianę z białek. Wierzch posypałam migdałami w płatkach i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 175 stopni i piekłam około 40 minut. Pamiętajcie, jeśli widzicie, że beza szybko łapie kolor powinniście odrobinę zmniejszyć temperaturę (każdy piekarnik piecze inaczej przecież). Jeśli pieczecie placki po jednej blaszce, składniki bezy podzielcie na połowę i ubijajcie bezę tuz przed włożeniem ciasta do piekarnika, bo ubita piana nie poczeka 40 minut na swoja kolej, ale to oczywiste przecież. Po upieczeniu placki należy wystudzić.


Masa kremowa:
  • 500 ml mleka
  • 3 łyżki mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 żółtka
  • 3 łyżki cukru
  • 16 g cukru waniliowego
  • 200 g masła miękkiego
  • łyżeczka ekstraktu z wanilii (u mnie domowy)
Jedną szklankę mleka wlałam do rondelka, wsypałam cukry i zagotowałam. Drugą szklankę wlałam do blendera, dodałam żółtka, mąki i zmiksowałam. Zawartość z blendera wlałam do gotującego się mleka cały czas mieszając.  Wszystko robimy podobnie jak przy gotowaniu budyniu, tylko takiego troszkę gęściejszego. Ugotowany budyń przykryłam folią spożywczą tak aby folia dotykała powierzchnię budyniu i odstawiłam do całkowitego wystudzenia. Kiedy budyń już wystygł w misce zmiksowałam masło na jasny puch, po czym łyżka po łyżce dodawałam budyń oczywiście cały czas miksując. Na końcu dodałam ekstrakt i miksowałam do momentu połączenia się składników.

I teraz tak, gotowe ostudzone placki wyciągnęłam sobie na dwie tace. Na jeden placek wyłożyłam krem i przykryłam drugim. Ciasto wstawiłam do lodówki na co najmniej 4 godziny, po tym czasie można kroić i jeść. Ja kroiłam dopiero na drugi dzień.


Ps. Jak zauważyliście po tym całym szaleństwie zostały dwa białka, więc idźmy na całość, wykorzystajmy je i zróbmy sobie bezy, takie z dwóch białek, ja tak zrobiłam, a dziecko było wniebowzięte. Przepis na nasze ulubione bezy z 2 białek to BEZY II (nazwa to link) 
SMACZNEGO życzy BLONDYNKA :)

września 07, 2014

Ciasto Leśny Mech

Ciasto Leśny Mech

Leśny Mech. W moim przypadku zwyciężyła ciekawość. Kilka tygodni temu każdy piekł to ciasto, odpalając internet Leśny Mech wyskakiwał z każdej strony. Zastanawiałam się o co chodzi? Fajnie wygląda, jednak nie mogłam wyobrazić sobie jak smakuje. Zbierałam się do niego długo, w końcu i Blondynka zrobiła Leśny Mech. Ciasto przyjemne, mokre. Jednak do całej tej leśnej otoczki nie pasowały mi ziarenka granatu, jak las to jeżyny, maliny i jagody, tak ja to widziałam. Co do smaku, nie moja bajka, gdybym następnym razem je robiła, pod ubitą śmietanę wyłożyłabym na przykład dżem z czarnej porzeczki lub dżem z jeżyn. Korzystałam z przepisu z bloga Magia Kuchenna
Ps. Mój syn jak zobaczył, że dodaję szpinak, to nawet okruszka nie chciał :) Tak więc ciasto uszczęśliwiło moich bliskich, im bardzo smakowało.



Składniki:
  • 450 g szpinaku rozdrobnionego (u mnie IGLOTEX)
  • 1 szklanka cukru
  • 3 jajka
  • 1 szklanka oleju
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
Masa śmietanowa:
  • 500 ml śmietanki kremówki 36%
  • cukier puder - do smaku
  • można dodać 2 opakowania śmietan fix
  • owoce do dekoracji (u mnie były to maliny, jeżyny i jagody leśne)

Wykonanie:
Szpinak rozmroziłam i odcisnęłam na sitku. Jajka zmiksowałam z cukrem. Nie przerywając miksowania cienkim strumieniem wlałam olej, potem przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia. Kiedy składniki się połączyły, wyłączyłam mikser, do ciasta wyłożyłam odciśnięty szpinak i wmieszałam go łyżką. Ciasto wylałam do tortownicy o średnicy 28 cm wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiłam do piekarnika nagrzanego na 180 stopni. W przepisie pisało, aby piec 1 godzinę, ja jednak wyciągnęłam po 45 minutach, bo ciasto już było upieczone. Pieczemy do tak zwanego suchego patyczka.
Ciasto studziłam w tortownicy. Następnie odcięłam wierzch ciasta i pokruszyłam tą wierzchnią część na osobnej tacy. Kremówkę ubiłam na sztywno, dodając cukier puder do smaku pod koniec ubijania. Ubitą kremówką posmarowałam spodnią część ciasta szpinakowego, na śmietanę wysypałam okruszki z wierzchniej części, którą pokruszyłam wcześniej, a na koniec poukładałam moje leśne owoce. Wstawiłam do lodówki na około godzinę.
SMACZNEGO życzy BLONDYNKA :)

/*post zawiera lokowanie bardzo przydatnego produktu - obrotowa patera do tortów ze sklepu KOKUO/

października 18, 2013

Ciastko w rozmiarze XXL

Ciastko w rozmiarze XXL

"Do czego to doszło, że pieczesz jedno ciastko :)" -  to słowa mojego syna. No tak, jedno ciastko, ale konkretne. Smak - sami oceńcie. Pracy przy tym ciastku dosłownie kilka minut, pieczenie 20 minut, uśmiech na twarzy dziecka - bezcenny. Przepis odrobinkę prze mnie zmieniony pochodzi z bloga Śladami Słodkiej Babeczki

Składniki:
  • 300 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 125 g miękkiego masła
  • 80 g cukru
  • 120 g cukru brązowego
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 duże jajko
  • szczypta soli
  • 125 g posiekanej czekolady mlecznej i gorzkiej
  • 50 g M&M lub innych kolorowych groszków podobnego typu

Wykonanie:
Masło z cukrem i solą ubić na jasną, puszystą masę. Następnie dodać jajko i ekstrakt waniliowy, zmiksować. Dodawać po prochu mąkę, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną, ciągle miksować. Na końcu zmieniłam końcówki w mikserze na spiralne i wmieszałam M&M i posiekaną czekoladę. Powstała grudkowata masa, jaką widać na zdjęciu wyżej,którą wyłożyłam do nasmarowanej masłem i wyłożonej papierem do pieczenia płytkiej formy o średnicy 30 cm.
Piekłam w piekarniku nagrzanym na 180 stopni przez 20 minut. Po lekkim przestudzeniu pokroiłam na 16 trójkątów, a potem tylko patrzyłam jak znikają z talerza:)
SMACZNEGO życzy BLONDYNKA :)




lutego 05, 2013

Pleśniak

Pleśniak
Ciasto mojego dzieciństwa.... Pamiętam jak mama je piekła w metalowej blaszce i jak razem z bratem kroiliśmy sobie pyszne kwadraciki, obskubywaliśmy bezy, które tworzyły gdzieniegdzie. Teraz ja często piekę to ciasto, tylko nie rzucam orzechów włoskich na powidła śliwkowe, ponieważ mój syn nie przepada za nimi. Śmiać mi się chce jak widzę syna jak stoi przy blaszce z ciastem i obskubuje bezy tak samo jak ja kiedyś...:)
Źródło: Notes Rodzinny


Aktualizacja październik 2015 r.
W końcu udało mi się złapać to ciasto w lepszym świetle, choć i tak się przyznam, że nie potrafię ładnie sfotografować tego Pleśniaka jednego :) Nie wiem co to ciasto ma takiego w sobie, ale nie da się go nie kochać. Postarałam się również o zdjęcia etapów przygotowania, aby tym, którzy będą je piekli po raz pierwszy podejrzeli sobie i jak. Ciasto jest bardzo sypkie, więc ja musiałam zużyć troszkę cierpliwości przy wygniataniu spodu, bo przy ścieraniu była bajka. Dodatkowo podpowiem Wam, że bawiłam się temperaturą podczas pieczenia, czyli 15 minut w 180 stopniach, potem 15 minut w 150 stopniach i około 10 minut w 180 stopniach. Dlaczego tak? Bo wierzch łatwo spalić. Kolejna wskazówka, jeśli upieczecie ciasto w dużej blaszce warstwa piany będzie niższa, w tortownicy jest dwa razy wyższa. Ciasto po upieczeniu opada, ale nie ma się czym przejmować. Mi czasami dużo opada, a czasami mniej, czy traci na smaku? Absolutnie nie!


Składniki:

  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 5 żółtek
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (użyłam domowego)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 220 g masła
  • 1 łyżka ciemnego kakao

Piana:

  • 5 białek
  • 2/3 szklanki cukru 

Ponadto:


Z podanych składników zagnieść ciasto i podzielić na 3 części. Do jednej dodać kakao. Jedną rozwałkować i ułożyć na blasze, dwie pozostałe szczelnie owinięte w woreczki foliowe włożyć do zamrażalnika. Po ok godzinie na rozwałkowanym cieście rozsmarować powidła śliwkowe, wysypać na to kilka orzechów włoskich, na to zetrzeć na tarce z grubymi oczkami ciasto kakaowe, następnie wyłożyć ubitą pianę z białek, a na pianę zetrzeć zamrożone żółte ciasto. Piec w temperaturze ok. 150 - 180 stopni przez około 40-50 minut. Tu jeszcze raz wspomnę, ja piekłam 15 minut w 180 stopniach, potem 15 minut w 150 stopniach i około 10 minut w 180 stopniach.

Po upieczeniu ciasto posypać cukrem pudrem, można delikatnie polać lukrem lub roztopioną w kąpieli wodnej mleczną czekoladą.
SMACZNEGO życzy BLONDYNKA :)

Drukuj

Copyright © 2016 Blondynka Gotuje , Blogger